• Wpisów: 160
  • Średnio co: 12 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 12:49
  • Licznik odwiedzin: 31 533 / 2090 dni
 
wanka48
 

*Naomi*

Obudziłam się zmęczona. Nawet bardzo. Przeciągnęłam się i przypomniałam sobie wczorajsze wydarzenia. Jak Martin i Scarlett się dowiedzą, to będzie piekło. A chyba dzisiaj wracają od dziadków. Przynajmniej to oni będą musieli się teraz zajmować Arthurem.
- Nelly- Martin zajrzał do pokoju. Czyli wrócili.- Już wróciliśmy, mogę wejść?- pokiwałam głową, a on wszedł do środka. Za nim weszła Scarlett.
- Jak było u dziadków?- zapytałam.
- Dobrze...- Martin się zawahał.- Dzwoniła do nas ciocia Janett- czyli już też wiedzą. Matka Jennifer musiała przewidzieć, że jej córka przyjedzie właśnie do nas i im nakablowała.
- Mówiła coś ciekawego?- mruknęłam siadając na łóżku.
- Przecież już wiesz- westchnęli.- Jennifer jest od ciebie młodsza i...
Teraz już zaczęłam się bać.
- Chcielibyśmy z tobą poroamawiać- zaczęła Scarlett.
- O czym?
- Skoro ona ma 17 lat i już jest w ciąży, to wolelibyśmy ci powiedzieć, że...
No super, bo nie ma to jak poważna rozmowa z dzieckiem o antykoncepcji kiedy ma już 19 lat. Brawo.
- Chyba wiem, o co wam chodzi, ale na prawdę, nie musicie mi tego objaśniać.
- Jednakże wolelibyśmy...
- Martin błagam cię- jęknęłam.- Nie musicie się martwić, jeśli o to wam chodzi.
Spojrzeli po sobie jakby chcieli coś dodać.
- Myśleliśmy, że może, skoro pojawił się Louis...
- Odpuśćcie sobie- westchnęłam.- Powiedzmy otwarcie, jestem dziewicą, okej? I w najbliższej przyszłości nie mam zamiaru tego zmieniać. Zadowoliła was taka odpowiedź?
- Conajmniej uspokoiła- powiedział twardo Martin, a ja w wuchu się zaśmiałam. Nagle chciał zgrywać przykładnego ojca, jak nigdy bym nie pomyślała, że w ogóle nim będzie. Super.

*Jessica*

Wstałam wypoczęta. Wyszłam z pokoju i w radosnych podskokach zbiegłam do salonu. Na kanapie siedziało moje rodzeństwo jedząc płatki. Oglądali coś w telewizji. Podeszłam bliżej. Wyglądało, że nawet nie oglądali tej... fajscynującej bajki dla dzieci.
- Cześć- pomachałam im ręką przed twarzą. Nie zareagowali. Wyłączyłam telewizor. Dopiero wtedy na mnie spojrzeli.
- Czego?- wymruczał Steven. - My to oglądaliśmy- wyjąkał sennie i szturchnął Nel, która przetarła oczy ręką.
- Wyglądacie, jakbyście nie spali całą noc- powiedziałam i usiadłam na drugiej kanapie.
- Bo to nie ty masz pokój obok Jennifer i nie słuchasz jak całą noc płacze- wymamrotała Nel.
- Jest w trudnej sytuacji- westchnęłam i poszłam do kuchni.

*Jennifer*

Otworzyłam oczy. Bolała mnie głowa od wczorajszego płaczu, ale postanowiłam się ogarnąć. Nie byłam smutna z powodu tej ciąży, tylko tego, że Matt mnie zostawił, rodzice mnie wyklnęli i nie mam jak sobie z tym poradzić. Ale mam Nel i resztę. Jakoś to będzie.

*dwa miesiące później, 13. 02- Veronika*

- A co u niego?- zapytałam.
- Nie wiem, nie pytałam się- odpowiedziała Naomi.
- Właściwie, nie powinno mnie to obchodzić- powiedziałam.
- Słuchaj kochana, nie mogę już patrzeć na to, jak cierpisz- jęknęła Jessica.
- Uspokójcie się dziewczyny- westchnęłam.- Skoro Harry nie chce ze mną rozmawiać, nie będę się narzucała. Woli wierzyć swoim debilnym przekonaniom niż mi, okej, mam to gdzieś.
- A tam gadasz głupoty. Dziewczyny jutro są Walentynki- powiedziała Jennifer, a Nel się uśmiechnęła i powiedziała.
- Dobra Walentynki, babski wieczór, zajebista impreza i szukamy ci super faceta.
- Laski ja nie poznam fajnego chłopaka na imprezie- jęknęłam.
- No co ty opowiadasz, ja poznałam mnóstwo fajnych facetów na imprezach- powiedziała Jessica.
- Ale ty to ty- zaśmiałam się.
- No czyli impreza odpada- westchnęła Charlie.
- Ej, a ten twój kolega, jak mu tam było... Navid?- zapytała Jessica Naomi.
- W zasadzie, mogłabym do niego zadzwonić, ale po co?
- No do towarzystwa dla Veroniki- zaśmiała się, a ja zmroziłam ją wzrokiem.
- A no pewnie, ale nie wiem, czy po trzech miesiącach nieodzywania się troszeczkę się nie obrazi- wzruszyła ramionami i wyjęła telefon z kieszeni.
- Nie, błagam was, nie chcę, żebyście nie swatały z jakimś chłopakiem, którego ledwo znam- powiedziałam.
- No to wybieraj, albo impreza albo upojny wieczór z Navidem- powiedziała poważnie Jessica.
- Ty bezwstydnico- syknęły Nel i Charlie śmiejąc się.  
- Dobra, niech wam będzie, pójdę z wami na tą nieszczęsną imprezę- jęknęłam, a Jessica zaśmiała się złowieszczo.
- No i to mi się podoba- powiedziała Jennifer.
- A ty z czego się cieszysz? Ty nigdzie nie idziesz- powiedziała Naomi.
- Czemu?
- W ciąży jesteś, oszczędzać się musisz, a nie- Jessica pokazała jej język.
- Oj no weźcie co się może stać? Przecież nie jestem jakaś głupia czy coś- prychnęła.
- Dobra, ale jak coś się stanie, nie bierzemy za ciebie odpowiedzialności.

*dzień później- Jessica*

- Zayn, bo to jest babski wieczór, wiesz? Nie dla facetów- tłumaczyłam mu.
- No, ale czemu nie chcesz mnie zabrać?- drążył.
- Bo to jest tylko dla dziewczyn, rozumiesz kochany?
- No to wejdę po kryjomu, gdzie idziecie?
- Nie powiem ci- westchnęłam.
- Zayn daj spokój, ona nawet ki nie chce powiedzieć- powiedziała moja siostra wchodząc do kuchni.
- A będą tam jacyś faceci?- zapytał. Naomi na mnie spojrzała i obydwie wybuchnęłyśmy śmiechem.
- No pewnie, mnóstwo i jeszcze jeden- powiedziałam, a on wyglądał, jakby ktoś go spoliczkował.
- Co? Louis, chodź tu!- krzyknął w stronę korytarza, a do kuchni wszedł Lou.
- Co się tak drzesz?
- No, one idą na imprezę gdzie będą sami faceci- ja westchnęłam, a Nel pokręciła tylko głową.
- Co z tego? Przecież idziemy z nimi, nie?
- No właśnie nie, nie idziecie- powiedziałam.
- Czemu nie?
- No widzisz, mi nie chcą powiedzieć.
- Trochę zaufania- powiedziała Naomi.
- Widzisz Zayn, trochę zaufania, my idziemy, cześć- pożegnali się i wyszli.

*Charlie*

- Jennifer nie pij tyle- syknęłam, ale ona mnie nie posłuchała. Jęknęłam i kiedy na chwilę się odwróciłam, żeby zawołać którąś z dziewczyn, ona opadła na podłogę. Przyklęknęłam przy niej i zadzwoniłam szybko na pogotowie, bo nie reagowała na nic. W szpitalu, czekając pod jej salą skapnęłyśmy się, że nie ma z nami Veroniki.
- Może gdzieś się schlała i śpi w kącie- mruknęła Nel chodząc nerwowo od ściany do ściany.
- Uspokój się- powiedziałam spokojnie.- Na pewno nic się nie stanie...
- Charlie jak się nic nie stanie?! Tak się schlała, że padła, a jak to zaszkodzi dziecku?! W końcu to trzeci miesiąc...
- Przecież nie będziemy się obwiniać.
- Sama chciała iść.
- To nie ważne, ale była z nami i pod naszą opieką- powiedziała Jessica.

*Veronika*

Szukałam dziewczyn wszędzie gdzie się dało, ale nigdzie ich nie było. Komórek nie odbierały, więc postanowiłam, że pójdę do domu sama. Może o mnie zapomniały... Ładne mi przyjaciółki.
Kiedy byłam ledwie kilka przecznic od mojego domu... poczułam czyiś oddech na szyi. Prawie ugięły się pode mną kolana i nie mogłam się ruszyć. Ktoś zatkał mi buzię mokrą szmatką, kiedy chciałam zacząć krzyczeć i kiedy prawie odpływałam usłyszałam głos.
- Rozluźnij się to pójdzie szybciej....

__________
I jak? Wiem, nudny, ale nie mam weny ;/
PS. do Jessici, teraz albo dodasz rozdział, albo blokuję cię na pingerze ;*

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego