• Wpisów: 160
  • Średnio co: 14 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 12:49
  • Licznik odwiedzin: 33 708 / 2264 dni
 
wanka48
 


*Louis*

- Oj, sorry, nie wiedziałem, że tu jesteście- bronił się Steven.
- Puka się- syknęła Nel.- A do tego to mój pokój, czemu miałoby mnie tu nie być?
- Dobra, nie ważne! Scarlett... ona....
- No co?
- Ona rodzi!!!
- ...

*Emily*

- Pamiętaj, że nigdy ci tego nie wybaczę- powtórzyła przytulając mnie.
- Wiem, ale kiedyś na pewno.
- To bywaj Emily, myślałem, że wytrzymasz z nimi dłużej, ale jak widać przeceniłem twoją cierpliwość- powiedział Martin wskazując na Nel, Stevena i Jessicę.
- Będę tęsknić- Jess mnie przytuliła. Potem Steven i Louis dorzucili coś od siebie i też mnie przytulili. Nigdy nie lubiłam pożegnań, wtedy zawsze człowiek wylewa łzy, nawet, jeżeli chce wyjechać.
Staliśmy jeszcze tak kilka minut w ciszy, kiedy nadjechał pociąg. Ostatni raz przytuliłam najlepszą przyjaciółkę, złapałam walizkę w rękę i wsiadłam do pociągu.

*Zayn*

Nie mogę przestać myśleć, o co pokłócili... Nie rozumiałem, ale ja ich nie przeproszę po tym, jak mnie potraktowali. Co oni sobie niby myślą?
- Zayn...- usłyszałem głos ciotki, która lekko uchyliła drzwi od mojego pokoju.- Masz gościa.
- Kogo?- zdziwiłem się.
Wyszedłem za ciotką z pokoju i zbiegłem po schodach. W przedpokoju stała ona... W sensie Jessica. Co ona tu robi?!
- Cześć...- powiedziała cicho. Stanąłem naprzeciwko niej.
- Hej... Co ty tutaj robisz?
- Ja... Przyszłam ci powiedzieć, że...- nie dokończyła, tylko rzuciła mi się na szyję.
Przytuliłem ją.- Tęskniłam za Tobą. I pomyślałam, że może chciałbyś... dowiedzieć się, czy...
- Nie, nie chcę wiedzieć. Oni już nie są moimi przyjaciółmi Jess. To koniec.
- Mówisz jak Louis- spojrzałem na nią pytająco.- Okupuje pokój u nas w domu, więc często go widuję- wyjaśniła.
- To może chodźmy do mnie do pokoju- zaproponowałem, a ona lekko pokiwała głową.
- Chcecie coś do picia?- zapytała moja mama wychodząc z salonu. Akurat, nie wiadomo dlaczego, przyjechała do mojej ciotki ,,w odwiedziny''.
- Mamo, może później- przerwałem i zaprowadziłem Jess na górę do pokoju.
- Jak dostałaś się do Oxfordu?- zapytałem ciekawy.
- Wieeeesz, pożyczyłam od Naomi bilet miesięczny na autobus i po dłuższym wysiłku dojechałam.
- Aha, ciekawe...
Rozmawialiśmy jeszcze dużo czasu, a Jessica opowiedziała mi, że wszyscy fani myślą, że to był tylko żart, że nasz ,,były'' menager jest wściekły bo zawalamy koncerty i że nasz dom teraz stoi pusty bo żaden z nich tam nie mieszka. Już nie... Tylko Nel i Jess tam zaglądają, żeby nie zrobił się tam całkowity chlew.
- O matko, już późno, będę się zbierać- powiedziała Jess wstając.
- Zwariowałaś? Jest już późno i ciemno. Nie ma mowy, zostajesz tutaj. Jest wolny pokój, nic się nie stanie, jak przenocujesz tu jedną noc- powiedziałem szybko.
- Ale Zayn, ja nawet nie mam się w co przebrać, i nie chcę robić kłopotu.
- To żaden kłopot, serio, a jeśli chodzi o rzeczy, mogę ci pożyczyć- spojrzała na mnie jak na debila.
- No... dobra.

*Naomi*

Wróciliśmy ze szpitala od Scarlett. Martin z nią został.
- Ej widziałaś Jessicę?- zapytał Steven, a ja pokiwałam przecząco głową. Poszłam do swojego pokoju. Było już po 21 więc poszłam pod prysznic. Przebrałam się i usiadłam na łóżku by w spokoju posiedzieć chociaż przez chwilę. Wzięłam do ręki książkę i nawet nie zauważyłam, kiedy na zegarku spostrzegłam, że jest już 23:50. Obróciłam głowę i krzyknęłam ze strachu.
- Co tu robisz?- zapytałam, a on się zaśmiał.
- Siedzę.
- Długo już tu jesteś?
- Jakieś pół godziny- odpowiedział i złapał mnie za rękę.
- Lou...
- No?
- To co się stało po południu...- czekał aż dokończę.- Nie może się powtórzyć- wyrzuciłam z siebie szybko.
- Masz rację, trzeba to powtórzyć... czekaj, co?!- spojrzał na mnie pytająco, a ja westchnęłam.
- Louis, ty chodzisz z Deithlyn, pamiętasz?

*Louis*

Szlag... Debil, idiota, kretyn... Karciłem się w myślach. Miałeś z nią najpierw zerwać, a nie!- darł się mój umysł, ale ja próbowałem to zignorować.
- Yyy...
- Oj Louis, Louis, współczuję twojej dziewczynie serio.
- Ale ona nie jest moją dziewczyną- wypaliłem, a ona spojrzała na mnie z uniesionymi brwiami. Miałem jej nie mówić prawdy, ale trudno.
- To kim?
- Bo ja kłamałem, kiedy wtedy mówiłem, że mam dziewczynę, zmyśliłem ją i poprosiłem Janett żeby udawała moją dziewczynę i że niby ma na imię Deithlyn- ona zaczęła się śmiać.
- I się zgodziła? Nieźle Louis, wspaniałe kłamstwo, ale nie było zbyt wiarygodne. Niall mówił, że wyglądasz przy niej, jakbyś połknął kij, bo tak cię ustawia. Serio Lou, ona ma coś z głową.
Zastanowiłem się nad jej słowami.
- Nie była chyba taka zła...
- Louis, ona cię krytykowała, kiedy się garbiłeś. To chyba jednak trochę dziwne, nie?
- Może...
- Dobra, nie wiem jak ty, ale ja już jestem zmęczona i chciałabym się już położyć.
Ja dalej siedziałem obok niej. Spojrzała na mnie pytająco.- Louis dobrze się czujesz?
- Tak, przecież mogę sobie tu posiedzieć, nie?
- Nie.
- Nagle mnie wyganiasz, zawsze siedziałem godzinami w twoim pokoju, a teraz mnie wyganiasz?
- Tak, dobranoc Lou- cmoknęła mnie w policzek, a ja westchnąłem i wstałem. Podszedłem do drzwi.
- I tak jutro dokończymy tą rozmowę- wyszedłem gasząc za sobą światło.

*Emily*

Byłam już w połowie drogi do Doncaster. Cieszyłam się, że po długim czasie zobaczę Amber, mamę, tatę, resztę rodziny i wszystkich znajomych. Z drugiej strony, było mi bardzo ciężko pogodzić się z myślą, że zobaczę Naomi i resztę dopiero za bardzo długi czas. A jutro do tego 24 grudnia. Dziwne... Jeszcze półtorej miesiąca temu, byliśmy na tym biwaku, gdzie się wszyscy jeszcze bardziej zżyliśmy i zaprzyjaźniliśmy.
Spojrzałam za okno. Było ciemno. Na telefonie godzina 23:55, a ja zastanawiam się, czy nie powinnam na chwilę się położyć. W wagonie, oprócz mnie, siedzą tylko dwie osoby. Starsza pani z malutką dziewczynką. Pewnie jest jej babcią. Po chwili obydwie wstały i podeszły do mnie.
- Przepraszam- odezwała się staruszka.- Muszę iść do toalety, czy mogłabyś popilnować przez chwilkę mojej wnuczusi?
- Oczywiście, nie ma najmniejszego problemu- uśmiechnęłam się, a dziewczynka usiadła obok mnie.
- Dziękuję, bądź grzeczna- kobieta rzuciła na odchodnym i zniknęła w drzwiach wagonu.
- Jak masz na imię?- to mała dziewczynka przerwała ciszę.
- Emily, a ty?
- Layla- patrzyła na mnie dużymi (wręcz ogromnymi), szarymi oczami, jakby patrzyła w głąb duszy. Nigdy za bardzo nie lubiłam, kiedy ktoś się na mnie patrzył. To było trochę krępujące.
- Dokąd jedziesz?- zapytała.
- Do Doncaster- odpowiedziałam, a ona zadrżała.- Zimno ci?
- Trochę- objęłam ją ramieniem, a ona się przytuliła.- Ja razem z babcią wysiadamy stację dalej niż ty, chciałyśmy odwiedzić mamę.
- Na pewno się ucieszy- powiedziałam.
- Nie wiem, nigdy jej nie widzę. Mówię do niej, ale przecież mi nie odpowie. Babcia mnie karci, bo na cmentarzu powinno się zachowywać cicho- zrozumiałam, jaką gafę popełniłam. Nie odezwałam się.
Nagle usłyszałyśmy ogłuszający pisk. Coś o wiele gorszego niż zgrzyt metalu. Wyjrzałam przez okno. W drugiej strony pędził wprost na nas drugi pociąg! Tory pewnie były położone zbyt blisko, jak nic się zderzymy. Coś jak Titanic, tyle, że zamiast z górą lodową z innym statkiem...
Złapałam Laylę i odciągnęłam na drugą stronę wagonu, akurat wtedy, kiedy drugi pociąg przejechał obok naszego w zawrotną szybkością i zderzył się z nim wywołując mnóstwo iskier. Wiedziałam, że zaraz któryś wypadnie z torów, to nieuniknione. Jednak nagle oba się zatrzymały. Nic z tego nie rozumiałam, to przeczy prawom fizyki! Do wagonu wpadło kilku mężczyzn. Skąd wiem, że to byli mężczyźni, skoro mieli na głowie kominiarki? Masywna budowa ciała, duży wzrost. Layla cały czas płakała mocno się przytulając. Dwaj z napastników oderwali małą ode mnie. Próbowałam ją złapać, dosięgnąć, ale już ją zabrali. Ja poczułam tylko silne uderzenie w głową i ogromny ból w dole brzucha. Upadłam. Lekko dotknęłam ręką brzucha i moim oczom ukazała się krew. Potem nie widziałam już nic.

*dzień później- 24 grudnia, Wigilia*
*Naomi*

- Wstawaj!- Steven wskoczył a moje łóżko i zaczął mnie szarpać.
- Steven, daj mi spokój- machnęłam tylko ręką i zakryłam głowę kołdrą.
- Wstawaj, babcia, dziadek i Connor przyjechali.
- Co z tego? Która jest godzina?
- 09:00.
- Dobranoc...
- Nie, masz wstać, no weź, Jess wróci dopiero za dwie godziny. Nie mogę sam z nimi siedzieć, to najgorsza rzecz, jaka może być na świecie.
- Masz Louisa.
- Louis z samego rana wyszedł, powiedział, że wróci o 10:00.
- Wytrzymasz...
- Naomi błagam cię, już nigdy w życiu o nic cię nie poproszę- błagał. Ściągnął mi kołdrę z łóżka i tarmosił na ramię. Westchnęłam.- Jesteś kochaną siostrą- przytulił mnie.- Masz 10 minut- dodał i wyszedł z pokoju. Wstałam i poszłam do łazienki załatwić wszystkie potrzebne sprawy. Już odświeżona zeszłam na dół. W salonie siedzieli moi dziadkowie od strony mamy i mój kuzyn Connor. Ma 10 lat i jest jak wrzut na tyłku, ale rodziny się nie wybiera.
- Naomi skarbie, jak ty wyrosłaś- babcia do mnie podbiegła i zaczęła przytulać i całować po policzkach itp. Dziadek też podszedł, ale jak to on. Żadnych czułości, przynajmniej tego się spodziewałam. Ale ku mojemu zdziwieniu przytulił mnie  powiedział, że się stęsknił.
-  Cześć- burknął Connor.
- Cześć- odpowiedziałam, ale nie uśmiechało mi się rozmawianie z nim. Godzinę później wrócił Louis. Akurat byłam w kuchni z babcią. Ja siedziałam na blacie a ona robiła herbatę.
- Dzień dobry- przywitał się Louis wchodząc do kuchni. Wczoraj poinformowaliśmy go o przyjeździe dziadków na święta. Będą też jego rodzice, bo Scarlett się stęskniła czy coś. Lou stanął obok mnie i spojrzał na mnie wyczekująco.
- Babciu, to jest Louis, Lou to moja babcia- powiedziałam, a babcia uścisnęła mu dłoń.
- Jesteś chłopakiem Naomi?
- Babciu- syknęłam.
- Nie, przyjacielem- zaśmiał się, ale i spojrzał na mnie z nadzieją. Przewróciłam oczami.
- Nie kłamcie- Steven wszedł do kuchni.- Widziałem, jak się całowali- zwrócił się do babci, i oczywiście nie obyło się bez rozmowy. Ta kobieta jest wredna. Szantażowała nas, że jeśli dzisiaj się na kolacji nie przyznamy się, że jesteśmy razem (a nie jesteśmy!) to ona to powie.
Po jakimś czasie do domu wróciła Jessica.
- Hej, wróciłam- przywitała się szybko, ale babcia wciągnęła ją w rozmowę. Ja ruszyłam do swojego pokoju, ale w przedpokoju zamarłam.
-Zayn?! Co ty tutaj robisz?- spytałam podchodząc do chłopaka.
- Jessica mnie namówiła, żebym z nią przyjechał na święta. Trochę to trwało, bo wiesz...
- Tak, ale myślę, że Louisowi trochę przeszło, chociaż ciągle jest zły. A tak w ogóle, stęskniłam się- przytuliłam go. Odwzajemnił.
- Co on tu robi?- usłyszałam głos Tomlinsona. Obróciłam się.
- Pogadaj z nim- powiedziałam, a on zrobił obrażoną minę.
- Nie będę z nim gadał.
- Ja z tobą też nie- Zayn parsknął.- Ale nawet nie wiem, czemu się pokłóciliśmy więc jakbyś mógł mi powiedzieć byłbym wdzięczny.
- Ja nie wiem, to nie ja zacząłem.
- Ale z was dzieci- westchnęłam.- To przecież nie wy się kłóciliście. To Harry i Liam, a wam tylko udzielił się ich humor. Nie mieliście się nawet o co pokłócić.
- To nie ma sensu, nie jesteśmy debilami, żeby się kłócić o byle co- powiedział Zayn.
- Właśnie- wyrwało się Louisowi, a ja znowu westchnęłam.
- Sami to przyznaliście- powiedziała Jess stając obok mnie.- No szybko, pogódźcie się i zabieracie się za sprzątanie.
Po jakimś czasie faktycznie, Lou i Zayn uściskali się jak dawni przyjaciele. 2/5 One direction już się zgrały.

___________________
Trudno było, ale jest :D Dedykuję ten rozdział Jessi i Weronice, bo bez nich bym w życiu nie dodała. Bez tej pierwszej to bym nawet nie zaczęła pisać.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego