• Wpisów: 160
  • Średnio co: 12 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 12:49
  • Licznik odwiedzin: 31 533 / 2090 dni
 
wanka48
 

*Żad­na wiel­ka miłość nie umiera do końca. Możemy strze­lać do niej z pis­to­letu lub za­mykać w naj­ciem­niej­szych za­kamar­kach naszych serc, ale ona jest spryt­niej­sza – wie, jak przeżyć.*
*Jonathan Carrol*

*Naomi*

- Wpuść- nalegał, a ja westchnęłam. Otworzyłam drzwi i Louis wszedł do pokoju szybkim krokiem.
- Co się dzieje?! Nie odbierasz telefonu. Od nikogo! Nie chcesz mnie nawet wpuścić do swojego pokoju. Co się stało? Nigdy się tak nie zachowywałaś.
- Nie chcę o tym rozmawiać, dobra?
- No i teraz właśnie musimy porozmawiać- oznajmił patrząc na mnie tymi swoimi oczami, a ja usilnie próbowałam nie wymięknąć.
- Nie musimy. Przysięgam, że nic się nie stało.
- Płakałaś. Widzę po twoich oczach. Po tym, jak unikasz mojego wzroku. Powtórzę jeszcze raz, i tym razem oczekuję odpowiedzi. Co się stało?
- Nic- odwróciłam się, ale złapał mnie za ręce i odwrócił w swoją stronę.
- Co jest grane? Ktoś ci coś zrobił?- pokręciłam głową, ale złapał mnie za podbródek i podniósł mają twarz tak, żebym spojrzała mu w oczy.- Chodzi o Luke'a?
- Nie.
- Chodzi o Luke'a- znowu oznajmił.- Pokłóciliście się?
- Nie...

*Louis*

Dalej się upierała, ale znam ją zbyt dobrze. Coś się stało, coś na prawdę mocnego, bo w jej oczach widziałem, że zaraz nie wytrzyma.
- Wiem, że coś ci zrobił- spojrzałem na je zaczerwieniony policzek. Dopiero wtedy do mnie dotarło, co musiało się stać.
- Uderzył cię?!!!!!!
- Co?! Nie!- broniła go, ale ona nie umie kłamać. Tym bardziej mnie.
- Wiem, że tak! Ja nie jestem głupi Nel- złapałem ją za rękę i pociągnąłem w swoją stronę. Syknęła i pomyślałem, że z bólu.
- Ty też?!
- Nie... Nelly, przepraszam cię. Nie chciałem.
Nie odpowiedziała, tylko odeszła w stronę okna. Wyglądała przez nie długo, ale w końcu do niej podszedłem i położyłem od tyłu dłonie na jej ramionach.
- Musiałam wyjść przez balkon. Inaczej byłoby po mnie.
- Zamknął cię?!!!!!!
- W salonie, ale uwierz, to było jakieś piekło.
- Uderzył cię- nie wierzyłem w to. Jak mógł jej to zrobić?! Mojej małej, słodkiej Nel...
W tamtej chwili uświadomiłem sobie, że muszę czuć do niej coś więcej. Coś więcej niż przyjaźń. Chyba ją kocham... Jasna cholera, to chyba jakieś żarty. Nie wierzę, że zakochałem się w swojej najlepszej przyjaciółce. Zawsze wiedziałem, że jest dla mnie ważna, ale nie spodziewałem się, że aż tak.
- Tak- przerwała moje myślenie.
- Ile razy już ci to zrobił?
- Wczoraj po raz pierwszy...
- Zabiję gnojka- syknąłem.- Jeszcze kiedyś?
- Nie, tylko był pewien incydent na biwaku, nic ważnego.
- Nel, to wszystko jest ważne. Chciałaś go kryć, jeszcze po tym, co ci zrobił?!
- Przepraszam- wyszeptała ze wzrokiem utkwionym gdzieś za oknem.
Przytuliłem ją, a z jej oczu popłynęły łzy. Po chwili rozkleiła się na dobre. Usiadłem na łóżku i objąłem ramieniem. Mocno ją do siebie przytuliłem. Kilka minut potem d pokoju wpadł Martin ze Stevenem.
- Co tu się dzieje?- zapytał na widok zapłakanej Nel. Ona na niego spojrzała i spokojnie powiedziała.
- Chyba powiedziałam, że nie życzę twojej obecności w moim pokoju.
- Jednakże, Scarlett woła cię na obiad- powiedział Steven i ociągając się wyszli.
- Zapomnijmy- powiedziała podchodząc do drzwi.
- Chcesz zapomnieć o tym, co zrobił ci ten gnojek? Po moim trupie!
- Jeśli tego pragniesz- wydawało mi się, albo tak właśnie mruknęła. Spojrzała na mnie, w jej oczach było mnóstwo bólu, ale i tak lekko się uśmiechała.- Lou, zapomnij o tym i zakończmy temat, dobra?
- Zerwiesz z nim?
- Co? Ja... nie wiem- wyszeptała, a ja znowu usiadłem na łóżku.
- Boże, widzisz, a nie grzmisz. Jak to nie wiesz?! Ja to bym go pozwał, albo jeszcze coś gorszego, a ty nic nie chcesz zrobić? Zwariuję przez ciebie- wymamrotałem.
- No cóż... Przykro mi Lou, ale ja, to nie ty. Różnica jest widoczna. Myślę, że zakończymy tą rozmowę, dobra?
- I tak do niej wrócimy- wstałem i podszedłem do drzwi.- Widzimy się niedługo- lekko pokiwała głową, a ja wyszedłem.
- Witaj Louis, zostaniesz na obiad?- zapytała Scarlett, kiedy przechodziłem obok kuchni.
- Nie, ale dziękuję za propozycję- uśmiechnąłem się i wyszedłem z domu.

*Jessica*

Otworzyłam oczy i przeraziłam się nie za żarty. Dlaczego leżę w łóżku w obcym pokoju?! W dodatku, dlaczego na fotelu pod oknem śpi... Zayn?! W jednej chwili wszystko sobie przypomniałam. To była zdecydowanie najgorsza noc w moim życiu. Nie wiem nawet, czy bym przeżyła. Ale jednak tu jestem. Dzięki niemu. Dzięki Zaynowi.
- Już nie śpisz?- zapytał, kiedy otworzył oczy i spojrzał na mnie.
- Nie, właśnie się obudziłam- odpowiedziałam.- Zayn... ja... chciałam ci podziękować.
- Nie masz za co. To był mój obowiązek. Myślisz, że pozwoliłbym na to co... co miało się stać? Nigdy w życiu.
- I tak dziękuję- podeszłam i zrobiłam coś, czego w życiu bym się po sobie nie spodziewała.

*Zayn*

Tak po prostu do mnie podeszła i przytuliła mnie. Sam w to nie wierzę. Ona mnie przecież nienawidziła. Też ją przytuliłem, ale po chwili ona się odsunęła.
- Przepraszam, nie wiem, co mnie napadło. Jeszcze raz dziękuję, ale wrócę już do domu. Pewnie się o mnie martwią.
- Tak, i jeszcze raz, nie masz za co- uśmiechnęła się do mnie i wyszła. Opadłem z westchnieniem na fotel.
- Wow- mruknąłem dalej zszokowany. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Zaynusiu- zagruchał Harry wchodząc do mojego pokoju i kiwając się na boki jak jakiś pijany pingwin.- Co tu się stało? Widziałem Jessicę, jak wychodziła- poruszył śmiesznie brwiami i usiadł mi na kolanach. Zrzuciłem go, a on tylko pokręcił głową leżąc na podłodze.
- Niedobry Zayn- powiedział głosem małego dziecka, a ja wzruszyłem ramionami.- No to co ona tutaj robiła?
- Nic z tych rzeczy, o których myślisz- opowiedziałem mu wszystko, a jemu opadła szczęka.
- Serio?!
- Tak.
- No ale że serio?!
- No tak!
- Jesteś tego pewien?
- Harry! Tak!!!
- O ja cię, chłopie, ty wiesz, co mogło się stać???
- Wiem, nie jestem głupi.
- Ej, chodźcie na dół. Jedziemy do studia- Li wpadł do pokoju i razem zbiegliśmy po schodach na dół.

*Jessica*

Weszłam do domu i zastałam wszystkich siedzących przy obiedzie.
- O, moja siostra marnotrawna wróciła, jak tam było u Zayna???- Steven zacmokał, ale dostał w potylicę od Nel. Posłałam jej dziękczynne spojrzenie i usiadłam obok Emily.
- To co będziecie dzisiaj robić?- zapytała Scarlett patrząc na całą naszą czwórkę.
Wzruszyliśmy ramionami, bo faktycznie, na dworze w nocy zaczął padać śnieg, a w domu co można robić przez cały dzień? Chłopaki teraz pracują nad nowa płytą, więc raczej nie narzekają na brak zajęć.
- A wy?- zapytał ich Steven.
- Idziemy do lekarza- odpowiedział Martin. Nel wysiliła uśmiech.
- Super- powiedziała.
- Jeśli dalej jesteście wściekli to...- zaczął Martin.
- Nie, jest OK-powiedzieli Nel i Steven, a oni wymienili zdziwione spojrzenia.
- Okej- Martin się zawahał, ale po skończonym obiedzie razem z Scarlett wyszli z domu.
- To co robimy?- zapytał Steven, a my na niego spojrzałyśmy.
- Nie wiem, sam coś wymyśl- rzuciła Nel wstając od stołu.
- Właśnie, masz własne zajęcia- dodała Emily i obydwie też wstałyśmy.
- To co mam robić?- usłyszałam, jak pyta sam siebie. Odwróciłam się.
- Zaproś sobie jakiegoś kumpla. O ile wiem, to już ich trochę masz.
- A może być Luke? Jego znam najlepiej.
- Jasne- rzuciłam i poszłam do swojego pokoju.

*Louis*

Po kilku męczących godzinach w studiu wróciliśmy do domu. Postanowiłem pojechać do Nel. Wiedziałem, że prędzej czy później nie wytrzymam i i tak tam pojadę. Zapukałem i zachłysnąłem się powietrzem. Otworzył mi ten, którego z trudem rano nie zabiłem.
- Po co przyszedłeś?- zapytał Luke z tym swoim przygłupowatym uśmiechem.
- Na pewno nie do ciebie- powiedziałem z trudem, żeby mu nie przyłożyć.
- Wątpię, żeby Nel chciała z tobą gadać.
- Nie twój problem- w tamtej chwili zobaczyłem ją jak schodzi po schodach. Kiedy mnie zobaczyła pokręciła szybko głową, żebym nie robił nic głupiego. Przeszedłem sztywno obok Luke'a i podszedłem do niej, złapałem za rękę i poszliśmy do jej pokoju.
- Co on tu robi?!- wrzasnąłem, kiedy Nel już zamknęła drzwi od środka na klucz.
- Nie przyszedł do mnie Lou- powiedziała spokojnie.- Ale i tak nie zamierzał odpuścić.
- Zerwałaś z nim wreszcie?- zapytałem ją z nadzieją.
- Wieeeeesz- zaczęła się wykręcać, a ja z westchnieniem opadłem na łóżko.
- Nel, miałaś z nim zerwać, pamiętasz?
- Wiem, ale myślisz, że miałam okazję?
- Siedzi u ciebie w domu, nie?!
- Niby tak...- westchnęła.- Jak na próbie?
- Błagam cię, nie zmieniaj tematu, ale dobrze. Dzięki.
- Spoko- podeszła i usiadła obok mnie i przytuliła się do mnie.- Dziękuję ci Louis, jesteś najlepszym przyjacielem, jaki mógł mi się przytrafić.
- Nawzajem- powiedziałem wtulając twarz w jej włosy i poczułem takie przyjemne ciepło przy sercu. Czuję to tylko przy niej, kiedy jest blisko mnie.

*Harry*

- Ten film był świetny, seryjnie- mówiłem w drodze do domu.
- Zgadzam się, chyba najlepszy od tego reżysera- powiedziała Veronika i złapała się mnie pod ramię. Chociaż starałem się tego nie okazywać, moje serce zabiło szybciej.

*Nie mów nic. Kocha się za nic. Nie is­tnieje żaden powód do miłości.*
*Paulo Coelho*
- Idziemy się przejść?- zapytałem wskazując głowa w stronę parku.
- Pewnie, ale chyba nie chcesz, żeby zaatakował mnie jakiś nożownik, hę?- zapytała podejrzliwie i uśmiechnęła się.
- Nie martw się, przy mnie ci nic nie grozi, uwierz- powiedziałem przytulając ją.
- Wierzę ci, wierzę. Chodźmy- współobjęci ruszyliśmy jedną z parkowych alejek. Po mimo tego, że na dworze było już ciemno usiedliśmy na jednej z ławek. Cały czas ją przytulałem.
- Veronika...- zacząłem, a ona podniosła głowę i spojrzała mi w oczy. Przybliżyłem swoją twarz do jej, ale zawahałem się, bo pamiętałem, jak zareagowała ostatnio. Jednak ona sama zaczęła pocałunek. Od razu oderwała się jak oparzona.
- Ja... Przepraszam, nie wiem, co mi się stało- zaczęła tłumaczyć nie patrząc na mnie, a ja złapałem ją za ręce i przyciągnąłem do siebie tak, że siedziała mi na kolanach. Pocałowałem ją, a ona to odwzajemniła. Długo na to czekałem, nawet bardzo, ale opłaciło się, i to jak. Bo tylko jedna rzecz sprawia, że mamy ochotę dalej żyć i próbować.

------------------------
No i co myślicie? Nudny, wiem, ale kompletnie nie miałam weny. ;(
Pamiętamy zasadę? Czytamy= komentujemy :D
No to pozdrawiam, Vanessa :D





Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego