• Wpisów:202
  • Średnio co: 11 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 21:52
  • Licznik odwiedzin:33 716 / 2263 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
milutka98
 
wanka48
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
http://www.kotek.pl/kotek/1,87050,11707946,Jeden_z_czlonkow_One_Direction_ubezpieczyl_swoje_posladki.html

*Chociaż no w sumie, tak między nami, to tyłek ma fajny, nie oszukujmy się *
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
*Rozdział 33*

*Louis*

- Ale...- zacząłem.
- Nie ma żadnego ,,ale'', Louis. Jeśli to się nie uda, to ja cię chyba zabiję.
- Jak ma się nie udać? Przecież byłem wtedy we Francji, jak miałbym jej niby dać prochy?!
- Ale jesteś już w Londynie od tygodnia, a znaleziono ją trzy dni temu, przypomnę ci! Skoro jej matka cię oskarżyła, to musi mieć powód!- wstała i podeszła do okna.
- Chyba nie myślisz, ze mógłbym to zrobić?- też wstałem i podszedłem do niej.
- Ja... nie- rzuciła szybko.
- Nie wierzysz mi- powiedziałem.
- Wierzę...
- Przecież widzę, że nie. Czemu myślisz, że mógłbym to zrobić?!- wkurzyłem się i wybiegłem stamtąd. Pojechałem do domu i od razu poszedłem do swojego pokoju. Dlaczego ona mi nie wierzyła?!

*na następny dzień*

Siedzieliśmy z chłopakami przed telewizorem. Harry jeszcze nie pogodził się z Sel. O matko, czemu dziewczyny zawsze muszą wszystko utrudniać? Nie dadzą sobie nic wytłumaczyć. Usłyszałem dzwonek do drzwi. Poszedłem otworzyć.
- Hej- usłyszałem jej ciepły głos.
- Hej- burknąłem i wszedłem w głąb domu. Słyszałem, jak wchodzi za mną do salonu.
- Cześć Topaz- przywitali się chłopcy. Ja usiadłem na kanapie i patrzyłem w ekran telewizora. Chłopaki patrzyli tylko raz na mnie, raz na nią. Wiedziałem, co teraz przeżywa. Znałem ją lepiej niż ktokolwiek inny. Właśnie teraz miała zamiar się nie odzywać, żebym ja to pierwszy zrobił, ale jak już mówiłem, znam ją i wiem, że nie wytrzyma. Właśnie w tamtej chwili dostałem od niej poduszką po łbie.
- Zadowolona, masz satysfakcję?!- wydarłem się i wstałem. Harry też odruchowo wstał. Uderzyła mnie poduszką jeszcze raz. Potem w ręce wpadła mi teczka, którą mi rzuciła.
- Co to jest?- zapytałem i otworzyłem teczkę.
- Podczas, gdy ty grzejesz dupę przed telewizorem, ja spałam tylko 20 minut w ciągu ostatnich 24 godzin. Byłam między innymi, w szpitalu u Eleonor, u jej prawnika na drugim końcu miasta, gdzie musiałam leźć na nogach kilka godzin, i przejrzałam 19 razy wszystkie papiery do tej twojej zakichanej sprawy.
- I co z tego?!
- Co?! Harry trzymaj mnie, bo zaraz mu coś zrobię- westchnęła.- To, że ty chyba tego jednak nie czytałeś. Wiesz w ogóle, że do dzisiaj do godziny szesnastej musisz oznajmić, kto jest twoim adwokatem i że ta rozprawa jest za 3 dni?! Miałeś zamiar mi o tym powiedzieć, czy miałam się sama dowiedzieć?!
- Tak, wiem, już to zrobiłem.
- Serio? Bo właśnie wracam z sądu, gdzie tak na marginesie siedziałam cztery godzin i powiedzieli mi, że nawet stopy tam nie postawiłeś!
- I co niby zrobiłaś?
- Zadzwonią do ciebie za kilka minut i masz im wtedy powiedzieć. Chyba zrozumiesz, że normalnie tak nie robią, ale po czterech godzinach rozmowy dali sobie spokój.
Harry się zaśmiał, a my oboje zgromiliśmy go wzrokiem.
*trzy dni później*
Sam nie wiem, czy mam się denerwować. Za chwilę zaczyna się rozprawa. Boję się, chyba. Wiem, że to nie ja przecież, ale i tak, nie wie, co będzie, jeśli nie uda nam się udowodnić mojej niewinności.
- Louis, trzęsą ci się ręce- zauważył Harry.
- A co jeśli...
- Louis, ogar się- powiedział uspokajająco Li i w końcu usiadłem na krześle przed salą sądową. Po chwili drzwi otworzyły się i przed nami stanęła Topaz.
- Wam też się pocą ręce?- spytała i zaczęła się nerwowo przechadzać po korytarzu.
- Na serio dobrze się dobrali- zauważył Zayn. Topaz stanęła przed nami i jakby przestała się ruszać. Nagle za nią stanął wysoki, tyczkowaty mężczyzna.
- Wagner!!!- zagrzmiał. Jej źrenice powiększyły się, a potem z uśmiechem na ustach odpowiedziała.
- Słucham szatanie?- odwróciła się.- Och... przepraszam, pomyliłam pana z kimś innym.
- Daruj sobie słodkie słówka. Powiem tylko, że byłem zaskoczony, kiedy zgodziłaś się reprezentować tego szczeniaka, ale cóż, niektórzy głupotę mają wrodzoną- zaśmiała się, a Topaz razem z nim.
- Zabawne- on spojrzał na nią dziwnie.- Nie no serio, stary. Idź już lepiej, bo sadzisz dzisiaj takie kawały, że ło...
Mężczyzna odszedł i po chwili zobaczyłem, jak rozmawia z Eleonor i jej rodzicami. Prawnik... Na serio, tak jak mówiła Topaz, ten gość ma mocny autorytet. Po sekundzie jakaś kobieta zawołała nas na salę. Usiadłem obok Topaz, na przeciwko El i jej adwokata. Zaczęło się.
Sędzia oddał głos prokuratorowi.
- Dziękuję Wysoki Sądzie. (...) i dlatego proszę o ukaranie Louisa Tomlinsona najwyższym wymiarem kary.
- Rozważę ten wniosek. Pani Wagner...
- Tak?- zapytała Topaz i podniosła wzrok znad papierów.
- Pani kolej.
- Oczywiście- wstała i zaczęła mówić. Nawet tego nie spamiętam. Usiadła, a prawnikowi El zrzedła mina. Potem wszyscy zeznawali. Ręce pociły mi się jak nie wiem, kiedy zeznawała El i jej matka. Że niby co?! Ja chciałem pozbyć się dziecka?! W końcu Eleonor gwałtownie wstała, kiedy Topaz znowu musiała wygłosić jakąś przemowę czy coś.
- Coś się stało, pani Calder?- zapytał ją sędzia.
- Tak, to znaczy nie, ja... ja kłamałam- Topaz zatkało, podobnie jak wszystkich na sali.
- Jak to?- zapytała moja dziewczyna.
- Sprzeciw! Ne ma pani prawa rozmawiać w ten sposób z moją klientką- zawołał Montgomery.
- Podtrzymuję- sędzia sprowadził prokuratora do pionu.
- Louis wcale mnie nie zaatakował. To ja sama zażyłam te narkotyki.
- Więc dlaczego oskarżyła pani mojego klienta?
- Bo...
- Nie odzywaj się- krzyknęła jej matka.- To wszystko ten chłopak. To jego wina.
- Wcale nie- odezwał się Harry.- Eleonor chce się zemścić, bo Louis nie był na tyle głupi, żeby się z nią ożenić.
- Panie Styles- zagrzmiał sędzia.- Proszę się uspokoić. Czy to prawda?- zapytał El.
- Tak- wyszeptała.
- A więc chyba wszystko jasne- powiedział Montgomery.
- Zgadzam się- powiedziała Topaz.
- Skoro to koniec, proszę o mowę końcową pana prokuratora- zarządził sędzia. Prokurator zaczął coś mówić, ale ja zrozumiałem tylko tyle, żeby mnie uniewinnić. Topaz potem to potwierdziła i sędzia wyszedł na naradę. Potem wrócił i wreszcie skończył się ten cały koszmar. Wyszliśmy po tym, jak Eleonor dostała kolejną sprawę za posiadanie narkotyków.

*Harry*

- Czyli nie zamierzasz mi wybaczyć?- zapytałem Selin, kiedy wróciliśmy do domu.
- Nie.
- Dlaczego?! To na prawdę była tylko koleżanka.
- Jasne.
- Na serio, proszę cię, dajmy sobie szansę!
- No dobrze Harry, ale to już ostatni raz- powiedziała cicho, a ja ją pocałowałem.
___________________________________
*******************
;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;

*kilka lat później- Topaz*

- Mamo?- Kevin przybiegł do kuchni.
- Coś się stało kochanie?
- Tata znowu próbował wbić gwoździe z deskę- czterolatek słodko się uśmiechnął.
- I...?
- Walnął się w rękę i mówi coś w stylu: ,,Cholera jasna, co to za gwoździe są?!''
- Rozumiem- westchnęłam i poszłam za synem do ogrodu.
- Mówiłam ci tato, żebyś wziął te drugie gwoździe- zauważyła Samantha, kiedy opatrywałam rękę Louisowi.
- Ty też przeciwko mnie?- syknął kiedy przemyłam mu ranę wodą utlenioną.
- Mam 7 lat. Jestem tylko dzieckiem- powiedziała i pobiegła otworzyć drzwi, do których akurat ktoś zapukał.
- Hej mała- usłyszeliśmy radosny głos loczka.
- Wujek Harry- do kuchni wbiegła dwójka chłopców. Dzieci Harrego i Selin, razem z rodzicami.
- Uuu, a tobie co się stało?- zapytał mojego męża przyjaciel.
- Chciał bawić się w stolarza- powiedział nasz synek.
- Beze mnie?!
Dzieci się zaśmiały, a ja z Sel poszłyśmy do salonu.

*Amy*

Wyszliśmy z pokoju. Szłam z Liamem pod rękę po plaży. Kilka metrów przed nami szła nasza córka z o rok starszym chłopcem.
- Zayn, możesz się uspokoić?!- zapytała wkurzona Connie zwracając się do Malika. On nie przestając chlapać ją wodą zaczął się śmiać.- Mówię poważnie.
- Tato, uspokój się, bo znowu mama zabierze nam pilot od telewizora- zauważył Connor przybiegając z Melissą (córką moją i Liama).
- No dobra, ale robię to dla ciebie synu- powiedział Zayn i wyszedł z wody.
- Mają 5 i 6 lat, a są tacy mądrzy- westchnęła Con patrząc na nasze dzieci. Kilka dni temu wybraliśmy się na wakacje, bo akurat mieliśmy urlop.

*Katy*

- Kocham cię- Niall mnie pocałował i wziął naszego drugiego synka na ręce. Właśnie znowu urodziłam chłopca. Jesteśmy bardzo szczęśliwi. Nasz starszy syn, Tommy, wczoraj skończył 7 lat. Powiedział, ze to dla niego najlepszy prezent na urodziny. To było strasznie słodkie, ale mój mąż puścił to mimo uszu.

*,,Gdybyś odszedł, odeszłaby z Tobą moja lepsza część. Co zrobiłam dobrego, to przez ciebie. Jesteś moim dobrem, moją rosą, moim deszczem, Moim Przyjacielem... Wczoraj, dzisiaj i jutro. Bez względu na to, co się z nami stanie...''*

Barbara (Basia) Sapińska



-----------------------------
No i moi kochani, to już koniec. Nie będę Wam pisać, że bardzo się cieszę, że byliście ze mną, bo mówiłam Wam to już nie raz. Jednakże, chcę, byście dalej byli ze mną, i wspierali w dalszej drodze pisania. Dziękuję Wam za wszystkie dobra, jakie wnieśliście w moje życie. Wspaniałe komentarze, wiadomości, mające na celu wyciśnięcie ze mnie kolejnych rozdziałów.
Czyli piszemy następne opowiadanie? Nie wiem, czy mi się uda. Bohaterowie tego opowiadania, na zawsze pozostaną ze mną, tak samo, jak tego pierwszego. Jednak, spróbuję.

________

Szczególne podziękowania dla Agolka208. Aga, byłaś przy mnie, kiedy tego potrzebowałam i kiedy miałam zamiar rozwalić monitor i kończyć z pisaniem. Jednak dzięki Twoim słowom na karuzeli i przedszkolu dały mi wiele pomysłów i za to ci dziękuję. *Całe opowiadanie dedykuję Tobie, Mojej Najlepszej i Najukochańszej Psiapsiule* Ale się rozgadałam,a le nie mogłam się powstrzymać.

_________

Dziękuję Wszystkim, i ..... do następnego
Wasz, Vanish
  • awatar Maalik.: dobra , płaczę , ale chyba ze szczęścia ... ''- Eleonor chce się zemścić, bo Louis nie był na tyle głupi, żeby się z nią ożenić'' hahah ! kocham ! ale to k-koniec. ... przeciez ... ja nigdy nie zapomne , o tych bohaterach , o tych przygodach jakie im towarzyszyly . i wiem jedno . będzie mi tego brakować...
  • awatar blondasek<3: cudowne ;D ah musiałam nadrobić ale warto było ;) mega.!
  • awatar psstt...: genialne opowiadanie! ;) jestem pod wrażeniem. ;) cieszę się, że wszyscy są szczęśliwi! ;**
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

fuck.reality123
 
wanka48
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Po sześciu dniach, wreszcie coś dodałam. Masakra, chciało Wam się tyle czekać na te marne wypociny???? Wow, coraz bardziej mnie zaskakujecie

*Rozdział 32*

*Topaz*

No tego przygłupa chyba na serio pogięło. Boże, co za niedorobiony wieśniacki ćwok. Czego on się niby spodziewa?!
- Dax, ja...- zająkałam się, bo zupełnie nie wiedziałam, co mam powiedzieć.
- Nie musisz nic mówić- powiedział i zaczął mnie całować. Ale się wpakowałam...

następny dzień

- Proste, musisz to odwołać- powiedziała Katy siedząc na moim łóżku i przeglądając jakieś czasopismo.
- Tak, idź mu powiedz i złam życie- westchnęłam i usiadłam na krześle przy biurku.
- A wolisz sobie je zmarnować?
- No nie.
- Więc widzisz, w jakim się hotelu zatrzymał?
- Ja tam nie wiem, dał mi adres, ale i tak tam nie pójdę- spojrzała na mnie z pod przymrużonych powiek.- No dobra, pójdę. Najlepiej zrobię to od razu.
Wyszłam z domu i skierowałam się w stronę hotelu, w którym zatrzymał się Dax. Jak to już miałam od dziecka w zwyczaju, weszłam do jego pokoju bez pukania. A tam....? Zastałam bardzo ciekawą scenkę. Dax obściskiwał jakąś gołą panienkę. Mój pierwszy odruch? Zażenowanie, a potem wybuch śmiechem. Dax oderwał się do Francuzki, którą rozpoznałam. To bardzo znana w Paryżu panienka, która wczesnym rankiem przechadza się w samej bieliźnie po brzegu Tamizy. Kiedy Logan przez przypadek się o tym dowiedział, odstawił nam bardzo ładne przedstawienie. Może lepiej nie będę tego opisywać...?
- Topaz, to... to nie tak jak myślisz- Dax podszedł do mnie, a ja dalej krztusiłam się śmiechem. Nawet nie wiem dlaczego, przecież to nie piątek, żeby ćpać Marsjanki z Loganem i siedzieć przed telewizorem oglądając ,,Zmierzch'' i ,,Szkołę uwodzenia''.
- Dax, widziałam, jak jest- powiedziała, na chwilę zapanowując nad śmiechem.
- Na serio, nie- powiedział łapiąc mnie za ręce, a ja je wyswobodziłam.
- Cześć, jestem Juliette. Bardzo mi miło- przedstawiła się na dziewczyna.
- Szkoda tylko, że mnie nie- powiedziałam z ,,szczerym'' uśmiechem.
- Topaz, błagam, pozwól mi wytłumaczyć. to nic nie znaczyło- tłumaczył się Dax.
- Daj se spokój- powiedziałam już się nie uśmiechając.- A tak na marginesie, nie wypada ci się z nią pokazywać, uwierz, ona jest zawsze główną plotą na mieście itp.
- To nie ma znaczenia- zaprzeczył.
- Przepraszam Dax, ale nie przyszłam tutaj po to, żeby oglądać twoje wspaniałe... dobra, nie wiem, jak to nazwać. Przyszłam bo... musimy się rozstać- chyba jednak walnęłam za bardzo prosto z mostu.
- Co?!
- Serio, przepraszam cię, ale to nie ma sensu. Nie byliśmy dobraną parą i już.
- Ale dlaczego? To przez niego?! Przez tego gwiazdorzynę?! Żałosne- skwitował.
- Skoro tak sądzisz- wzruszyłam ramionami i wyszłam. Jednak po chwili wróciłam.
- Zmieniłaś zdanie?- zapytał, a ja pokręciłam tylko głową.
- Wiesz, właściwie, zdradziłeś mnie, więc powinnam być wściekła, a więc- dałam mu solidnego liścia.
- Ała, za co to było?!- wykrzyczał.
- No jak to za co?! Jak śmiałeś mnie zdradzić?!- i wyszłam. To było prostsze niż myślałam. Poszłam do domu. Chyba nikogo nie było. Weszłam do salonu i zamarłam.
- Co ty tutaj robisz?- zapytałam zszokowana.
- Zdziwiona?- zapytał i podniósł się z kanapy.
- No może trochę- odpowiedziałam, a on do mnie podszedł.- Co tu robisz?
- Lekarze pozwolili mi już wyjść ze szpitala, ale pod warunkiem, że jutro przyjdę na kontrolę- złapał mnie za rękę i namiętnie pocałował.
- Nawet nie wiesz, jak długo na to czekałem- wyszeptał mi do ucha, a ja się do niego przytuliłam. Objął mnie i też przytulił. Dopiero wtedy zrozumiałam, jak bardzo mi go brakowało.
- No proszę, proszę- usłyszeliśmy głos i oderwaliśmy się od siebie. W drzwiach stał Nathan z dwoma kumplami.- Taaaa, jestem tu ciągle, nie przeszkadzajcie sobie.
- Przyszliśmy tylko po coś do picia- oznajmił Seth i poszli do kuchni.
- W zasadzie- zawołał mój braciszek z kuchni.- Powinienem wykopać cię z domu, Louis, ale mam zakwasy po wczorajszej imprezie u Teda, więc chyba sobie odpuszczę.
- Dzięki- zawołał do niego Lou, krztusząc się ze mną śmiechem.
- Wróciłem- krzyknął Jake, wchodząc do domu.
- To będzie ciekawe- powiedział Nathan siadając na kanapie.Jake wszedł do salonu i wciągnął powietrze. Zaczął klnąć pod nosem, gdy zobaczył Louisa i zgarbiony podszedł do kanapy i włączył telewizor. Dalej klnoł cicho usiadł na kanapie i wpatrywał się wkurzony w telewizor.
- Co się znowu stało?- zapytała Mel siadając obok niego, a on burknął coś pod nosem. Ta westchnęła i pokręciła głową. Ja z Louisem usiedliśmy na drugiej.
- Już jestem- krzyknęli Logan i Niall jednocześnie.
- Ej, co to miało być, ja powinienem pierwszy krzyknąć- oburzył się Logan.
- Wcale nie, ja jestem starszy i powinienem mieć pierwszeństwo- powiedział Niall.
- Wcale nie!
- Tak- wbiegli do pokoju.
- Liam!- zawołał oburzony Niall i Li zbiegł ze schodów.
- Jake!- wykrzyknął Logan w tym samym czasie.
- Możesz mu coś powiedzieć?!- zapytali jednocześnie na siebie wskazując.
- Dajcie se spokój- westchnęłam.
- A właśnie- Niallowi coś się przypomniało, usiadł obok mnie.- Możesz mi powiedzieć, po jakie licho musiałem kupić Loganowi Marsjanki?
- Dzisiaj piątek?
- Nom.
- Wszystko jasne- Logan wyjaśnił Niallowi i Liamowi o co chodzi, a oni pokiwali głowami.

*Louis*

Wieczorem, około 20:30 wszedłem do salonu. Siedzieli tam Logan, Nathan i Topaz. Na stole było pełno opakować po Marsjankach. Usiadłem obok swojej dziewczyny, a po chwili przybiegł Niall ciągnąc za sobą Hazzę i Zayna. Dopiero wtedy zobaczyłem Liama i Amy na drugiej kanapie. Po sekundzie wczołgały się Katy, Selin i Connie.
- Matko, ile można na was czekać?!- Logan się oburzył.
- Co właściwie będziemy oglądać?- zapytała Connie siadając z Katy obok swoich chłopaków na kanapie. Sel siadła na podłodze i wtuliła w Hazzę.
- No, na początek, to całą sagę Zmierzch, a potem na koniec ,,Szkoła uwodzenia''- oznajmił 5-latek. Dziewczyny westchnęły.
- O rany, im nigdy nie dogodzimy- westchnął Nathan.
- Nigdy się nie ożenię- oznajmił mały i oparł plecami o Topaz.
- Obawiam się, że to nie zależy od ciebie- mruknął jego brat.
- Jak dorosnę, zostanę gejem- wyszeptał mi Logan na ucho i pokiwał głową.
- Logan, mówisz tak od kiedy poznałeś to słowo- powiedział Jake wchodząc do salonu z Melani. Usiedli na podłodze obok Harrego i Sel.
- Nie prawda- zaprzeczył.- Mówię tak tylko wtedy, kiedy tata mówi, że oglądam za dużo telewizji. Ja wtedy krzyczę, że bez telewizji będę niedokształcony, i że bez tego mogę zmienić orientację seksualną.
- On na prawdę na 5 lat?- zapytała Amy z wahaniem. Czwórka rodzeństwa wzruszyła ramionami. Ktoś włączył filmy i po sekundzie (kiedy jedno opakowanie już było puste) wszyscy zwijaliśmy się ze śmiechu. Największy ubaw? Kiedy Logan posikał się na scenie, kiedy Edward wychodził na słońce w pierwszej części. Taa, zdecydowanie. Po ostatniej części Zmierzchu, wszystkim poprawił się humor.
- Jeszcze nie koniec- krzyknął Logan.- Teraz ,,Szkoła uwodzenia''.
- To on może to oglądać?- zapytał Li.
- Właśnie, też jestem ciekawa- usłyszeliśmy zdenerwowany głos. Wszyscy obróciliśmy głowy i zamarliśmy. W drzwiach stali pan i pani Wagner. Nie będzie to wesołe spotkanie.
- Ehhhm- Jake szukał odpowiednich słów.- Tak się jakoś zasiedzieliśmy i...
- To wszystko wina Nathana- wypiszczał Logan wtulając się w moją dziewczynę i wciskając się na miejsce między nami.
- Co?!- chłopak był oburzony.
- Nathan- zagrzmiał ojciec całej czwórki.
- Ale to nie ja...- mówił Nathan.
- Wszyscy na górę- jak kazali poszliśmy w trzynastkę na górę, zostawiając na dole tylko Nathana. Topaz odniosła Logana do jego pokoju, a potem we dwójkę poszliśmy do naszego. Kiedy już się położyliśmy, usłyszeliśmy cichutkie stukanie do drzwi. Spojrzeliśmy po sobie i ja wstałem. Podszedłem do drzwi i lekko je otworzyłem. Do pokoju wszedł dumny Logan, a za nim Harry, Sel, Li i Amy.
- No dobra- objaśnił nam wszystkim Logan, kiedy siedzieliśmy w piątkę na łóżku.- Zaraz przyjdzie reszta i zaczynamy.
- Niby co?- zapytała Topaz, a on westchnął.
- Nic dziwnego, że gospodarka marna, jak w społeczeństwie same niedouki i ciamajdy- patrzyliśmy na niego tępo, jakby mówił po chińsku. Tylko pokręcił głową.- Gramy w butelkę.
- Trzeba było tak od razu, a masz Marsjanki?- dopytywał Harry.
- Mam, ale ostatnie pudełko - mały wyciągnął zza pleców kolorowe pudełko. No i resztę wieczoru (chociaż siedzieliśmy tak praktycznie do trzeciej w nocy) spędziliśmy na wygłupianiu się i innych tego typu pierdołach Potem, kiedy wszyscy wyszli zostaliśmy sami.

*następny dzień*

Zeszliśmy na śniadanie jako pierwsi. W kuchni jeszcze nikogo nie było. Powoli zrobiliśmy śniadanie i usiedliśmy przy stole. Przyglądałem się w milczeniu, jak je tosta.
- Dobra, nie wytrzymam- odłożyła talerz na bok.- Czemu się tak patrzysz?
- Wróć ze mną do Londynu- powiedziałem i złapałem ją za rękę, która leżała na stole.
- Nie odpuścisz?
- Nie, niby czemu miałbym? Wyjechałaś przeze mnie, to teraz wróć ze mną- nic nie odpowiedziała.- Proszę- dodałem robiąc słodkie oczka i wiedząc, że wymięknie. Patrzyła na mnie starając się nie zgodzić, ale westchnęła tylko i powiedziała.
- Dobra, ale wiedz, że cię nienawidzę!
- A ja cię kocham- odpowiedziałem i wyszczerzyłem do niej zęby.
- A ja zaraz żygnę- powiedział jakiś chłopak wchodząc do kuchni. Wziął coś z lodówki i usiadł przy stole.
- Jak ty niby tu wszedłeś?- zapytała go Topaz, a on wzruszył ramionami.
- Zostawiliście otwarte drzwi- powiedział obojętnie. We dwójkę wstaliśmy od stołu i poszliśmy na górę. Już otwierałem usta, żeby coś powiedzieć, ale mi przerwała.
- Ani słowa, dalej cię nienawidzę.
- Jasne- powiedziałem i wszedłem za nią do pokoju.

*Amy- tydzień później*

Przedwczoraj wszyscy wróciliśmy do Londynu. Brakowało mi tego miasta. Deszczowej i uciążliwej pogoda też w jakiś niewyjaśniony sposób poprawiła mi humor. Właśnie razem z Topaz wracamy z urzędu pracy, do którego moja ukochana przyjaciółeczka zaciągnęła mnie pod pozorem, żebym jej towarzyszyła. Efekt taki, że razem z Markiem nie dosłyszeli, że razem ze stypendium mają już zaklepane miejsca w sądzie. Weszłyśmy do domu Topaz, Jake'a i Nathana, a na schodach zobaczyłyśmy zapłakaną Sel.
- Co się stało?- usiadłyśmy obok niej na schodach i objęłyśmy.
- Harry...- mówiła zapłakana.- Harry mnie zdradza.
- CO?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

*Selin*

- No bo... Szłam sobie normalnie chodnikiem, a kiedy doszłam do tej takiej kawiarni, zobaczyłam...
- Co?!- wycedziła wkurzona Topaz chodząc od okna do drzwi w salonie, w którym siedziałyśmy.
- Cholera jasna, siądź se w końcu na dupie i daj jej powiedzieć- powiedziała Amy, siedząc obok mnie na kanapie.
- Sorry, mów- nie usiadła tylko stanęła w miejscu.
- Zobaczyłam, jak Harry obściskuje się z jakąś dziewczyną.
- To pewnie była tylko jego przyjaciółka, albo jakaś fanka- zasugerowała Amy, a ja tylko pokręciłam głową. Wyjęłam z torby gazetę, którą kupiłam dzisiaj rano.
- A to co?- zapytałam podając Topaz gazetę.
- Co za..- chciała jeszcze coś powiedzieć, ale Amy się zerwała i zatkała jej usta rękami. Wiedziałam, dlaczego tak zareagowały. Zdjęcia na pierwszej stronie, jak Harry całuje jakąś dziewczynę?! To już dla mnie samej było za wiele. Amu i Topaz nie czytają gazet młodzieżowych albo różnych plotkarskich czasopism, więc logiczne było, że nie widziały tego zdjęcia. Poszłyśmy wszystkie w miejsce, gdzie umówiłyśmy się z Connie i Katy.

***********************

Siedziałyśmy w kawiarni i po chwili przyszły dwie pozostałe dziewczyny.
- Oj, moje biedactwo- Connie przytuliła mnie.- Nie martw się, to kretyn, te jego bujne loczki, to tylko głupia przykrywka, a tak na prawdę, to nałogowy kłamca i łamacz damskich serc i...
- Daj jej spokój- ucięła Katy.
Connie i Selin usiadły obok nas. Podszedł do nas kelner i zebrał od nas zamówienia.
- Co za cham, jak on mógł ci to zrobić???- oburzyła się Amy. Łzy cisnęły mi się do oczu. Tak bardzo bolała mnie zdrada Harrego.
- Dziewczyny, uspokójmy się- powiedziała Katy, ale ona też już była zdenerwowana. Było to widać po jej minie.
- Nie wierzę, że on mi to zrobił- powiedziałam i schowałam twarz w dłoniach.
- Jeśli chcesz, to go osobiście zatłukę- zaczęła Topaz.- A nowego faceta znajdę ci w dwa dni.
- Zgódź się, to bardzo dobry pomysł jest- wtrąciła Amy.
- A tego starego poćwiartujemy i rozrzucimy po śmietnikach- dodała Connie z niemałym uśmiechem na ustach. Wbrew sobie uśmiechnęłam się.
- Może lepiej nie.

*Connie- dzień później*

Dziś idę na pierwszą wizytę u ginekologa. Sprawdzić, czy wszystko idzie w dobrym kierunku z dzieckiem moim i Zayna. Weszłam razem z moim chłopakiem do gabinetu. Po wstępnych badaniach lekarz westchnął.
- Co się stało?- zapytał go Zayn.
- Powiem tak, pierwszy raz spotykam się z tego rodzaju sprawą, ale... pani nie jest w ciąży.
- Co???!!!

*Zayn*

Jak to nie jest w ciąży? Przecież to niemożliwe.
- Ale co się stało?- zapytała łamiącym się głosem moja ukochana. Nie czekając na odpowiedź wstała i wybiegła z gabinetu. Pobiegłem za nią. Dogoniłem i złapałem ją w ramiona. Przytuliła się do mnie mocno. Widziałem, że jest jej ciężko. Chcieliśmy tego dziecka. Nasi rodzice też. Lekarz wyszedł za nami i poinformował nas, że to nie nasza wina, ale że dziecka najprawdopodobniej nigdy nie było. Że to niby test musiał być zepsuty i wprowadził nas w błąd. Nie chce sobie nawet wyobrażać, co czuje Con. Wróciliśmy do domu, w którym mieszkamy wraz z chłopakami. Harry ma doła, bo Sel myśli, że ją zdradził, a to podobno była tylko jego stara przyjaciółka Veronica. Wierzę Hazzie, że wcale jej nie zdradził. Za bardzo ją kocha, żeby coś takiego zrobić.

*Topaz- dwa dni później*

Od dwóch dni siedzę w jednym i tym samym pokoju w budynku w centrum miasta. Mark mi ciągle narzeka, a kto mu niby mówił, że praca adwokata będzie prosta? Usłyszałam pukanie do drzwi. Po chwili otworzyły się i zobaczyła znajome twarze. Louis z... ojczymem? Ciekawe.
- Hej- powiedział cicho szatyn.
- Coś się stało?- zapytałam, bo nie bardzo wiedziałam, czemu przyszedł.
- Tak- odpowiedział mi jego ojczym.- Według mnie, nie obraź się Topaz, ale lepiej byłoby zaangażować do tego bardziej doświadczone osoby.
- Ale o co chodzi?- zapytałam znowu.
- Louis ma poważne kłopoty- wyjaśnił.
- Może lepiej powiem sam?- syknął Lou i razem z ojcem usiadł na krzesłach.- Matka Eleonor... ona oskarżyła mnie, że... próbowałem zaćpać jej córkę.
- Co?!- nie wierzyłam.
- Eleonor trafiła do szpitala, po tym jak znaleziono ją nieprzytomną w paru. Była mocno naćpana i nie wiadomo, czy przeżyję, choć na razie jej stan jest w miarę dobry.
- A co z dzieckiem?
- Niestety...- zaczął, ale nie skończył.- Jednak możliwe jest, że na 90% nie było moje.
- A ja w czym miałabym wam pomóc?- zapytałam, bo nie rozumiałam.
- Louis uważa- zaczął jego ojczym.- Że ty jesteś najbardziej odpowiednia, żeby... żeby reprezentować go w sądzie.
- Co?! Czy ciebie całkiem powaliło?! Co ty sobie myślisz?!- zapytałam Louisa. On chyba sobie żartował, jestem już tak jakby, adwokatem od dwóch niecałych dni, a on mi wyskakuje z czymś takim?! Przecież szansa, że uda się to wygrać jest jak jednak na milion, albo i na więcej.
- Nie, nie drzyj się na mnie, właśnie przechodzę żałobę.
- Mam ci walnąć?- zapytałam już wkurzona.
- Nie, dobrze wiesz, że sobie poradzisz.
- Ale dlaczego ja? Nie możesz wziąć kogoś innego?
- Nie, to jak będzie?
- Zwariowałeś. Na prawdę jesteś niedorozwinięty?! Chcesz tak bardzo ryzykować?!
- Tak!
- Idiota- wymamrotałam pod nosem.
- To jak? Wchodzisz w to?
Kiedyś na prawdę go zabiję.
- Dobra...
  • awatar psstt...: jejciu! Harry zdradził Sel? Niee.. To nie możliwe! Connie nie jest w ciąży :( buu! ale podoba mi się. ;D
  • awatar Live To Tell ♥: No nie ma to jak ćpać marsjanki xD ♥ + Chciało nam się czekać na to cudo . ;D Co to tekstu: -moja Connie! Zayn! Boże... Biedni ♥ -Zawsze sądziłam , że Dax to gnojek! -Jaka niespodzinka! <.33 -"Jak dorosnę, zostanę gejem:- normalnie śmiech! ;D ^^ -Ulubiony moment: Jak Topaz przywaliła Dax'owi xD -Harry! Porąbało cię?! Nie rań naszej Selin ! Nie bądź gnojkiem! Mam nadzieję , że to tylko koleżanka, bo jak nie... -Eleanor... Normalnie, jak ona mnie wkur***! Przecież dziecko w 100% nie jest Lou! Podsumowanie: ZAJEBISTE! ♥♥♥
  • awatar Lou <3: Lou i Topaz!!! w końcu!! ile można czekać zabiję tą Eleanor, po prostu zabiję, szkoda dziecka, ale zabiję tą sukę!! :) biedna Con Zayn też :( grr... Harry mam nadzieję, że to naprawdę była stara przyjaciółka, a nawet jeżeli by to odrazu całować?? Styles ogar!! chyba zrealizuję plan dziewczyn xD zapomniałam coś dopisać?? chyba nie albo tak: jeszcze raz nazwiesz swój rozdział marnymi wypocinami to cię znajdę i zrobie krzywdę ;) teraz już wszystko :D Czzekam na nowy :]
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Wow, dopiero teraz zobaczyłam, że to już 100 dni bloga Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy czytali moje opowiadania i w ogóle. A przede wszystkim:
Agolkowi208,
Malikowej (Jessi),
psstt...,
Kate Directioner,
Lady love,
Lou <3,
You're my guilty pleasure ♥♥,
Carrots,
Charlie,
Maalik
i kilku innym osobom
...
za wszystkie rady, upomnienia, prośby i wiele innych rzeczy Mam nadzieję, że jeszcze chwilę ze mną wytrzymacie Dziękuję jeszcze raz

I jeszcze jedna sprawa, bym zapominała. Zbliża się koniec opowiadania i pytanie jest takie:
,,Czy jest sens, żeby pisać kolejne?'' Jeśli tak, to potrzebuję jeszcze jedną dziewczynę dla Nialla. Jest ktoś chętny?
  • awatar Gość: Napewno bym czytała . Musisz pisać , bo robisz to cudownie !
  • awatar Maalik.: nie musisz dziękować ! nie ma za co :P kocham twoje opowiadanie i już ;D
  • awatar Maalik.: koniec do jasnej ciasnej !? i jeszcze się pytasz ?! pewnie że masz pisać ! ja chcę ! ja chcę ! Niall !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 


*Jaram się *
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
*Rozdział 31*

*Louis*

Jest!!! Wreszcie się odważyłem. Chociaż to może i żałosny moment. Nagle do sali weszła pielęgniarka, a ja oderwałem się od Topaz jak oparzony. Nie wiem dlaczego. Pielęgniarka podwinęła mi rękaw koszulki, żeby pobrać krew do badań, ale jeszcze przed tym poprosiła, żeby Topaz wyszła. Ona cały czas przerażona pocałunkiem wstała i wręcz wybiegła z sali. Mogłem poczekać, aż będę na tyle silny, żeby chociaż za nią pójść, bo na razie, to ustać na nogach nie mogę przez ten ból głowy.

*Amy*

Obudziłam się bardzo zmęczona. Oczy i tak cały czas mi się zamykały. Leżący obok mnie Liam, poruszył się niespokojnie. W jednej chwili przypomniała mi się wczorajsza noc.
- O matko, to była najlepsza noc w moim życiu- tłumaczyłam Topaz, kiedy przechodziłyśmy między kolejnymi półkami z książkami.
- Wspaniale- powiedziała przeglądając jakąś książkę.
- Tylko tyle? Powinnaś mi powiedzieć, czy to w ogóle był dobry pomysł- zaczynałam panikować. Chciałam być z Liamem, ale bałam się.
- Amy, to nie ja poszłam z Liamem do łóżka- spiorunowałam ją wzrokiem.- Spokojnie, tylko żartowałam. To może wolałabyś, żebym ci powiedziała coś w rodzaju: ,,Ty głupia dziewczyno, nie masz wstydu?!''
- Masz rację, lepiej nie mów, co myślisz.
- Powiem ci...
- Nie, nie mów!
- Proszę ciszej- upomniała nas bibliotekarka, a my pokiwałyśmy głowami.
- Czego ty właściwie szukasz?- zapytałam ją.
- O nie, teraz mojej uwagi nie odwrócisz. Myślę, że jeśli jesteś z Li szczęśliwa, to to, co się działo w trakcie dzisiejszej nocy, prędzej czy później i tak by się to zdarzyło.
- Yhy- mruknęłam.
- Odnoście do twojego pytania? Sama nie wiem, muszę coś wypożyczyć, bo zdzwoniłam się z Markiem, żeby pójść do urzędu złożyć papiery.
- Przecież Mark jest w Londynie- powiedziałam.
- No niby tak, ale on powiedział, że nie złoży tych papierów, dopóki ja tego nie zrobię.
- Myślałam, że chcesz to zrobić jak najszybciej, bo wtedy macie większe szanse na szybszą pracę- powiedziałam.
- Tak, to prawda, ale... jeśli mam być szczera, cały czas się zastanawiam, czy nie wrócić do Anglii.
- Skądś to znam- powiedziałam sięgając po jedną z książek.
- Ty przecież wrócisz- powiedziała z przekonaniem.
- Dlaczego tak sądzisz?- zapytałam.
- Wróciłaś do Liama. Jesteście szczęśliwi, po tym, co wczoraj się stało, wydaje mi się, że aż za szczęśliwi. Musisz wrócić do Anglii.
- Czemu ty nie chcesz wrócić?
- Bo nie mam w Anglii żadnych zobowiązań, jasne?
- A twoi bracia?- wzruszyła ramionami.- A Dax?- zapytałam z kpiną, a ona zrobiła minę typu: ,,Serio?''.
- Właśnie, a ja?- zapytał nas męski głos gdzieś z tyłu. Odwróciłyśmy się i obie zamarłyśmy.
- Dax, co ty tu robisz?- zapytała Topaz zdziwiona. Co ten gość tu robił?
- A tak przyjechałem w odwiedziny, nie cieszysz się?- zapytał i przyciągnął moją przyjaciółkę do siebie. Dopiero teraz widzę, jak beznadziejnie wyglądał mój związek z Anselem. Dax pocałował ją, ale ta nie była chyba tym zachwycona. Jak ją znam, to bez przerwy myślała o Louisie, ale w życiu się nie przyzna. Nawet mi. To nie tak, że mi nie ufa, ale że w ogóle, ona nie ma zaufania do ludzi. Dziwię się, że Louis tak szybko ją do siebie przekonał. Może dla niektórych nie szybko, ale jak na nią, to wręcz migiem.
- Coś się stało?- zapytał ją.
- Nie- wymusiła uśmiech.- Gdzie się zatrzymałeś?
- I na ile przyjechałeś?- dodałam. Spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął. Nigdy się nie lubiliśmy, ale oczywiście przy Topaz to był milusi.
- W hotelu. Nie wiem, zobaczy się jeszcze,na ile. Uczelnia przechodzi kwarantannę, więc wszyscy mają wolne do odwołania- wyjaśnił, a my pokiwałyśmy głowami. Po chwili się pożegnaliśmy.
- Dlaczego z nim jesteś?- zapytałam, kiedy usiadłyśmy do jednego ze stolików. Topaz otworzyła jakąś książkę i spojrzała na mnie.
- Pytasz zupełnie jak Louis- pokręciła tylko głową i zaczęła robić jakieś notatki. Wkurzało mnie to jej obojętne zachowanie, więc zatrzasnęłam jej tą książkę przed nosem. Westchnęła i podniosła wzrok.
- Co się wczoraj stało?
- Nic szczególnego- wyminęła.
- Powiedz mi- rozkazałam.
- Po co chcesz wiedzieć?- wstała i odłożyła książkę na półkę.
- Bo jesteś moją najlepszą przyjaciółką i martwię się o ciebie.
- Amy- spojrzała na mnie z oczami pełnym bólu.
- Con powiedziała tylko tyle, że Lou cię...- zawahałam się, bo spiorunowała mnie wzrokiem.- ...że Lou cię pocałował- dokończyłam szybko.
- Bo tak było, jednak nic nie powiedział, bo do sali weszła pielęgniarka. Oderwał się ode mnie i ja wtedy wyszłam.
- A powiedziałaś mu coś?
- Cześć? Za dużo?
- Och, z tobą nie da się dogadać. Tylko tyle?! Mogłaś z nim zostać i wszystko by się wam ułożyło...
- Czekaj! Nam?! Czy wy już wszyscy chcecie nas zeswatać?! Zajmijcie się swoim cudownym życiem i nie wplątywajcie się łaskawie w moje. Okej?- wkurzyła się.
- Jasne, kto jeszcze?
- Co?
- No kto jeszcze chce was ,,zeswatać''?
- Na przykład Connie z Harym- oznajmiła i oddała kartę biblioteczną bibliotekarce. Wyszłyśmy z biblioteki i skierowałyśmy się w stronę naszego domu.
- Co takiego robią?- zapytałam.
- Bez przerwy mówią do mnie teksty w styku: ,,Wiesz, przebaczenie to podstawa chrześcijaństwa'' albo ,,Louis pytał o ciebie'' albo jeszcze lepiej...
- No tak, cali oni- skwitowałam ze śmiechem.
- No wiesz, mnie to za bardzo nie bawi.
Weszłyśmy do domu. Skierowałam się w stronę salonu, gdzie akurat siedzieli Harry, Sel, Zayn i Connie.
- No i co powiedziała?- zapytał Harry.
- Matko, ciebie też wciągnęli w tą głupią rzecz?- zapytała z westchnieniem Selin.
- Nic ciekawego- odpowiedziałam.- Przebaczenie to podstawa chrześcijaństwa?
- No, ale o co ci chodzi. To było spontaniczne i wiarygodne, jestem, bardzo zadowolona- oznajmiła Connie.
- Nie ważne- przerwał Hazza- Sel, nam tylko chodzi o to, żeby nasi przyjaciele byli szczęśliwi, a oni mają zbyt dużą dumę, żeby się przed sobą przyznać do tego, że chcą być ze sobą.
- Bo nie chcą, czy to do was nie dociera?!- zawołała Topaz ze swojego pokoju.
- Ona ma rację, nie wtrącajcie się- Sel wstała z kanapy.- To ich życie, sami w końcu zdecydują, jak będzie- wyszła. Zayn westchnął i powędrował do kuchni.
- To kończymy?- zapytała Con. Hazza machnął ręką.
- Nie, no co ty? Oni się nie znają, to ja jestem prawdziwą swatką, jestem w tym mistrzynią- uniosłyśmy brwi, a potem tylko wzruszyłyśmy ramionami. Poszłam do swojego pokoju. Po chwili wszedł Liam.
- Zniknęłaś jak Kopciuszek na balu- objął mnie od tyłu i mocno przytulił.- Ale, dobre wróżki pomogły mi cię odnaleźć prędzej niż w bajce.
- Z jakiego to filmu?- zapytałam śmiejąc się.
- Nie wiem.

*Topaz*

Położyłam się spać około 230. Czy tylko moje życie jest takie skomplikowane? Rozumiem, że Louis może czegoś chcieć, ale ja nie mogę. Do tego jestem z Daxem. To on mi pomógł, tak jakby, pozbierać się po tej całej szopce z Louisem. Kiedy jeszcze leżałam w łóżku, zanim zasnęłam, usłyszałam dźwięk przychodzącego SMS-a. Wzięłam do ręki telefon i włączyłam wiadomość.
"Hej, śpisz? Przepraszam, jeśli to, co zrobiłem, cię... zaskoczyło? Muszę z tobą poważnie porozmawiać. Plis, odpisz. Louis"
Westchnęłam i odłożyłam telefon na półkę. W końcu nadszedł upragniony sen.
Z objęć Morfeusza wyrwał mnie cichy głosik i lekkie szturchanie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Logana.
- Co się stało?- zapytałam zmęczonym głosem i dopiero wtedy, dzięki blaskowi księżyca za oknem, zobaczyłam na jego policzkach łzy.
- Miałem koszmar- powiedział załamanym głosem. Dobra, wiem, że czasami...... często, kłamie, że niby jest baaaardzo nieszczęśliwy, ale teraz było inaczej.
- Chcesz spać ze mną?- pokiwał głową.- Chodź, opowiedz, co ci się śniło.
Wszedł pod kołdrę i wtulił się we mnie.
- Miałem sen, że Louis, wyjechał z Paryża i odszedł. Potem już nie chciał do nas wrócić. Nie chciał wrócić do mnie i do ciebie- wychlipał. Łzy zebrały mi się w oczach i mnóstwo z nich wypłynęło, mocząc głowę 5-latkowi.
- Nie martw się- wyszeptałam. - Louis na pewno nigdy o tobie nie zapomni.
- Pójdziesz jutro ze mną do niego? Do szpitala?
Pokiwałam lekko głową.
- Tak, pójdziemy we dwójkę, dobrze?
- Dobrze, dziękuję Topaz, kocham cię.
- Ja ciebie też mały, śpij- wyszeptałam i wtuliłam twarz w jego bujne blond loczki na głowie.
Długo nie mogłam zasnąć. Jednak nie wiem jakim cudem się udało.

*Harry*

Byłem ostro wkurzony. Przed chwilą spotkałem się z Daxem. Powiedział mi... nawet nie przejdzie mi to przez gardło.
- Że co?!- wykrzyknął Lou, kiedy mu o tym powiedziałem.
- No na serio, tak mi powiedział, tylko, że niby w tajemnicy.
- Ona nie może się zgodzić- powtarzał trzymając się za głowę.
- Ale za pewne się zgodzi, jeśli w tej chwili czegoś nie zrobisz!- podniosłem głos. Już nie mogłem patrzeć, jak mój przyjaciel i przyjaciółka chcą sobie marnować życie. I jeszcze jedna sprawa. Ten Dax okazał się bardziej niebezpiecznym zawodnikiem, niż myślałem. Może nieźle zaszkodzić Louisowi.

*Louis*

Nie zrobi tego- przekonywałem sam siebie, kiedy Harry wyszedł.
- Louis- usłyszałem radosny głos. Podniosłem się do pozycji siedzącej i zobaczyłem Logana. Przebiegł przez pokój i wskoczył mi na łózko. Mocno go przytuliłem, on mnie też. Tęskniłem za tym brzdącem - Tak strasznie za tobą tęskniłem- mówił tuląc się do mnie. Potem w drzwiach stanęła moja bogini. Nie moglem oderwać od niej wzroku. Patrzyła nieobecnym wzrokiem. Błagam, żeby nie było za późno.
- Logan bardzo chciał przyjść- powiedziała i usiadła na krześle obok łóżka.
- Jak Dax?- zapytałem.
- Skąd...- nie dokończyła.- A jak ma być? Przyleciał i nie wiem, kiedy wreszcie wyjedzie.
- Nom, jak ostatnio był to masakra. Nie wiedziałem, co robić, bo ani się ze mną nie pobawi, ani nic- skarżył się Logan. Do sali weszła pielęgniarka. Na widok Logana siedzącego na łóżku zmrużyła oczy, więc 5-latek zszedł i usiadł na kolanach Topaz obejmując ją rączką za szyję.
- A jak się czujesz?- zapytała, kiedy pielęgniarka wyszła.
- Nawet dobrze, oprócz tego, że ledwo trzymam się na nogach i przez ten bandaż nic nie wizę, to jest spoko- wskazałem na biały ,,sznurek'', który owinięty był wokół mojej głowy.
- To dobrze- powiedziała i uśmiechnęła się.
- Oo- Logan zesztywniał.
- Co jest?- mały wyszeptał siostrze coś na ucho, a ona wzniosła oczy ku niebu.
- Na końcu korytarza- odpowiedziała, a o zeskoczył z jej kolan i wyszedł z sali. Poczułem się niezręcznie i chyba ona też. Wstała i podeszła do okna. Odsłoniła rolety i cicho się zaśmiała.
- Coś ciekawego?- zapytałem próbując wstać. Nawet mi się udało.
- Możliwe, jeśli interesuje cię to, że pod szpitalem na nowo wystają dziennikarze, to to może być ciekawe- powiedziała nie patrząc na mnie. Kiedy po dłuższej chwili stanąłem tuż za nią, nagle się odwróciła. Staliśmy na tyle blisko, że nasze usta praktycznie się stykały. Wiedziałem, czego chce, musiałem zaryzykować, gdyby ona tego jednak nie chciała. Widziałem, że się przeraziła, ale patrzyła na mnie spokojnie. Przybliżyłem się do niej i pocałowałem. Przez chwilę trwała bez ruchu, ale potem odwzajemniła pocałunek. Objąłem ją w talii przyciągając chude ciało do swojego, a ona kurczowo złapała się mojej bluzki. Tyle na to czekałem. Drzwi do sali otworzyły się i usłyszeliśmy głos doktora.
- Panie Tomlinson, pan nie powinien wychodzić z łózka, natychmiast proszę wrócić- powiedział rozkazującym głosem, ale ja nie odrywając się od dziewczyny machnąłem tylko ręką. Lekarz wyszedł mamrocząc coś o dziecięcych móżdżkach. Po chwili oderwałem się od niej i spojrzałem w oczy. Chyba chciała się dosunąć, ale mocno ją trzymałem.
- Myślisz, że pozwolę, żebyś znowu mi zwiała?- zapytałem z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Louis...- westchnęła.- Czemu znowu to zrobiłeś?
- Bo wiem, czego chcę- rzuciłem jedyne, co przychodziło mi na myśl.
- Tak? A co jeśli wyjdziesz ze szpitala, wrócisz do Londynu i uświadomisz sobie, jaka jest rzeczywistość?
- Ty jesteś najbardziej rzeczywistą rzeczą w moim życiu- powiedziałem cały czas patrząc jej w oczy.
- A Eleonor?
- Próbujesz odwrócić moją uwagę? Eleonor to przeszłość. Nic do niej nie czuję- odsunąłem się od niej i złapałem za rękę.
- A dziecko?
- Jakie znowu dziecko?!
- Twoje dziecko Louis. To samo, które zrobiłeś Eleonor? Zapomniałeś o tym?!
- Nie zapomniałem, ale no...- zawahałem się.- Ja nawet tak do końca nie wiem, czy ono jest moje.
- To może ja mam wiedzieć?!
- Nie, ale dopóki nie dowiem się, jaka jest prawda, nie mam zamiaru utrzymywać z nią żadnego kontaktu- powiedziałem twardo. Miałem zamiar za wszelką cenę dowiedzieć się, czyje dziecko próbuje mi wcisnąć El. Cholera, czemu wcześniej nie skapnąłem się, że ona kłamie?!
- Już wróciłem- zawołał Logan wchodząc do sali.
- To dobrze- powiedziała Topaz i uśmiechnęła się.- My chyba już pójdziemy- dodała.
- Tak szybko?- Logan zrobił smutną minę. Ulżyło mi, że już jednak chce mnie znać.
- Tak, mamy jeszcze coś do załatwienia- powiedziała i wstała z krzesła.- Do zobaczenia- powiedziała do mnie i podeszła do drzwi.
- Cześć- odpowiedziałem.
- Pa Louis- Logan przytulił się do mnie.
- Pa- też go przytuliłem i mały podbiegł do siostry. Ona złapała go za rękę i wyszli. Położyłem się na łóżku i cierpliwie wysłuchiwałem narzekań lekarza, że jeśli się nie postaram, w życiu nie wyjdę ze szpitala szybko i takie tam. Przecież ja miałem ważniejsze sprawy na głowie!!!!!!!!!!!

*Topaz*

Musieliśmy wcześniej wyjść od Lou, bo dzisiaj do Paryża przyjeżdżają Nathan, Jake i Melani. Odebraliśmy ich z lotniska i pojechaliśmy do domu. Potem poszłam się przejść. Doszłam na plac zabaw, w którym jako dzieci bawiliśmy się z Nathanem i Jakiem. Siadłam na jednej z huśtawek i zaczęłam myśleć. Tak praktycznie, to chyba o niczym.
- Tak myślałem, że cię tu znajdę- usłyszałam głos i uśmiechnęłam się.
- Co cię sprowadza?
- Konkretnie, to nuda w domu- Nathan zaśmiał się i usiał na huśtawce obok.- Pamiętasz ostatni dzień w Paryżu?
- Pewnie- zaśmiałam się.- Przyszliśmy we dwójkę i bawiliśmy się. Zobaczyliśmy jakiegoś gościa podobnego do Voldemorta i podbiegliśmy, żeby zrobić sobie z nim zdjęcie.
- Na prawdę byliśmy rozpieszczonymi dziećmi- skwitował z uśmiechem.
- No oczywiście.
Po chwili przyszedł jakiś jego kumpel i razem poszli na skate-park (nie jestem pewna, jak to się pisze ). Ja siedziałam dalej, ale postanowiłam pójść nad rzekę.
Oparłam się o barierkę i wsłuchiwałam się w spokojny szum Tamizy. Było już trochę ciemno, można nawet powiedzieć, że bardzo. Poczułam, jak ktoś obejmuję mnie w pasie i przytula się. Przez ułamek sekundy myślałam, że to Louis, ale potem zrozumiałam, że to niemożliwe.
- Zawsze myślałem, że nie ma nic fajniejszego niż chodzenie po plaży w Anglii, ale teraz widzę, że Paryż jest o niebo lepszy- wyszeptał mi na ucho.
- Możliwe- odpowiedziałam beznamiętnie.
- Czemu jesteś tutaj sama?- zapytał i pocałował mnie w czubek głowy. Cholera, Lou też tak robił. Zaraz sobie walnę. Muszę mu powiedzieć, że to już koniec. Nie, że wróciłam do Louisa, ale przecież nie będę chodzić z Daxem, podczas, gdy wiem, że go nie kocham.
- Musiałam pomyśleć- powiedziałam cicho.- Dax, muszę ci coś powiedzieć.
- W zasadzie, ta ja tobie też.
- To mów pierwszy- niech powie, co tam chce, a to mu potem złamie mu serce. Nie ma lepszego sposobu, żeby się ode mnie odczepił raz na zawsze, więc muszę zastosować najbardziej drastyczne środki. No cóż, czasami tak bywa, a do tego, zupełnie tego nie przemyślałam.
- Chciałem ci powiedzieć- odwrócił mnie do siebie przodem i spojrzał w oczy.- Kocham cię- czy na serio zawsze musi mi strzelać takie gadki, kiedy chcę z nim zerwać? To znaczy, to jest pierwszy raz, kiedy chcę to zrobić, ale wyznanie miłości w jego ustach brzmi sztucznie i patetycznie.
- Aha- wymamrotałam.
- I chciałbym...
- Tak....- pośpieszałam. Dobra, może i byłam wtedy nie miła, ale już nie mogłam dłużej.
- Wyjdziesz za mnie...?

----------------
No i co myślicie? Bardzo długo nic nie dodawałam, (5 dni, jałć) ale może się cieszyliście? Mam nadzieję, że spodoba Wam się ten rozdział, bo ja to już sama nie wiem, co mam o nim myśleć? No i do tego to jestem wkurzona, bo babka od Religii jeszcze z podstawówki wrzuciła na You tube filmik, jak z kółka teatralnego graliśmy film. Wyszłam koszmarnie, a o głosie moim przekształconym (chociaż może nie) to już lepiej nie mówić Także standard No i jeszcze jedno Doszłam znowu do wniosku, że Dax to jakiś świr
  • awatar sylwankaa.: świetny <3
  • awatar psstt...: weź z tym Daxem już skończ! Trzepie mnie jak o nim czytam! Lou i Topaz MUSZĄ! Być razem! koniec kropka! ;) podoba mi się tak bardzo!! ;**
  • awatar Gość: zajebistę wpadaj bo nowe liczę na komentarz :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 
Hej wszystkim Nie wiem, czy po dzisiejszym dniu w szkole mam się śmiać, czy płakać? Niby było dobrze, oprócz dwóch rzeczy. Po pierwsze, babka od Fizyki jest straszna, boje się jej. Seryjnie Druga ważniejsza: Mój najukochańszy ♥Agolek208♥ wyciągnął mnie na chór. Dobra, miałam iść tylko jako ,,osoba towarzysząca". Poszłam i pani wzięła mnie na przesłuchanie nie zważając na moje protesty
Serio, Aga, dzięki
A jak tam u was???
  • awatar hazzafazza: Moja pani od fizyki jest ok.Jednak sam przedmiot nie jest ok.Ja chodzilam dwa lata na chór kościelny.Źle nie było :*
  • awatar Vanish♥: @Lou <3: wiem, że z chóru to mam się cieszyć, tylko chodziło o to, że to zawdzięczam Agolkowi :D :D :D
  • awatar Lou <3: hehe co do nauczycieli/lek fizyki to chyba wszyscy są straszni :) moją da się znieść, czasem nawet pożartować, ale potrafi dać w kość jutro właśnie z fizy mam sprawdzian xD tak chodzimy do szkoły niecały tydzień, ale sprawdzian musi być :D co do chóru, nie narzekaj, jeszcze jej podziękujesz ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

milutka98
 
wanka48
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

laleczka0627
 
wanka48
 
` Twoje opowiadania mnie rozwalają, są ta piękne.

O Hadley i Lousie Było mega. xD

A o Topaz i Lou jest więcej dramatu ale jest przepiękne, pisz dalej. ;D

Super Blog ^^
 

directioners21996
 
wanka48
 
u mnie nowy dział xD
 

 
*Rozdział 30*

*Topaz*

Zamarłam... Odwróciłam się, żeby zobaczyć swojego towarzysza.
- Skąd się tu wziąłeś?- zapytałam ocierając łzy, które wcześniej spłynęły po policzkach.
- Mogę ci zadać to samo pytanie- podszedł do mnie, ale uparcie nie miałam zamiaru spojrzeć mu w oczy. Dotknął mojego ramienia. Odsunęłam się.
- Skąd wiedziałeś, że tu jestem?
- Nie wiedziałem, właściwie, jakoś samo tak wyszło. Amy powiedziała, że wyszłaś coś załatwić, więc ja też wyszedłem i tak jakoś mi przyszło do głowy.
Tym razem udało mu się chwycić mnie za rękę. Musiałam na niego spojrzeć.
- Płakałaś- powiedział patrząc mi w oczy.
- Spostrzegawczy jesteś- uznałam, a on ponuro się zaśmiał. W jednej chwili coś we mnie pękło. Z moich oczu wylał się potok łez. Wtuliłam się w ramiona Louisa. On objął mnie i też przytulił.
- Co to miało być?- zapytał po chwili zdziwiony moim zachowaniem. Taa, ale przytulać mnie to mu się uśmiechało, hę?
- Przepraszam- powiedziałam szybko i się odsunęłam.
- Nie przepraszaj, podobało mi się- uśmiechnął się szeroko.
- Odpowiesz mi na pytanie?- zapytałam, żeby móc wreszcie przestać patrzeć w te jego hipnotyzujące tęczówki.
- Jeśli jakieś zadasz- powiedział patrząc na mnie.
- Skąd się tu wziąłeś?
- A ty?- zabiję go.
- Bocian mnie przyniósł- powiedziałam ironicznie.
- Jasne.
- Nie, mówię serio, urodziłam się w tym pokoju, podajże w tamtym miejscu- wskazałam na miejsce, gdzie stał Louis. On spojrzał i nerwowo się odsunął.
- Serio?
- Tak na serio.... to nie- powiedziałam.- Ale ja pytam serio, skąd się tutaj wziąłeś?
- W tym domu?
- Chyba w tych ruinach- burknęłam pod nosem.- Nie w tym domu. W Paryżu?
- Aha, to. Musiałem przyjechać. Nawet nie wiesz, jak było ciężko. Musiałem wsiąść na jakiś mały stateczek, który sprowadził Liam, spędzić kilkanaście godzin na otwartym morzu i wysłuchiwać nowego wielbiciela Liama. Nie życzę tego najgorszemu wrogowi.
- Aha, na serio ci współczuję. Po co tu przyjechałeś?
- Chciałem cię zobaczyć- wyznał, a mnie zamurowało.
- Zobaczyłeś, a teraz możemy się pożegnać- nie mogłam dużej znieść jego obecności.
- Chcesz tego?- zapytał patrząc mi w oczy.
- A ty?- starałam się za wszelką cenę uniknąć odpowiedzi.
- Pierwszy zapytałem, ale jeśli mam być szczery, to nie. Nie chcę, nigdy nie chciałem- podszedł do mnie na tyle blisko, że czułam jego nierówny oddech.
- Topaz, ja...
- Louis, pozwól, że ci przerwę. Proszę cię, idź już.
- Jeśli w ogóle wyjdę, to na pewno nie bez ciebie- zaprzeczył i wiedziałam, że jest zdeterminowany.- Nie pozwolę, żebyś tu tak bezczynnie stała. Po co w ogóle tu przyszłaś? Nie masz już za dużo złych wspomnień z tego domu?
- Zbyt długa historia. Wątpię, żebyś miał tyle czasu- rzuciłam szybko.
- Dobrze wiesz, dla ciebie zawsze mam czas. Jesteś...

*Louis*

Spojrzała na mnie z czymś takim w oczach, czego nie umiałem odczytać. Dopiero wtedy się skapnąłem, że stoje na serio blisko niej.
- Kim?- zapytała, a ja zobaczyłem światełko w tunelu. Dosłownie. Niewyobrażalny ból w głowie i krzyk Topaz.. Opadłem za ziemię i świat zniknął..........................

*Liam*

- Ale co się stało?- pytałem przez telefon.- Co? Tak, już jadę. Nie denerwuj się.
- Co jest?- zapytała Amy.
- Louisa ktoś zdzielil pałką po głowie, tylko tyle zrozumiałem z jej wypowiedzi- wybiegłem z domu i poszedłem pod wskazany przez Topaz adres.
- A co on tu robił?- zapytałem, kiedy Louisa wnosili do karetki.
- He he- Topaz nerwowo się zaśmiała.- Bardzo długa historia. Powiem tyle, że Louis dostał ciężkim narzędziem w głowę od mojego prawdziwego ojca. Ja nie wiedziałam, co zrobić, więc popsikałam mu gazem pieprzowym oczach. Wytoczył się z domu i nie wiem gdzie jest.
- Jak to twój przwdziwy ojciec?- złapałem ją za ramiona. Była cała roztrzęsiona.
- Pamiętasz ten sen?
- O sztylecie?
- Nom.
- Ale to chyba co innego.
- A twój sen o miłej nocy z Danielle na trawie w parku się spełnił. Tylko nie w takiej odsłonie. Trzeba myśleć logicznie Payne.
- Właśnie się staram- pojechaliśmy samochodem pana Bernharda za karetką. W szpitalu od razu pobiegliśmy pod salę, w której był Lou. Albo go nie było. bo jakiś lekarz powiedział, że jest na operacyjnej. Topaz usiała na jednym z krzeseł, a ja obok niej. Objąłem ją i mocno przytuliłem.
- To wszystko moja wina- mówiła przez łzy.
- Topaz wcale nie- przekonywałem, bo tak właśnie myślałem. Tak się po prostu stało.- Nie jesteś niczemu winna.
- Jak nie?! Jeśli on umrze, to sobie tego nie wybaczę Li, rozumiesz? To znaczy- potrząsnęła głową.- Nie to, że on mnie obchodzi, tylko to moja wina.
- Nie czarujmy się, powiedz, że cały czas go kochasz i już.
- Liam! Czy ty nie możesz an chwilę przestać myśleć o takich głupotach?!- wstała i zaczęła nerwowo chodzić po korytarzu. Po sekundzie znowu usiadła i wybuchnęła płaczem. Przytuliłem ją. Kilka minut później przyjechała Amy.
- Co isę stało?- zapytała przerażona, a ja jej wszystko opowiedziałem. Usiadłam po mojej drugiej stronie i też zaczęła płakać. Przez następną godzinę przytulałem i pocieszałem je obie. Zrobiłęm tylko krótką przerwę na to, żeby zadzwonić do chłopaków i powiedzieć, co się stało. Od razu powiedzieli, że zaraz wsiadają w samolot, ale przecież samolot będzie za 3 dni. Harry obiecał, że postara się to załatwić. Postanowiłem wykonać też telefon do rodziców Lou. Jego matka od razu się rozpłakała i powiedziała, że przyjedzie jak najszybciej, o akurat jest u swojej ciotki w Niemczech przy granicy z Francją, więc mniej więcej jutro z rana przyjadą.
Kilka godzin później w sali wyszedł lekarz.
- Co z nim?- zapytaliśmy wszysycy razem, a on westchnął.
- Stan pana Tomlinsona jest ciężki, nie oszukujmy się. Doznał wstrząśnienia mózgu, tego najpoważniejszego. Miał miejsce mocny wylew, jednak udało nam się w porę go zatamować. Teraz jest w śpiączce. Pozostanie tak mniej więcej tydzień. No, może 5, 6 dni. Nie jestem w stanie powiedzieć- nie czekając na żadne nasze slowo wszedł do swojego gabinetu na końcu korytarza, a my znowu usiedliśmy na krzesłach. Kiedy z sali wyszła pielęgniarka, zapytaliśmy, czy możemy wejść. Tylko na chwilę.Dziewczyny prawie dostały palpitacji serca, gdy go zobaczyły. Chciałem, żeby wyszły, tak będzie lepiej, ale prędzej by mi ręce oderwały, niż bym je stamtąd wyprowadził. Po chwili zostawiliśmy Topaz samą.

*Topaz*

Ledwo już widziałam na oczy przez łzy, więc puściłam rękę Louisa i wyszłam z sali. Tam od razu wpadłam w ramiona Liama. Katem oka zobaczyłam rodziców i najstarszą siostrę Louisa. Od razu jego mama wpadła do sali.

*5 dni później*

- Ale jak to go wybudzać?- zapytałam razem z Harry doktora, z którym właśnie rozmawialiśmy.
- Jakby to państwu wyjaśnić? Chodzi nam o to, żeby już nie był w śpiączce.
- Wiemy, o co chodzi, tylko nam chodzi o to, czy to jest na pewno dobry pomysł, miał być w śpiączce jeszcze kilka dni- westchnął Harry.
- To jest wręcz bardzo bezpieczne, proszę się nie martwić- zapewnił nas i wszedł do sali, w której leżał Louis. W szpitalu byliśmy tylko my, bo reszta poszła do mojego domu. Nawet rodzina Louisa się zmieściła. Może to rzeczywiście racja, że mamy ,,tak bardzo ogromny dom''. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, bo nigdy nie był pełny po brzegi. A teraz jeszcze chłopcy przyjechali z dziewczynami, wcześniej jeszcze babcia z Laylą i Adamem, czy jak mu tam było.
- Może zadzwońmy do reszty- zasugerował Harry.
- Wiesz, możemy, ale może lepiej to zróbmy, jak wybudzanie się powiedzie.
- No- oparł się głową o oparcie krzesła. Siedzieliśmy tak jakieś kilkanaście minut, kiedy z sali wyszedł znowu lekarz.
- I jak?- zapytał Harry.
- Organizm pacjenta zareagował korzystnie na podane środki, powinien wybudzić się za kilkanaście minut, może więcej.
- Od kiedy to tak działa?- zapytał go. Lekarz wzruszył ramionami i odszedł. Spojrzeliśmy po sobie i westchnęłam.
- Dzwoń- Harry wyjął telefon i wybrał numer Nialla.

*Louis- kilka godzin później*

Otworzyłem oczy, ale zaraz je zamknąłem. Wciągnąłem powietrze i powoli przyswajałem swój wzrok do mocnego światła. Rozejrzałem się lekko podnosząc głowę. Złe posunięcie. Głowa bolała niemiłosiernie. Aha, czyli, że jestem w szpitalu. No, przynajmniej nie umarłem. Pamiętam tylko tyle, że rozmawiałem z Topaz, a potem ktoś przywalił mi czymś w głowę. Zaraz, gdzie jest Topaz? Nagle do sali weszła moja mama w towarzystwie lekarza i pielęgniarki. Kiedy zobaczyli, że jestem przytomny, natychmiast podbiegli i zaczęli mi robić jakieś badania, czy coś. Poprosiłem, żeby zostawili mnie samego, więc wyszli. Mama została, ale udało mi się jej wreszcie pozbyć. Dosłownie minutę później wbiegł Harry z Liamem.
- Cześć stary- przywitali się.
- Hej- odpowiedziałem i wysiliłem uśmiech.
- Jak się czujesz?- zapytał Liam.
- Wiesz, powiem tak. Już nie chce mi się umierać, teraz tylko cholernie boli.
- Cieszę się, że jest lepiej- Harry zaczął się szczerzyć.
- Gdzie jest Topaz?- zapytałem.
- Sam nie wiem, jak przyszła policja to się zmyła.
- Co?
- Jemu chodzi o to, że... a nie ważne- westchnął Li.
Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy, gdy weszła do pokoju.
- Prokuratura chce załatwić wszystko polubownie i po łebkach. Prasie powiedzieli, że to jakiś rąbnięty antyfan- powiedziała z założonymi rękoma. Patrzyła tylko na mnie smutnym wzrokiem.
- Dokładnie tak- do sali weszła dwójka policjantów i jeden mężczyzna w garniturze.
- Marvolo Fleacher, miło mi poznać- przedstawił się.
- Fleacher nie podlizuj się- syknęła Topaz dalej na mnie patrząc.
- Jestem prokuratorem okręgowym, przydzielono mi sprawę tego jakże nieszczęsnego pobicia.
- Którego nie będzie- przerwał mu wyższy policjant.- Załatwimy tę sprawę po cichu, ty nie jesteś tu potrzebny.
- Przypominam ci, Winner, że nie masz za grosz wyczucia sprawiedliwości, i że kiedyś jeszcze będziesz przeprowadzał dzieci po pasach...
- Uspokójcie się- westchnął niższy. Jak sądzimy, panna Wagner- posłał jej olśniewający uśmiech.- Wyjaśniła panu o co chodzi.
- Sinnus, nie podrywaj jej- syknął Winner i Fleacher. Topaz tylko westchnęła i wzniosła oczy ku niebu.
- Słuszne spostrzeżenie Wagner, mamy wszyscy nadzieję, że nie będzie pan chciał tego rozgłaśniać. Oczywiście, Mathew St. Honor zostanie zatrzymany.
- Kto?- zapytał Harry.
- Sprawca zbrodni- wyjaśnił prokurator.
- Aha, dobrze- zgodziłem się i prokurator wyszedł z sali. Policjanci spisali moje zeznania do notatników.
- A cóż panna Wagner tam robiła?- zapytał Winner, a Topaz wzruszyła ramionami.
- Na pewno nic ci się nie stało?- zapytał ją Sinnus, a mnie zaczęła zżerać zazdrość.
- Tak, na pewno- odpyskowała mu, a on się głupio uśmiechnął.
- Oni się znają?- zapytał Liam.
- Powiedzmy, że mieliśmy przykry wypadek przed szpitalem- westchnął.
- Chciał mnie przejechać- wyznała Topaz Liamowi.
- Co?!
- Wcale nie- zaprzeczył młodszy policjant.- Stała na kopercie.
- Nie na kopercie, tylko obok, na chodniku. To ty nie umiesz jeździć, a do tego zarysowałeś karetce zderzak.
- To był przypadek- jęknął i zmierzyli się wściekłym wzrokiem. Kiedy policjanci wyszli, zostaliśmy w czwórkę. Nikt się nie odzywał.
- Ej, Hazza, chodźmy- Li szturchnął Harrego i wyszli, zostawiając nas samych. Po chwili Topaz powoli podeszłą do łóżka i zajęła wcześniejsze miejsce Liama. Bez wahania złapałem ją za rękę, a ona spojrzała na nią pustym wzrokiem i zobaczyłem, jak w jej oczach zalśniły łzy.
- Przepraszam- wyszeptała na mnie nie patrząc.
- Za co?
- To moja wina, że tu jesteś. Gdybym nie...
- Nie- szybko jej przerwałem.- To nie jest twoja wina. Tylko moja. Mogłem szybko cię stamtąd zabrać i nic by się nie stało.
- Możesz przestać?!- podniosła głowę i spojrzała na mnie.- Gdybym tam w ogóle nie poszła, nigdy i ty byś się tam nie znalazł. Wszystko byłoby dobrze. Chociaż w sumie, mogłeś zostać w Anglii. Po co tu przyjechałeś?!
- Już ci mówiłem.
- To nie jest żadna odpowiedź. Chciałeś sobie zrobić wycieczkę? Dobra,ale czemu tutaj?
- Też wiesz- wiem, że ją wkurzałem, ale nie było wyjścia.
- Wiem, czego chcesz- powiedziała.- Ale tutaj tego nie dostaniesz. Szukaj u Eleonor. Tam masz wzajemność pełną ręką.
- Ale ja nie chcę Eleonor- powiedziałem i lekko dźwignąłem się na łokciach.- Chcę ciebie...

*Amy*

- Idziemy?- zapytał Liam i podał mi rękę. Złapałam ją, pożegnaliśmy się z przyjaciółmi i wyszliśmy ze szpitala. Chcieliśmy się oderwać od tej przykrej rzeczywistości i nacieszyć się wreszcie swoim towarzystwem. Szliśmy jedną z parkowych alejek i w końcu usiedliśmy na ławce. Liam objął mnie ramieniem. Oparłam o nie swoją głowę. Siedzieliśmy kilka chwil w zupełnej ciszy.
- O patrz, wiewiórka- Li wskazał na jedno z drzew. Przyjrzałam się i faktycznie. Na jednej z gałęzi siedziała ruda wiewióreczka z zielonym liściem w ręku.
- Jaka śliczna- powiedziałam i uśmiechnęłam się. Liam przybliżył swoją twarz do mojej i pocałował. Złapałam jego twarz w obie dłonie i odwzajemniłam jego pocałunek. Nagle gwałtownie się odsunął.
- Coś się stało?- zapytałam zdziwiona.
- Nie, wstawaj, idziemy- złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę domu. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka. W domu była babcia Topaz oraz jej rodzice, kuzyni i Logan.
- Teraz idź do pokoju i przebieraj się.
- Ale po co?- zapytałam jeszcze bardziej zdziwiona.
- Zabieram cie na randkę- krzyknął na odchodnym i pobiegł po schodach na górę, a potem wbiegł do pokoju Nialla i Katy. Kiedy przyjechała reszta naszych przyjaciół, każda parka dostała swój pokój. Bo przecież nie będą się gnieździć w hotelu. Louis dostał własny, ale jeszcze w nim nie był, bo przecież jest w szpitalu, ale kiedy wyjdzie, ma mieć osobny pokój, bo do kogo by go dołożyli. Jakby się wreszcie pogodzili, to mógłby spać w pokoju Topaz razem z nią, ale nieee. Poszłam do swojego, który dzieliłam z Li, ale on, żeby dać mi chwilę prywatności, wparował do Niallera. Dobrze, że akurat był w szpitalu, bo chyba by mu łeb urwał. Nie spiesząc się, przebrałam się i wyszłam z pokoju. Liam już na mnie czekał.
- Pięknie wyglądasz- pocałował w policzek.
- Dzięki, to gdzie idziemy?
- Zobaczysz- wyjął zza pleców chustkę.
- Liam, wiesz, że tego nie lubię- powiedziałam twardo.
-Oj proszę- zrobił minę szczeniaczka, a ja westchnęłam. Podskoczył z radości i zeszliśmy po schodach. W tym czasie do domu weszli nasi przyjaciele. Topaz od razu wbiegła po schodach, a potem głośny trzask drzwiami.
Logan wybiegł z kuchni i wskoczył na Nialla, który go podniósł i trzymał na rękach.
- No i co? Całowali się?
- Nie wiem- przyznał blondyn, a mały zrobił smutną minę.
- Pójdę do niej- powiedziała Connie i ruszyła po schodach na górę.
- Dzieciaki, co się stało?- zapytała mama Topaz wychodząc do nas na korytarz.- Coś złego z Louisem?
- Złego na pewno nie- zapewnił ją Harry, a Niall w tym czasie posłał jej błagalne spojrzenie.
- Oj, widzę, że mój ulubiony głodomorek jest znowu głodny? Chodź do kuchni, zrobiłam ciasto.
- Jej- Niall z Loganem na rękach podskoczył.- Kocham panią, Pani Mamo- poszedł za nią, a Katy westchnęła.
- Pójdę za nim, żeby całej lodówki nie wyżarł.
Wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. My wyszliśmy z domu i na zakrętem, Liam założył mi chustkę na oczy. Nigdy nie lubiłam takich rzeczy, ale już co miałam zrobić? Po chwili Li wziął mnie na ręce.
- Liam, co ty robisz?!
- No co? Inaczej byś się skapnęła- powiedział i ruszył... nawet nie wiem gdzie. Po jakimś czasie postawił mnie i zdjął chustkę. Było już trochę ciemno. Pierwsze na co zwróciłam uwagę, to przepiękny zachód słońca na horyzoncie. Dopiero otem, skapnęłam się, że stoimy na dachu jednego z największych budynków w Londynie. Obok nas znajdował się koc, a na nim koszyk z jedzeniem.
- Podoba ci się?- zapytał Liam łapiąc mnie za rękę.
- Bardzo- założyłam mu ręce za szyję.- Dziękuję. To będzie na prawdę cudowna randka.
- Amy, bez kitu, czy któraś nasza randka nie była cudowna?- zaśmialiśmy się i usiedliśmy na kocu. Po zjedzonym ,,posiłku''' położyłam się na plecach, a Liam zrobił to samo. Objął mnie ramieniem i wpatrywaliśmy się w gwiazdy. Przypomniałam sobie, że pojutrze są Walentynki. Jak na 12 lutego było bardzo ciepło. Ciekawe... Do domu wróciliśmy gdzieś dobrze po północy. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się spać. Liam do łazienki wchodził po mnie więc już pewnie spałam, kiedy kładł się obok mnie.

*Connie*

- Topaz- powiedziała cicho stając przed drzwiami jej pokoju.
- Con, proszę, idź stąd- usłyszałam stłumiony głos przyjaciółki.
- Nie, proszę wpuść mnie- usłyszałam głośne westchnienie.
- Wchodź.
Otworzyłam drzwi. W pokoju panował idealny porządek. Tylko na stole leżały pootwierane jakieś książki. Topaz siedziała na łóżku z laptopem na kolanach. Jej oczy były trochę czerwone. Usiadłam na krześle na przeciwko niej.
- Czemu nic mi nie powiedziałaś?- zapytała nagle.
- Czego?
- ,,Zayn Malik od dłuższego czasu spotyka się z kuzynką jego przyjaciela, Harrego Stylesa. Razem z Connie tworzą wzór pary, zaraz po Amy Stepherd i Liamie Paynie. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że Malik zostanie ojcem...'' bla, bla , bla- przeczytała.- Tego, kiedy ja miałam się dowiedzieć?
- Chcieliśmy powiedzieć tobie i Amy, dopiero kiedy to całe zamieszanie z Louisem się wyjaśni.
Na dźwięk jego imienia westchnęła.
- Topaz, co się stało?
- Nic,czemu pytasz?
- Bo cię znam i wiem, że normalnie się tak nie zachowujesz.
- Nic się nie stało- powiedziała patrząc w ekran laptopa.
- Pocałował cię?- podniosła wzrok.
- Tak.....

------------------

To by było na tyle. Od tego czasu nie wiem, kiedy coś dodam, bo zaczyna się szkoła. Na pewno rozdziały będą rzadziej. Zapewne późnymi popołudniami, albo w ogóle w weekendy.
  • awatar Maalik.: Lou ;((((( kurcze ! no ! Topaz , ogarnij się ! on cię kocha ! kurde no ! uh , zdenerwowałam sie! odrabiam lekcje , ale musiałam czytnać ! bo normalnie miałam depresje ! Amy i Liam ! <3<3 uh , jaka randka ! Connie w ciąży ! ? łoł ! Katy nie jest jedyna ;D pocałowali się *___* wreszcie ! no i nich wreszcie się poogodzą ! proszę! wreszcie razem ! nie znęcaj się już nad nimi ! proszę! no ! i kurde , rzadziej rozdziały ?! ale jak to ?! no ?! uh ! kumam , ale ... no ! czekam na kolejny , mam nadzieję że w ten weekend !
  • awatar psstt...: a żeś nabroiła z tym wypadkiem! Lou :( Ej oni muszą się pogodzić! ja nie wiem dlaczego do tego jeszcze nie doprowadziłaś! ? :> pisz szybko kolejny! kiedy tylko będziesz miała czas! ;) kocham! <3 ;*
  • awatar My dreams, my life: :O Trochę się tu działo O.o Świetny rozdział ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

wanka48
 
milutka98
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Jak Wam mija pierwszy września? Pierwszy, czyli skończyły się nasze wakacje Ja to ogólnie masakra, siedzę w domu, bo na dworze zimno, że się boję nos za drzwi wystawić Ramię tak mnie boli, że nie mogę utrzymać szklanki w lewej ręce. Standard, nie? Wy też macie dzisiaj takie szczęście? Jedyny plus, że słucham sobie Eski i piszę rozdział To taki weekend nawet w miarę Pozdrawiam
Wasz Vanish@
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

maalik
 
wanka48
 
Kiedy rozdział ?! No !?
  • awatar Back For You ;*: @Vanish♥: No! Musisz dodać nowy! Jutro! ;D
  • awatar Vanish♥: @Charlie!.♥: a u ciebie kiedy nowy? dobra, wiem, że dodałaś dzisiaj, ale i tak musze spytać :)
  • awatar Charlie!.♥: @Vanish♥: Pisz! pisz! bo ja tez kcem rozdzaił :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
*Rozdział 29*

*Louis*

Zapukałem do drzwi. Wiem, długo myślałem, ale muszę to zrobić. Po prostu jej to powiem. Od razu kiedy wysiadłem z samolotu wsiadłem do taksówki i pojechałem pod adres wskazany przez Amy. Długo męczyłem, zanim mi powiedziała, ale to było ważne. Otworzyła mi drzwi. Była taka piękna. Czas nic nie zrobił z jej piękną twarzą i brązowymi oczami. Była tylko jakby trochę pozbawiona życia.
- Matko Boska, Louis- powiedziała na jednym tchu. Była bardzo zdziwiona.Nie dziwię jej się.
- Hej Topaz, długo się nie widzieliśmy- przez cały czas myślałem, co jej powiem, ale teraz kompletnie wyleciało mi to z głowy. Cóż trzeba będzie lecieć na spontanie.
- Tak, jakieś 11 lat. Zgubiłeś się?
- Nie, ja... chciałem porozmawiać.
- O czym?
Już otwierałem usta, żeby wyznać, to co czuję, kiedy usłyszałem głos.
- Mamo! Już jesteśmy- mały chłopczyk podbiegł do nas i przytulił się do nogi Topaz. Mamo?! Co to ma być?! Ona ma dzieci?!- Narysowałem z Victorem w szkole obrazek, pokazać ci?
- Tak, idź do kuchni kochanie, zaraz przyjdę- odpowiedziała i doszedł do nas drugi chłopak. Miał może z 11 lat.
- Jezu, co za ciołek- prychnął.
- Sam jesteś ciołkiem!- wykrzyknął młodszy. Starszy popchnął go.
- Michel, nie bij brata- skarciła go Topaz. Przyglądałem się temu wszystkiemu z otwartą buzią. Co to ma być? Czkałem tylko na gwóźdź do trumny. Haha, nadszedł sekundę później.
- Kochanie, jadę do pracy. Pa- wysoki mężczyzna wsiadł z powrotem do samochodu i odjechał. Cholera jasna, przecież to był ten gówniarz, gnojek i menel Dax.
- Widzę, że ci się ułożyło- powiedziałem cicho.
- Można tak powiedzieć- odpowiedziała patrząc w ziemię.
- To dobrze, cieszę się- powiedziałem.
- A jak u ciebie? Słyszałam o tym, co się stało, przykro mi- wyszeptała.
- Ee, tam prędzej czy później to musiało się stać- chodziło nam o to, że po tym, jak wróciła do Paryża 11 lat temu pokłóciłem się ostro z Harrym. Liam nie mógł tego znieść, więc odszedł z zespołu. Potem to już nie było to samo. Zayn i Niall byli bez życia, nawet po tym, jak Katy urodziła córkę. Oni też odeszli. Harry nie chciał mnie znać, więc nasz zespół rozwalił się na dobre i koniec bajki.
- Może wejdziesz?- zaproponowała i wpuściła mnie do środka. Usiedliśmy w salonie. Topaz zaparzyła kawy.
- To był Dax, prawda?- zapytałem, bo nie mogłem się powstrzymać.
- Tak- westchnęła.- Rozumiem, że jesteś zaskoczony.
- Trochę tak, ale mogłem to przewidzieć. Ile mają?- zapytałem wskazując na zdjęcie dwójki chłopców na kominku.
- Michael 11, a Mason 8- w tym czasie do salonu weszło rodzeństwo. Mason podał jej zeszyt.
- Co masz?
- Oceny na semestr- powiedział z uśmiechem. Michael westchnął i usiadł obok mnie.
- A ty co?- zapytała Topaz, a on wyjął zza pleców zeszyt. Ona kiwnęła mi głową i wziąłem zeszyt od jej syna. Cholernie trudno mi to wymówić, nawet w myślach.
- Brawo, jestem z ciebie dumna synek- Topaz pocałowała młodszego syna w policzek, a on się przytulił.
- No to mów, jedynka, dwója, trója, co dzisiaj?- zwróciła się do Michaela.
- A on co ma?- zapytał i wskazał na młodszego brata.
- Ja mam opisowe, ale pani mówi, że same piątki.
- A ja to ogólnie tróje i dwóje- spojrzał mi przez ramię na zeszyt, który trzymałem w rękach.
- Francuski, trzy, matematyka, trzy mniej, no, ale z w-f jesteś proszę, mistrzem, szósteczka- pochwaliłem.
- Nie podburzaj go- powiedział Topaz do mnie.
- To mnie pan pocieszył. Więc szybko, szlaban, ile? Tydzień, dwa?
- Miesiąc.
- Co?!
- Michael, prosiłam cię. Tacie powiedziałeś, że jesteś nauczony i wszystko poprawisz i co?
-No, ale mamo- powiedział błagalnie.
- Żadne ale Mitch. To był ostatni raz, kiedy ci pozwoliliśmy na za wiele, jasne?
- Dobra, teraz się poprawię, przysięgam- powiedział.
- Aha, ja znam to twoje przysięgam- zaśmiała się.
- A kim pan jest? Zabił pan kogoś?- zapytał Mason.
- Mason!
- Nie, dlaczego?
- Bo przyszedł pan we wtorek. Ludzie przychodzą we wtorek, żeby prosić mamę o pomoc w sądzie, tak? Bo kogoś zabili?- upewnił się.
- Tak synku, ale pan przyszedł w innej sprawie.
- To kim pan jest?- zapytał zaciekawiony Michael.
- Dawnym kolegą mamy- odpowiedziałem.
- Aha fajnie, to może zna pan takiego Louisa, co...
- Michael, wystarczy, do pokoju- ucięła Toapz.
- Ale co ja powiedziałem? Może by się wreszcie zainteresował.
- Skończyłeś na dzisiaj, do pokoju odrabiać lekcje, szybko!
- No dobra, miło było poznać.
Rodzeństwo wyszło z salonu.
- O co mu chodziło?
- Nie wiem, o czym mówisz- wstała i wyszła do kuchni.
- Powiedział, że pewnie znam Louisa, o co mu chodziło? Louis, to przecież ja.
- No co ty? Chodzi o to, że... Michael nie jest synem Daxa, i o tym wie.
- No to niby kto jest jego ojcem?
Spojrzała mi w oczy, oczami pełnymi bólu.
- Ty...
*************************************************

Obudziłem się z krzykiem cały zlany potem. Ojcem? Nie, to przecież niemożliwe. My jeszcze nie... No ten, tego. Spojrzałem na zegarek. 020. Topaz pewnie teraz dolatuje do Paryża. Cholernie mi jej brakuje. Chociaż wiem, że to koniec. Chciałbym jeszcze raz zobaczyć jej oczy, uśmiech, poczuć, że mam ją blisko siebie. Muszę to naprawić. Wyczołgałem się z łóżka.
- Ale jak?- spytał Li przy śniadaniu.- Przecież następny samolot jest za tydzień. To nie ma sensu, tak długo czekać. Pomyślą, że dopiero wtedy sobie przypomnieliśmy.
- No w sumie- wydukałem i wpakowałem do ust łyżkę płatków.
*kilka minut później*
Harry wypluł jedzenie na stół.
- Na serio śniło ci się, że ma dziecko?!
- Nom.
- Wow, stary, serio jesteś zdesperowany- zaśmiał się, wstaliśmy jako ostatni od stołu i pojechaliśmy do studia na próbę.
Cały czas byłem rozkojarzony. Nie mogłem się na niczym skupić. Z Liamem nie było lepiej. Ten to się na słowach piosenki nie mógł skupić. Kiedy wróciliśmy do domu, naszedł nas genialny pomysł.

*następny dzień*

- Prognozuję, ten pomysł nie jest już taki genialny- powiedział Liam i przełknął ślinę.
- Wycofujemy się?- zapytałem i oboje pokiwaliśmy głowami. Już się cofaliśmy, ale Harry i Niall znowu nas popchnęli.
- Najn!!!!!- wykrzyknął Niall.- Macie tam płynąć i koniec dyskusji!- wepchnęli nas na tę płynącą klatkę bez wyjścia.
- Jak utoniemy, to będzie wasza wina- zawołał Liam.
- Zaczynasz panikować jak Zayn- gwizdnął Harry i pomachali nam.
- No to gdzie panienki sobie życzą?- zapytał nas stary, pomarszczony mężczyzna z okularami z grubymi szkłami.
- Na Zatokę Biskijską- powiedział wolno Liam.
- Co mi panienka tu mówi?- zawołał. Czyli chyba też nie dosłyszy.
- Pan się na Francję kieruje- krzyknąłem mu do ucha. Pokiwał głową i wyszczerzył do mnie żółte zęby.
- Zbiera mi się na wymioty - powiedział mi do ucha Li. Wyszliśmy na dziób tego malutkiego stateczku i patrzyliśmy na ocean, który rozciągał się przed nami. To był najgorszy pomysł w moim życiu. Kiedy dopłyniemy, musimy przeżyć starcie, jakie przed nami.

*Liam- następny dzień*

- Wreszcie, ziemia, jest taka piękna- westchnąłem i z ulgą zszedłem z trapu na port.
- Muszę do toalety- piszczał mi Louis do ucha.
- Ughhh... ale mi się majty wpijają- powiedział pan Jędruś? (tak nam się przedstawił) i zszedł na port obok mnie- Mogłaby mi panienka pomóc?- nadstawił swoje pośladki.
- Louis- pisnąłem przerażony- Louis, szybko spadajmy stąd, zapłać mu i idziemy.
Louis miał ze mnie niezły ubaw.
- No to jedziemy- powiedział i wsiedliśmy do taksówki.
- Na serio wyglądam jak dziewczyna?- zapytałem, kiedy samochód ruszył. Lou zmierzył mnie wzrokiem od góry w dół.
- Nie- rzucił krótko i zaczął wyglądać przez okno.
- Czemu ty nie mogłeś prowadzić?
- Zwariowałeś?- Lou znowu na mnie spojrzał.- Tu jeżdżą prawą stroną ulicy, chcesz, żebym spowodował jakiś wypadek?
- Tak, Lou, wiem, po której tu jeżdżą, po prostu odwrócisz sobie o 180 stopni i już.
- Jak tak łatwo, to proszę bardzo- burknął.
Po kilku godzinach dojechaliśmy do Paryża. Wysiedliśmy z taksówki przed hotelem i poszliśmy się zameldować. W pokoju były dwa łóżka, szafa, telewizor, stół, 4 krzesła i kilka i innych rzeczy. Oczywiście łazienka też była. Było około godziny 130. Przespaliśmy się dwie godziny, żeby chwilę odpocząć. Potem poszliśmy do jakiegoś pobliskiego supermarketu. Louis poszedł do stoiska z warzywami, a ja skierowałem się w stronę słodyczy. Kiedy wszedłem z alejkę, zamurowało mnie. W drugim końcu alejki stała Amy! Wydawało mi się, że kupowała żelki, ale byłem zbyt przerażony i zaskoczony w jednym, żeby podejść. Nie zauważyła mnie. Poszła dalej, a ja dopiero wtedy odzyskałem czucie w nogach.
- Idziesz?- zapytał Louis z siatką pełną marchewek. Pokiwałem tylko głową, ale się nie ruszyłem. - Nie martw się, może jeszcze ją zobaczymy.
Zapłaciliśmy i poszliśmy do hotelu.

*następny dzień*

Właśnie wychodzimy z hotelu. Kierujemy się w stronę domu, w którym obecnie mieszkają dziewczyny. Kiedy byliśmy już przy znanym nam domu, zrobiliśmy głębokie wdechy. Zapukaliśmy do drzwi. W tym czasie wróciły do mnie wszystkie wspomnienia, jakie przeżyliśmy w czasie pobytu tutaj. Pierwszy spacer, wypadek Amy, pocałunek w tym strasznym korytarzu w najciemniejszej części domu. Jak mogłem być tak głupi i pomyśleć, że spotkanie z Danielle w tamtej kawiarni coś zmieni? Drzwi otworzył nam starszy mężczyzna w okularach. Miał na sobie fartuch cały upaćkany mąką.
- Dzień dobry- przywitałem się trochę zdziwiony.
- Panowie są...?- zapytał zmęczonym głosem. Nie za bardzo wiedziałem, co mam odpowiedzieć.
- Bernhard- zawołał piskliwy głosik w kuchni.- Gdzie ty się podziewasz. Muszę wstawić Liama i Louisa do pieca- zawołał.
Spojrzeliśmy po sobie przerażeni. Co?!
- Liam- zawołał Logan i przebiegł przez korytarz. Wskoczył na mnie i mocno się przytulił.- I ty- dodał patrząc na Lou.- Spokojnie Bernardzie, oni przyszli do mnie.
,,Bernhard'' kiwnął głową i wrócił do kuchni.
- Bernhard, to taki jakby służący mojej babci. Wszędzie go ze sobą wozi. Przyjechali parę dni temu z moją kuzynką i kuzynem. Nie przepadam za nimi, ale co mam zrobić- westchnął i pociągnął nas za sobą do kuchni.- Teraz robimy ciastka. Tamte już są zrobione- wskazał na tacę z ciastkami.
- Ty, patrz- Lou zaczął cieszyć się jak głupi.- Mały Harry- wziął jedno z ciastek do ręki i zaczął nim chodzić po blacie kuchennym.
- Matko, co za dziecko- westchnął Logan.- To się robi tak- wziął małego Nialla i pokazał Louisowi.
- Bernhardzie, gdzie jest babcia?- do kuchni wszedł drugi chłopak. Jak się domyślałem, to był kuzyn Logana.
- Milejdi poszła razem z wnuczką Laylą na zakupy. Kazała przekazać, że wróci późno i panicz ma iść spać punktualnie o 210.
Logan przedrzeźniał pana Bernharda, a po tym ostatnim tylko prychnął.
- A ty z czego się tak cieszysz?- zapytał go wyniośle kuzyn. Spojrzał na nas i lekko się uśmiechnął.- Cześć, nazywam się Adam, może chcecie się ze mną pobawić?
- Ej, ej, ej- Logan zastawił nas małą rączką.- Adam, spadaj, to moi kumple.
- Twoi?- zapytał ze sceptyzmem. My pokiwaliśmy głowami. On prychnął i wyszedł z kuchni, Logan wybuchł niepohamowanym śmiechem.
- Co za młot- spojrzał na nas przerażony.- To znaczy.... yyy..... ojoj, nie mogę się z nim dogadać- przyznał z niewinnym uśmiechem.
- Ej, Logan, możesz się przy nas zachowywać normalnie- powiedział Louis.
- Ale nie powiecie nic Amy i Topaz?... To dobrze.
- Są w domu?- zapytał.
- Amy na 90%, a Topaz nie jestem pewien. Może tak- wzruszył ramionami i wtedy do kuchni weszła Amy. Gdy mnie zobaczyła, jej źrenice rozszerzyły się do maksimum.

*Amy*

Zamarłam. Co oni tutaj robią?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- Hej Amy- wyszeptał Li. Ja wybiegłam z kuchni i pobiegłam po schodach. On pobiegł za mną i złapał mnie za rękę.
- Proszę zaczekaj- powiedział patrząc mi w oczy.
- Nie, puść mnie- krzyknęłam, ale on mocno mnie trzymał.
- Nie zamierzam, puki mnie nie wysłuchasz- westchnęłam.
- Czego chcesz?!
- Porozmawiać- albo mi się wydawało, albo w jego oczach zebrały się łzy.

*Louis*

Miałem zamiar iść do toalety, ale usłyszałem Liama i Amy, którzy rozmawiali na schodach. Nie chciałem podsłuchiwać, ale samo tak jakoś sobie wyszło.
Liam cały czas przekonywał ją, że ta domniemana zdrada, nigdy się nie wydarzyła, ale ona nie chciała go słuchać. W końcu stało się coś, czego nawet ja bym nie podejrzewał. Li rozkleił się i zaczął.... płakać! Tak, serio, płakać. Usiadł na tych schodach i nawet nie zwracał uwagi, czy ona go słucha. Wpatrywała się w niego jakby był jakimś dziełem sztuki, wartym miliony, i może rzeczywiście, dla niej był.
- Amy... ja... przepraszam- mówił, pomiędzy krwotokami łez. Tylko cały czas zanosił się spazmatycznym płaczem.- Wcale... nie... chciałem... tego... To Dan... Jej wina... że to... się... w ogóle... stało... Jesteś... najwspanialszą... kobietą... w moim... życiu... Błagam... cię... wróć... do... mnie... Nigdy... nie... znajdę... sobie... kogoś... lepszego...- kolejna chwila ciszy która zakłócał jego płacz.- Bez ciebie... moje życie jest... puste...
Amy nie mogła wydobyć z siebie słowa. Położyła rękę na jego plecach. On odwrócił się i spojrzał na nią czerwonymi oczami. Wstał i spojrzał jej w oczy.
- Liam........................ wybaczam- powiedziała, a oczy Li rozbłysły.- Wybaczam- powtórzyła już ciszej, a Liam wziął ją w ramiona. Obrócił się z nią wokół własnej osi i zaczęli się całować.
- Matko, tylko żeby z nich nie spadli- wyszeptał Logan stojąc tuż przy mnie. Aż podskoczyłem.- No dobra dzieci, kończymy czułości, Bernhard wyjmuje ciastka- zawołał, a nasza parka odskoczyła od siebie.

*Amy*

Siedzieliśmy przy stole i jedliśmy przepyszne ciastka. Louis i Logan bawili się miniaturowymi One direction w dom.
- Och, Louis, jesteś taki przystojny- wypiszczał Louis miniaturowym Harrym, a potem złączył ich usta,
- Fuj, Louis to obrzydliwe- Logan był zdegustowany.- Czy ty się nigdy nie całowałeś? Ehh, co ta moja siostra w tobie widziała- pokręcił tylko głową.
- Właśnie, Topaz jest w domu?- zapytał mnie Lou.
- Nie, wyszła kilka chwil przed waszym przyjściem. Nie wiem, gdzie jest. Mówiła, że musi coś załatwić.

*Katy*

Siedziałam z Niallem na kanapie. Rozmawialiśmy o Zaynie i Connie. Bez przerwy się kłócą. Już nie mogę tego wytrzymać. Teraz znowu. Byli w kuchni. Potem Zayn pobiegł na górę, a chwilę później, w jego ślady poszła Connie.
- Oni się nigdy nie uspokoją- westchnęłam.
- Musimy mieć nadzieję- Niall pocałował mnie w czoło.- Nie martw się kochanie, to szkodzi naszemu dziecku- słodko się uśmiechnął. Cieszyłam się, że go mam.

*Connie*

Weszłam do pokoju. Zayna nie było w środku, ale podejrzewałam, gdzie jest. Wyszłam na balkon. Nie myliłam się. Znowu palił te swoje ohydne papierosy. Chciałam już mu powiedzieć, ale nie. Nie będę znowu zaczynać kłótni.
- Nie pal- wyszeptałam. Tylko na mnie spojrzał i zaciągnął się.- Nie pal przy dziecku- dodałam, a on na mnie spojrzał. Wyrzucił peta za barierkę i podszedł do mnie. Wziął mnie w ramiona i zaczęliśmy się całować.

*Topaz*

Zrobię to... Prosta decyzja... Pójdę tam i raz na zawsze pozbędę się tych przygłupich snów. Teraz nawiedzają mnie codziennie. Przerażenie w oczach Lou wyżłopało sobie stałe miejsce w moim umyśle. Paryż pogrążył się w całkowitej niepogodzie. Przed deszczem nie mógł się ukryć żadem Paryżanin. Szłam ze słuchawkami w uszach. Kaptur bluzy naciągnięty na głowę do granic wytrzymałości i tak nie mógł przeszkodzić kroplom deszczu przesiąkających moje włosy. W końcu się zatrzymałam. Zrobiłam głęboki wdech.
- Chyba naprawdę zwariowałam- powiedziałam do siebie i przeszłam przez zardzewiałą furtkę. Ogród, niegdyś piękny, bo pielęgnowany przez najlepszą kwiaciarkę w Paryżu, moją matkę, teraz zarośnięty chaszczami i chwastami. Na dębie, w środku ogrodu dostrzegłam domek na drzewie, w którym kiedyś bawiłam się z koleżanką. Spojrzałam po oknach. Miałam pewność, że pod tym adresem już nikt nie jest zameldowany. Nie daje mi to bezpieczeństwa, ale na więcej nie mogę tu liczyć. Chwyciłam klamkę, ale zaraz ją puściłam. Może to nie jest dobry pomysł. Jednak muszę. Nie mogę tak żyć. Pociągnęłam na klamkę i popchnęłam drzwi.
Dużo się nie zmieniło. Chociaż nie... Było gorzej. W całym domu panował zaduch i niemiła atmosfera. Dobra, nie bawmy się w uprzejmości. Jest strasznie. Weszłam powolnym krokiem do salonu. Wszystko porozwalane. Poduszki na kanapie w strzępach. Kiedy podeszłam do kominka, to mnie zamurowało. Moje zdjęcie? Zdjęcie, na którym jestem ja, mama i tata, W sensie, prawdziwi mama i tata. Na zdjęciu mam cztery lata. Doskonale pamiętam, kiedy zostało zrobione. Dokładnie kilkanaście dni później, wszystko się zwaliło. Ojciec stracił pracę, zaczął pić, w tym samym bić mnie i mamę. Zdziwiło mnie to, że wszystkie figurki na kominku było połamane i rozbite, ale zdjęcie w ramce, w nienaruszonym stanie. Nawet nie wiem, czy było zakurzone. Wyszłam stamtąd i poszłam po skrzypiących, starych deskach przez korytarz. Na końcu kuchnia, ale tam nie wchodziłam. Na wejściu leżało połamane krzesło więc wolałam nie próbować tam się dostać. Weszłam po schodach na górę, gdzie znajdował się tylko jeden pokój. Mój pokój. W środku też nie panował idealny porządek, ale przynajmniej nie było tak,ja na dole. Moje małe łóżeczko, na którym leżał ukochany miś. Kiedy przyszła opieka społeczna, kobieta, która mnie pakowała, zapomniała o nic. Przepraszała i potem kupiła mi innego. Nie był tak sam, ale doceniłam, że się starała. Wzięłam miśka w ręce, ale potem go odłożyłam. Podeszłam do firanki w misie, która po tylu latach, zamiast biała, była żółta.
- Nie powinnam była tu przychodzić- powiedziałam do samej siebie i zamarłam.
- Jestem tego samego zdania....

---------
Ta dam, i jak myślicie? Co będzie dalej? Czekam z niecierpliwością na Wasze opinie i komentarze
  • awatar Lou <3: rozwaliłaś mnie tym początkiem. po prostu zawał :D jak można kogoś tak straszyć hę?? dobrze, że to sen :) Amy i Liam awww... ^^ słodko :P końcówka? kolejny zawał drugi w ciągu jednego rozdziału moje serce i psychika tego nie wytrzymuje xD
  • awatar My dreams, my life: Tak się wczytałam, że się normalnie przestraszyłam pod koniec.... Rany.... Nie tylko pod koniec... Jak to można dwa razy kogoś tak przestraszyć .? Jak ja się cieszę, że tamto było snem;D Świetny rozdział ;DD
  • awatar Carrots:*: Ten sen Louisa... OMG!!! Jak dobrze, że to tylko sen...:) Ja pierdzielę, ale ty masz kobieto talent... Dlaczego właśnie ty??? Ja się pytam!!! Ile ja bym dała, żeby moje rozdziały były takie wciągające..:) Jesteś WIELKA!!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
*Rozdział 28*

*Louis*

Wszedłem na palcach po schodach i kiedy stanąłem przed jej drzwiami zrobiłem głęboki wdech. Lekko otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. W pokoju panował porządek oprócz kilku spakowanych po brzegi toreb. Czyli na prawdę chce wyjechać. Nie przeżyję, jak wyjedzie. Podszedłem do łóżka. Wpatrywałem się w jej niespokojną twarz.

*Topaz*

Obudziło mnie głaskanie po policzku. Przeraziłam się, jednak nie otworzyłam oczu. Poczułam muśnięcie ustami na czole. Doskonale znałam zapach tych perfum. Tylko jedna osoba, jaką znam, takich używa. Z ciągnęłam brwi i od razu owa osoba zabrała rękę z mojego policzka i odeszła od łóżka. Słyszałam to, jak potyka się o kartony i kiedy dociera do drzwi delikatniej je otwiera. Szybko podniosłam się do pozycji siedzącej i zlustrowałam wzrokiem pokój. Drzwi były całkowicie w cieniu, ale wiedziałam, że tam stoi.
- Louis?- zapytałam niepewnie, starając się nie patrzeć na drzwi. Nie dopowiedział mi. W moich oczach, jak co noc zresztą, zebrały się łzy. Położyłam się znowu na łóżku i kilka z nich wypłynęło, mocząc poduszkę. Ciche otwieranie się drzwi i kroki na korytarzu, to ostanie co zapamiętałam przed ponownym zaśnięciem, ale w tamtej chwili sen, to była ostatnia rzecz, jakiej chciałam.

*Amy*

- Ile razy mam ci mówić?! Nie odbieram telefonu, bo nie mam na to po prostu ochoty!- krzyczałam do telefonu idąc przez ulicę. Ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę i ciężko wzdychali, ale mnie to w tamtym czasie mało obchodziło.
/- Nie wrzeszcz na mnie! Mam już dość twoich humorów! Spotkamy się?
- Czy ty mnie słuchałeś? Nie, nie spotkamy, muszę coś przemyśleć.
/- Powiedz mi po prostu, że chodzi o tego głąba Liama- zadrwił.
- Nie obrażaj go!- krzyknęłam i ugryzłam się w język. Nie powinnam była tego powiedzieć.
/- Czyżby stało się coś, o czym nie wiem?
- Nie- odpowiedziałam.
/- Akurat, powiedz, jak już będziesz mi wierna. Do tej pory, koniec- rozłączył się.
Stałam na środku chodnika jak wryta i zaczęłam iść w stronę, którą na początku podążałam. Wracałam akurat z uczelni. Załatwiłam wszystkie papiery i byłam gotowa do przeprowadzki. Tylko jeszcze muszę spakować ostanie rzeczy. Skręciłam w prawo, w stronę dobrze znanej mi dzielnicy. Bez pukania weszłam do środka. Przeszłam przez korytarz, na którym walały się zabawki znajomego 5-latka. W salonie i kuchni nikogo nie było, więc postanowiłam zaczekać w tym drugim.
- Logan! Ile razy mam ci powtarzać, że masz zbierać swoje graty?!- do kuchni wbiegł Nathan. Na mój widok się zatrzymał i cały sczerwieniał.
- O.. eee. cześć Amy- jąkał i w tej chwili wszedł także Jake z jakąś dziewczyną.
- Hej Amy- przywitał się wesoło.- Poznaj moją narzeczoną, Melani, Mel, to jest Amy, przyjaciółka mojej siostry- przywitałam się z dziewczyną.
- Narzeczona? Dopiero teraz się dowiaduję?
- Jakoś wcześniej nie było okazji- zaśmiała się Melani. Uściskałam ich oboje.
- Gratulacje, strasznie się cieszę.
- No my też- odpowiedział Jake.
- Wszyscy się cieszą, a ja chyba zaraz z tego waszego szczęścia się porzygam- skwitowała moja przyjaciółka wchodząc do pomieszczenia.
- No, nie tylko ty- burknął Nathan i oboje oparli się plecami o blat stołu.
- Jesteście po prostu zazdrośni- westchnął Jake, a oni pokazali mu języki. Ja się tylko zaśmiałam.
- Idziemy?- zapytałam moją przyjaciółkę, a ona pokiwała głową. Już wychodziłyśmy z kuchni, kiedy zatrzymał nas głos Jake'a.
- Hej, młoda, wiesz, co masz wziąć.
Topaz westchnęła i wyciągnęła rękę w stronę brata. On położył na niej jedno jabłko i uśmiechnął się promiennie.
- Zadowolony?- spytała starszego brata, a on pokiwał głową.
- Tylko chcę usłyszeć, że faktycznie to zjadłaś- powiedział na mnie patrząc i wyszłyśmy z domu.
- Przewrażliwiony jest i tyle- skwitowała wgryzając się w owoc.- Jest przekonany, że jeszcze ,,nie zmądrzałam'' i cały czas się głodzę. Nie mam żadnej anoreksji na Boga. Czy on tego nie rozumie?
- Martwi się po prostu- powiedziałam. Usiadłyśmy na ławce w parku.
- Jest zdania, że cały czas nie mogę się pozbierać po rozstaniu z Lou. Myli się, od razu się pozbierałam i teraz czuję się świetnie.
- Wspaniale, czyli nie wyjeżdżasz- uśmiechnęłam się.
- Nie przeciągaj struny- szybko mi przerwała i zrobiła tę swoją minę w stylu: ,,Lepiej nic nie mów, bo nie jestem w nastroju''.
- Okej, skoro tak- skwitowałam.
- Louis był u mnie w nocy, a właściwie nad ranem- wyznała cicho.
- I co? Całowaliście się?
- Co?! Nie, zgłupiałaś?
- No to może tylko ci się przyśniło- zasugerowałam.
- Nie mam aż tak realnych snów- powiedziała.
- Co się wtedy stało?
Opowiedziała mi o tym i aż zachłysnęłam się powietrzem.
- Jak myślisz, czego chciał?
- A skąd ja to mam wiedzieć?- odpowiedziała mi pytaniem.
- Hejka dziewczyny- przywitał się Liam i usiadł obok nas.- Co tam?
- Spoko- odpowiedziała moja przyjaciółka.
- Ej Li, możemy cię o coś spytać w zaufaniu?- zapytałam.
- No pewnie, o co chodzi?- zapytał zaciekawiony.
- Gdzie Louis był nad ranem?- wypaliłam szybko, a Topaz zmiażdżyła mnie wzorkiem.
- W łóżku? Nie wiem, zapewne w domu, a co?
- A, tak tylko pytam.
- Faktycznie, obudziło mnie jakby bieganie po domu około 050, ale nie sprawdzałem.
- Aha- spojrzałam porozumiewawczo na Topaz.
- To dalej chcecie wyjeżdżać?- zapytał.
- Skąd o tym wiesz?- zapytała Topaz, a on wzruszył ramionami.
- Nathan mi coś napomknął.
Pożegnaliśmy się i poszedł.
- Brawo, zachowałaś pełen spokój- pochwaliła mnie Topaz.
- Daj mi spokój, on dla mnie nic nie znaczy- ona tylko pokiwała głową. Powiedziałam jej o rozmowie z Anselem przez telefon.
- Co za ciołek- skwitowała.- Ale przyznać mu trzeba, jest wyjątkowo spostrzegawczy.
- Spadaj- szturchnęłam ją.- Dziwię się, że Dax jeszcze się nie skapnął.
- O czym?- zapytał.
- O wilku mowa- mruknęłam.
- O niczym- zapewniła go Topaz.Dax usiadł na miejscu, które kilka chwil temu zajmował Liam. Po sekundzie Topaz dostała SMS-a. Odebrała.

*Topaz*

,,Możemy pogadać?''
,,Mogliśmy pogadać nad ranem, nie?''- odpisałam mu. Nie odczekałam się odpowiedzi. Westchnęłam. ,,Przepraszam, ale jestem bardzo zajęta. Nie gniewasz się?''
,,Nie, spoko''- Lou odpisał, a ja schowałam telefon.
- Kto to?- zapytał Dax. Cholera, czy on musi być taki wścibski.
- Nikt ważny, z uczelni- kłamałam jak z nut. Nie mogłam mu powiedzieć prawdy. Wstałam i zwróciłam się do przyjaciółki.- Amy, musimy już chyba lecieć. Jeszcze trzeba się spakować.
- Wyjeżdżacie gdzieś?- zapytał Dax. Mam stanowczo zbyt długi język.
- Yyy... tak- odpowiedziałam i Amy wstała.
- Gdzie? Czemu nic nie powiedziałyście? Na ile?
- To wyszło bardzo spontanicznie. Niestety, nie możemy tego odwołać.
- No, ale gdzie?
- Do Paryża.
- Odwiedzić rodzinę?
- Mniej więcej.
- Mniej, czy więcej?- dopytywał się. Amy nie wytrzymała.
- Do Paryża, zamieszkać, na stałe!
- Co?!- Dax zakrztusił się wodą, którą akurat pił.- Kiedy chciałaś mi powiedzieć?- naskoczył na mnie.
- Już mówiłam, to było niespodziewane i nie mogę zrezygnować.
- A pomyślałaś, co będzie z nami? Czy może chciałaś mnie rzucić? Tylko mi nie mów, że Louis jedzie z tobą.
- Odwal się od Louisa. Czego się tak na niego uwziąłeś, co? Jedziemy we dwie, żeby nareszcie się od tego uwolnić.
- Ode mnie też?- zapytał z wyrzutem. Chciałam już kończyć tą rozmowę. Wiedziałam, że postąpiłam nie fair, nic mu nie mówiąc, ale nie chciałam, mu mówić.
- Dax, to nie jest tak...
- Oooo doprawdy? Zabawne. Powiedz, kogo wybierasz, mnie, czy Louisa?
- O czym ty mówisz?! Nie mam po co wybierać, to ty jesteś moim chłopakiem. Louis to tylko przyjaciel, a ty..
- A ja? Właśnie, może powiedz mi, kim ja właściwie dla ciebie jestem?- nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć.
- Ty... co mam ci niby odpowiedzieć. Dobrze wiesz, gdybyś nie był dla mnie ważny, to bym z tobą nie była- nie wiem, czy zrozumiał, ale wydawało mi się, że ten temat już skończyliśmy.
- Mam nadzieję- uśmiechnął się. Pocałował mnie.
- O matko, weźcie się ogarnijcie, chociaż w miejscu publicznym- westchnęła Amy wskazując na grupkę dziennikarzy po drugiej stronie ulicy, którzy akurat na nas patrzyli. Pożegnaliśmy się szybko i wreszcie mogłyśmy wrócić do domu.
- No, to ostatni spacer po Londynie mamy zaliczony- zaśmiała się Amy i poszła do domu zrobić ostatnie sprawy przed wyjazdem. Usiadłam na kanapie, żeby wszystko przemyśleć. Nie posiedziałam sobie długo, po ktoś zadzwonił do drzwi. Z westchnieniem wstałam i poszłam otworzyć. Zobaczyłam całą grupkę swoich przyjaciół w towarzystwie Marka i Suzum.
- Chyba nie byłabyś na tyle bezuczuciowa, żeby się z nami nie pożegnać- powiedział Niall z naburmuszoną miną i mocno mnie przytulił.- A nawet jeśli, to wbijamy do ciebie na ploty- dodał dziewczęcym głosem i wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Ej, czemu się tak drzecie?- zapytał Logan schodząc ze schodów. Pewnie znowu Jake kazał mu iść po obiedzie spać. Noo....
- Hej, mały!!!!- Harry z Zaynem zwrócili na siebie uwagę, a oczy mojego brata rozbłysły. Zbiegł szybko po schodach i wskoczył na chłopców, którzy zaczęli go przytulać i czochrać mu włosy. Kiedy go odstawili, dobrał się do niego Li i Niall. Dziewczyny zostały na koniec.

*Niall*

- Patrzcie, jak się to robi- powiedział Logan i wstał z podłogi. Akurat graliśmy z chłopakami na PS3. Poszedł do kuchni, gdzie poszły dziewczyny, a my za nim.
- Topaz- powiedział głosem bliskim płaczu. Jego siostra migiem się odwróciła i uklęknęła przy nim.
- Logan, co jest?
- Harry coś ci zrobił?- zapytała Sel.
- Ej, czemu ja?!- oburzył się loczek.
- Nie- mały pokręcił głową i daję głowę, że wypuścił kilka udawanych łez.- Uderzyłem się w rącke- podniósł dłoń i pokazał siostrze. Topaz wzięła go na ręce, a on objął ją za szyję i się przytulił.
- Moje biedactwo- westchnęła Katy i przejęła małego od Topaz. Potem pomaszerował na kolana Connie i wdał się w rozmowę z Amy.
- Ten mały wypierdek zabiera mi dziewczynę- burknął Zayn.
- Wypraszam sobie- zapiszczał Logan i się rozkleił. Oczywiście, to było wszystko udawane.
- Zayn!- wrzasnęła Connie.- Czy ty nie masz serca? Nie widzisz, jak on cierpi?
- Oni tego nie zrozumieją- westchnęła Sel.
- No- Logan otarł łzy.- Więc widzisz kiedy już przetniesz sobie paluska, musisz pójść do swojej mamy, żeby włożyła do wody i pocałowała. Jeśli nie będzie jej w pobliżu, to możesz pójść do swojej starszej siostry, albo starszej koleżanki- wytłumaczył Amy i wystawił palca w stronę Katy, a ona popatrzyła na niego z czułością. Spojrzeliśmy po sobie z miną: ,,WTF?'' Topaz podała mu kubek z Kubusiem Puchatkiem, a on zaczął z niego pić.
- Dziękuję- powiedział i słodko się uśmiechnął. Zgramolił się z kolan dziewczyny Zayna i poczłapał do salonu. Odprowadzaliśmy go wzrokiem, jakby był bossem.
Poszliśmy za nim.
- Logan....- zacząłem podejrzliwym głosem. On usiadł u szczytu kanapy i spojrzał na nas z wyższością.
- Oczywiście, nauczę was wszystkiego, co wiem. Przekazali mi to moi bracia i ojciec, którego wy pochopnie zwiecie, telewizją. Ale to będzie kosztować...- spojrzeliśmy po sobie.- Nie mówię o pieniądzach- powiedział błędnie odczytując nasze wyrazy twarzy.- W moim wieku i z moim doświadczeniem, to absolutnie zbędne. Myślałem o czymś innym...

*Louis*

Jestem cholernie spóźniony. Obiecałem sobie i chłopakom, że się nie spóźnię. Akurat, kiedy przybiegłem pod dom Topaz, wyszli z niego chłopaki i dziewczyny. Logan siedział u Liama na baranach, zakrywając mu oczy. Wszyscy uważnie ich obserwowali.
- No dobra, a teraz dwa stopnie w dół- poinstruował go mały. Liam wykonał polecenie i runął na ziemię.
- Ałałałałaaaaaaaa!!!!!!!!!! Logan, mówiłeś, że dwa!
- No sorry, ale zawsze mi się myli- powiedział siedząc mu na plecach. Miałem nadzieję, że nic mu się nie stało.
- Nic ci nie jest?- zapytała Topaz i wzięła Logan ana ręce. On pokręcił głową i wtulił ją w jej szyję.
- Jesteś cały?- zapytała Amy.
- Będzie lepiej jak skontaktuję się z moim lekarzem, ale dzięki, żyję- Li podniósł się z ziemi.
- Mówiłam do niego- wskazała na brata Topaz.- Ale w sumie dobrze, że ty też jeszcze żyjesz.
- Jeszcze- prychnął Harry.- Stary,bój się.
- To o której wylatujecie?- zapytała Selin. Nadstawiłem uszu, żeby lepiej słyszeć. Zdziwiło mnie to, że jeszcze mnie nie zobaczyli.
- O...- moja była nie dokończyła, bo nagle mnie dostrzegła.
- Yymmm. cześć- powiedziałem speszony. Chłopaki tylko lekko pokręcili głowami, jakbym zrobił im specjalnie na złość tym, że nie przyszedłem.
Amy powiedziała cicho godzinę wylotu i nie dosłyszałem. Chłopaki z dziewczynami pożegnali się z Amy i Topaz, a potem zgarnęli mnie i pojechaliśmy do domu. Harry zrobił mi w aucie straszną awanturę.
- Co ty sobie wyobrażasz?! Obiecałeś, że przyjdziesz. Był nawet Mark i Suzum, a ty co? Gdybyś przyszedł, to chociaż dla Topaz by coś znaczyło, a tak? One obydwie z Amy, pomyślały, że je olałeś. Nawet Liam był, a dla niego było to trudne. Co ty sobie wyobrażasz?!
- Harry, spokojniej, dobrze?- zapytała Sel cicho, ale zamilkła bo Harry spojrzał na nią wściekłym wzrokiem.
- Masz rację Sel, ymm, przepraszam, ale Louis, co to miało być?
- Chciałem przyjechać, ale na serio nie mogłem. Coś mnie zatrzymało.
- Eleonor?- zapytał z kpiną Harry.
- Harry- syknął Liam.- Daj sobie spokój.
W aucie panowała cisza, aż dojechaliśmy do domu. Eleonor, dobre sobie.
- Musimy coś zrobić- zarządził Liam, wchodząc do mojego pokoju. Podniosłem głowę z poduszki i spojrzałem na niego.
- Co tam brzęczysz?
- Mówiłem- powiedział dobitniej na moim łóżku.- Musimy coś zrobić. One nie mogą wyjechać. Masz plan?
- Zwariowałeś- skwitowałem.
- Zależy ci jeszcze na Topaz, czy nie?
- Zadajesz głupie pytania. Zawsze zależało.
- No, to musimy jakoś je przekonać...
- Niby jak? Wystąp z inicjatywą do konsulatu we Francji, żeby nie mogły przelecieć przez granicę. Na pewno ci się uda.
- Daj se spokój- westchnął.- Chodzi mi o coś bardziej normalnego.

*Liam*

- Mówiłem ci, żebyś się wreszcie zdecydował, a nie godzinę zmieniał spodnie- krzyczałem do Louisa, kiedy biegliśmy przez lotnisko.
- Chciałem dobrze wyglądać!
- Widzisz je?- zapytałem stając po środku wielkiej sali.
- Nie, chodźmy się zapytać tamtego gościa- wskazał na bramkarza, który odprawiał pasażerów do samolotów.
- Przepraszam, najbliższy lot do Paryża- powiedziałem, a on na mnie spojrzał obojętnym wzrokiem. Nic nie dopowiedział, tylko zajął się dalej swoim zadaniem.
- Co za gbur- burknął Lou, a on natychmiast na niego spojrzał i wziął głęboki wdech.
- Chodźmy stąd- powiedziałem i popchnąłem Louisa w przeciwną stronę.
- Przepraszam kochaneczki- zwróciła się do nas niska, starsza kobieta.- Słyszałam, że lecicie do Paryża.
- My nie, ale nasze koleżanki- wytłumaczyłem szybko.
- Dziewczyny?- dopytywała z podejrzliwym uśmieszkiem.
- Kiedyś tak- mruknął Louis.
- Oj nie martw się chłopcze- zwróciła się do niego. Oboje byliśmy zdziwieni, że to usłyszała.- Kiedy byłam młoda, my młodzież, popełnialiśmy wiele błędów.
- Była pani zakochana?- zapytałem.
- Owszem, przeżyłam w życiu kilka pięknych chwil.
- No, a co z tym samolotem?- zapytał Louis.
- Jakim samolotem? Och, oczywiście, ja również lecę do Paryża razem z moją wnuczką i wnukiem. W odwiedziny do córki i zięcia. Och, mają jeszcze czwórkę dzieci, córkę i trzech synów, ale podajże wszystkie przebywają w Londynie, niestety, nie mogliśmy ich znaleźć. Moja córka to bardzo miła kobieta, ale ten jej mąż, och, jest bardzo zakazowy, jeśli tak się jeszcze mówi.
- Jak się nazywa pani córka?- spytał znienacka Louis. Po co mu to?
- Selin Wagner- otworzyliśmy szeroko oczy ze zdziwienia. No ładnie... Czyli to jest tak jakby, babcia Topaz? Jałć.
- A gdzie ten samolot?
- Och, zaprowadzę was, czekam jeszcze tylko na moje wnuczęta. Wiktoria, znalazłaś już Piotrusia?- zapytała młoda dziewczynę, tak na oko 16 lat, która prowadziła młodszego chłopaka.
- Tak, ale jemu przecież na imię Zbigniew- westchnęła.
- Adam- sprostował chłopiec.
- Och, babcia nazywa cię Zbigniew- powiedziała i zrozumieliśmy, że przed wyjazdem chyba nie go końca się znali.
- To gdzie jest ten samolot?!- puszczały nam nerwy. Dziewczyna spojrzała na nas i zamarła, ale chłopak pociągnął ją za rękaw kurtki i wszyscy poszliśmy w stronę samolotu. Jednakże babcia ciągle myliła drogę i musieliśmy ją naprowadzać. Kiedy doszliśmy, cała trójka przeszła przez bramkę i usłyszeliśmy głos:
,,Samolot do Paryża właśnie wystartował z pasu numer 6''.
- Nie- oparłem się głową o szybę i patrzyłem, jak moja miłość odlatuje na zawsze.
- Straciłem ją- wyszeptał Louis.
- Wcale nie- pociągnąłem go szybko za rękaw i podbiegliśmy do dwóch pracownic lotniska.
- Kiedy odlatuje najbliższy samolot do Paryża?
- Chwileczkę- kobieta wystukała coś na klawiaturze.- Za tydzień.
- Nie da się wcześniej?
- Niestety, z okazji wielkiego święta Samhain w Paryżu, wszystkie pasy startowe są zamknięte.
- Na pewno da się coś z tym zrobić- powiedzieliśmy błagalnie.
- No cóż. Marie, zadzwoń do centrali w Paryżu i poproś, żeby specjalnie otworzyli dla panów jeden pas- zwróciła się do drugiej kobiety.
- No i o to chodziło- uśmiechnąłem się.
One nic nie zrobiły tylko przekrzywiły z uśmiechami głowy i przeszywały nas wzrokiem. Zrezygnowani odeszliśmy na bok i po kilku minutach bezczynnej ciszy pojechaliśmy do domu, żeby w spokoju poużalać się nad sobą.

----------------------

Specjalna informacja dla Agolka208. Wiem, ze obiecałam, ale nie moja wina, że samolot odleciał. To jego wina, nie mnie się czepiaj!!!
*No, mam nadzieję, że rozdział się wszystkim spodoba, chociaż wiem, ze jest mało o innych, ale w następnym postaram się to naprawić *
  • awatar blondasek<3: wielbię <3
  • awatar Vanish♥: @yo.ziomek: dzięki :) miło słyszeć :)
  • awatar yo.ziomek: Twoje opowiadanie jest genialne . najlepsze jakie czytałam a czytałam ich bardzo dużo :) Czekam na następny rozdział z niecierpliwością :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

milutka98
 
wanka48
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

wanka48
 
milutka98
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
*Rozdział 27*
*Topaz*
- Ty, patrz, całują się- szturchnął mnie Victor, z którym obecnie tańczyłam. Spojrzałam we wskazanym kierunku i zamarłam widząc Amy z Liamem całujących się. W sumie, to fajnie, ale boję się jak zareaguje Ansel, kiedy ich zobaczy.
- Czyli nie mam szans- westchnął, a potem na mnie spojrzał z dziwnym błyskiem w oku.
- Oj Viktor, Viktor- westchnęłam i ruszyłam w stronę krzeseł. On poszedł za mną. Usiadł obok mnie, oparł się o moje ramie i ziewnął. Po chwili podbiegła do nas jakaś kobieta.
- Oj przepraszam, że cię niepokoił. Już go zabieram- powiedziała biorąc Victora za rękę.
- Nic się nie stało, na prawdę- uśmiechnęłam się, a kobieta odeszła. Po mojej prawej siedział Dax obejmując mnie ramienie, mocniej gdy tylko coś mu przypomniało o Louisie. To było wkurzające, ale nie mogłam mu o tym powiedzieć. Po lewej Ansel. Potem Amy z Liamem wrócili. Chyba nikt oprócz mnie nic nie zauważył. Li usiadł obok Louisa, a Amy obok Ansela. No będzie ciekawie. Trzeba przyznać. Na sali było tylko około 20 osób. Z parkietu nie schodził brat i dziadek El, oraz kilka kuzynów Louisa. Ogólnie, więcej osób przyjechało na salę ze strony Eleonor.
Do domu wróciliśmy około drugiej nad ranem. Dax odprowadził mnie pod dom.
- Jak myślisz, dlaczego odmówił?- zapytał, a ja wzruszyłam ramionami.
- Bo przejrzał na oczy, że Eleonor go okłamuje?
- Nie wiem, ale myślę, że ty wiesz- spojrzał na mnie.
- No cóż, nie wiem. O co ci chodzi? Czemu tak bardzo go nie nawidzisz? Zrobił ci coś?
- Nie- odpowiedział i złapał mnie za rękę. Pocałował mnie i odsunął się.- Al ezrobi- dodał cicho i odszedł. Stałąm jak wryta, a potem szybko zatrzasnęłam za sobą drzwi. Idiota...
*Amy*
Nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć.
- To co się stało- wyszeptałam, keidy na sali byliśmy tylko my, bo powiedzieliśmy, że zaraz wrócimy.- Nie może się powtórzyć.
- Masz rację...
...............................
- Ale ty jesteś głupia- skwitowała Topaz, kiedy wpuściła mnie do swojego domu, na następny dzień po południu.
- Wiem, Ansel nie może się dowiedzieć.
- Nie mówię o tym tępym dupku. Mówię o Liamie. On cię cały czas kocha, a ty chcesz się zmarnować z Anselem?!- oburzyła się.
- Przecież ty lubisz Ansela, to o co ci chodzi?!
- Lubię, ale wiem, jaki jest. Liam jest o niebo lepszy.
- Sama nie jesteś lepsza- wygarnęłam jej.- Ty też jesteś z Daxem, choć kochasz Louisa.
- Wcale nie! Nie kocham go, jasne? Nie kocham...
- Czemu zaprzeczasz? Nie dopuszczasz do siebie myśli, że mogłabyś znowu z nim być.
- Bo z nim nie będę, tak? To co było, nie ma znaczenia dla żadnego z nas. Zrezygnował ze ślubu tylko dzięki własnemu rozsądkowi, a nie z żadnego innego powodu- powiedziała gapiąc się bezczynnie w ekran telewizora.
- Daj spokój. To ty nie chcesz się przełamać. Założę się, że on by chciał, żebyście znów byli razem.
- A widziałaś go w ogóle? Na tym głupim weselu nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa. Nawet głupiego ,,cześć'' się nie doczekałam. No i dobrze. Nie będę się narzucać.
- Narzucać?
- Nie chcę być niegrzeczna, ale muszę się spakować- powiedziała cicho.
- Dalej chcesz się wyprowadzić?! Zwariowałaś?!
- Wcale nie zwariowałam, Amy. Powód mam dokładnie ten sam.
- Chcesz mnie tu zostawić? Nie poradzę sobie.
- To nie jest wymierzone w ciebie- westchnęła.
- Spierdalasz jak złodziej, cichaczem z własnego domu. To we mnie nie jest wymierzone?! Zostawiasz swoją najlepszą przyjaciółkę, która potrzebuje twoich pomocy i rad, bo co? Bo się boisz?!-
- Nie mów tak- powiedziała cicho kręcąc głową i wychodząc z salonu do kuchni.
- Uciekasz jak tchórz. Stchórzyłaś, przyznaj się!
- Tak, stchórzyłam, okej? Za bardzo się boję tu zostawać. Mam już dość. Chcę to skończyć i zacząć nowe życie. Z dala od Louisa, chłopaków, Ansela, czy... całego tego cholernego życia.
- To jadę z tobą- powiedziałam pewnie.
- Nie, nie możesz.
- Mogę, przecież powiedziałaś kiedyś, że w waszym domu zawsze znajdzie się dla mnie miejsce. Chyba, że propozycja już nie aktualna.
- Aktualna, ale Amy- spojrzała na mnie ze łzami w oczach.- Ty wiesz, co Li do ciebie czuję. Możesz tu być, bo ty też go kochasz, ale Amy ja... Stoję w wielkim znaku zapytania. Myślałam, że po tym weselu ruszę się do przodu, ale jestem jeszcze bardziej zagubiona. To nie ma sensu. Nie zostanę tutaj.
- Więc pojadę z tobą- powiedziałam już dobitniej.- Nie wrócę do Liama. Nie mam zamiaru, nawet gdybym miała zostać do końca życia starą panną z dziesięcioma kotami, jak moja sasiadka, albo gdyby Liam był ostatnim facetem na ziemi.
- Żałosne- skwitowała i zaśmaial się cicho pod nosem.
- Nom, masakra. Spaćkałyśmy sobie życie.
- My? Ja jeszcze zamierzam zrobić swój wielki powrót- zaśmiała się, a ja razem z nią.- Tylko nie myśl sobie nie wiadomo co. Nie powrót do Louisa, o nie.
Pogadałyśmy i dopiero wtedy nam się przypomniało, że przeciez ja mam jeszcze studia, ale Topaz zaproponowała, że można mnie przenieść, bo w Paryżu jest ta sama uczelnia z tym samym programem nauczania i do tego po angielsku. Los mi chyba sprzyjał.
*Louis*
- To idź i ją odzyskaj!
- Harry, nic nie rozumiesz? Ona ma Daxa, jest z nim szczęśliwa. Nie będę psuł jej związku.
- Już to zrobiłeś, zrywając z nią. Potem znowu, całując 24 grudnia. Założę się o stówę, że ona teraz siedzi w pokoju i z nerwów obgryza paznokcie.
- Uuu, ostro- zawyl Niall.- Harry, musisz być bardzo zdesperowany. Ona w życiu nie obgryzała paznokci.
- I dlatego jestem pewien wygranej- powiedział loczek.
- Dobra, powiem jej, ale jak da mi w twarz, albo wykopie mnie na zbity pysk, to ci dowalę!!!
- Lepiej zrób to szybko- powiedział Li wchodząc szybkim krokiem do salonu.- Topaz i Amy pojutrze wylatują do Paryża.
- No i co z tego- ziewnął Zayn.- Jak polecą, to wrócą.
- Nie, wylatują na zawsze, wyprowadzają się. Już nigdy ich nie zobaczymy.
- Co?!- wszyscy zerwaliśmy się z miejsc.
- Na początku wyjeżdżać miała tylko Topaz, ale Amy się wkurzyła i powiedziala, że też.
- Skąd to wiesz?
- Spotkałem w sklepie jej brata. Powiedzial mi, i powiedizał też, że mam pod żadnym pozorem nie mówić Louisowi, bo nie chce go znać, ale pomyślałem, że zachowasz to dla siebie.
Byłem skołowany. Jak to wyjedzie? Nie może tego zorbić.
- Jadę do niej- wstałem i wziąłem kurtkę z oparcia krzesła.
- Nie radziłbym tego robić. Jest grubo po 22.
- To kiedy niby spotkałeś jej brata?
- Parę godzin temu, ale jak zauważyłeś, nie było mnie w domu, żeby wam o tym powiedzieć.
- To niby kiedy mam jechać?- zapytałem zdenerwowany.
- Njalepiej jutro z samego rana.
- Dobra- burknąłem i poszelem na góre do swojego pokoju tupiąc przy tym nogami jak dziecko. Jednak mi to nie przeszkadzało.
*następny dzień, 050*
Wstałem jak opętany i szybko ubralem pierwsze lepsze rzeczy, jakie miałem pod ręką. Wybiegłem z domu i wsiadłem do auta. Kiedy byłem pod jej domem podbieglem do drzwi i zapukalem. Nic, znowu, nic. Usiadęłm pod drzwiami na wycieraczce i postanowiłem zaczekać. Zauważyłem z opóźnieniem, że mam koszulkę na lewą stonę. Westchnąłem, zdjąłem ją i wtedy drzwi się otworzyły. Stanął w nich znajomu czterolatek z zamglonumi oczami w swojej za dużej piżamie w samoloty.
- Rozumiem, że jesteś zdesperowany, ale nie musisz odstawiać pod naszym domem striptizu- powiedzial cichotko, jakby miał zamiar się rozpłakać.
- Hej, mały co się stało- szybko włożylem już na dobrą stronę koszulkę i uklęknąłem przed nim. Chciałem go przytulic, ale on mnie odepchnął.- Logan, co jest?
- Nic, po prostu, nie musisz już udawać, że mnie lubisz, albo coś.
- Ale o czym ty gadasz, Logan. Jesteś moim małym przyjacielem, pamiętasz?
- To było dawno. Byłem młody, naiwny i głupi. Nie jesteśmy już nawet kolegami, Louis. Zraniłeś moją siostrę, to teraz nie przychodź mnie przepraszać.
- Kto ci powiedział, że ją zraniłem? Jake? Nathan?
- Nie, ale zorientowałem się sam. Jestem mądry, nie? Słyszę, jak moja siostra płacze nocami w poduszkę, a rano nie chce slyszeć o tobie nawet słowa. Jak jeszcze cię lubiłem i zapytałem ją o ciebie, wyszła z pokoju nawet się nie oglądając, a potem zamknęła się w łazience i Bóg wie, co robiła. Rozumiesz? Rodzice tak się bali, że prawie wyłamali drzwi. Bali się, że chciaął sobie coś zrobić. Ty w ogóle wiesz, co ona przeżywła przez ten miesiąc, zanim przyjechaliśmy na gwiazdkę? Masz pojęcie, jak cierpiała?! Z każdą noca było gorzej. Nie jadła, nie piła, a potem trafiła do szpitala i co się okazało?! Że moja starsza siostra ma anemię! Rodzice nie chcieli jej puścić do Monachium, bo bali się, że znowu przestanie jeść i w ogóle. Ona straciła sens życia. Wczoraj do tego podsłuchałem jak Nathan rozmawiał z Jake'm, ze podejrzewa kolejny załam jej psychiki, rozumiesz?! Mam pięc lat, a ja rozumiem powagę sytuacji!
- Mogę do niej wejść?
- Czy ty mnie czasem słuchasz?! Nie, nie możesz!
- Logan, błagam cię, wpuść mnie.
- Ale ona śpi, zresztą przy okazji, obudziłeś mnie.
- Przpraszam- wszedłem do środka, ale jeszcze się obróciłem.- Ty masz cztery lata.
- Pięc, tydzień temu skończyłem.
- Aha, wszystkiego najlpeszego- powiedziałem i cicho wszedłem po schodach.

------------

No i jest Sorka, za wszelkie literówki, bo chyba mam ich sporo, ale później poprawię A i jeszcze jedno, dla niektórych osób, jak się nie podoba to, co piszę, to trudno, ale nie piszcie głupich komentarzy.
  • awatar Charlie!.♥: Cudowny rozdział >:D to co Logan powiedział na końcy... czy tylko ja sie popłakałam?? ;( czekam na następny <33
  • awatar Maalik.: nie przejmuj się debilami .! idioci =.= miałam łzy w oczach , nie wiem dlaczego.... przygnębiło mnie to wszystko . miało się teraz ułożyć ... mały Loganek . ... Przy tym prawie się rozpłakałam ! nie wiem dlaczego . Lou ratuj swój były związek ! biedna Topaz , Amy otrząśnij ją i siebie przy okazji no ! nie wyjeżdżajcie ! kij z literówkami ! czekam szybko na cd ! jutro , albo dzisiaj ! mam zły humor więc krótko .
  • awatar Nie twój interes,skarbie .♥: Cudowny ! :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
*Rozdział 26*
*Louis*
Wszyscy spojrzeli na mnie jak na idiotę. Eleonor była przerażona i przeszywała mnie wściekłym wzrokiem. Topaz była zdziwiona, razem z Harrym patrzyli na mnie z szeroko otwartymi oczami i buziami. Potem Hazza wyszeptał jej coś na ucho, a ona mu odpowiedziała. Potem znowu wszyscy zaczęli się na mnie gapić.
- Słucham?- zapytała El patrząc na mnie.
- Eleonor przepraszam- powiedziałem.- Przepraszam wszystkich, ale nic z tego nie będzie, kiedyś wszystko wam wyjaśnię, a nie wykluczone, że sami się kiedyś dowiecie- powiedziałem i wyszedłem zachrystią. Jeszcze zdążyłem zobaczyć moją mamę i mamę El. Obie płakały. Natomiast jej tata zgrzytał zębami i patrzył na mnie z nienawiścią.
*Topaz*
Kiedy Louis powiedział ,,nie'', Dax ścisnął mnie mocniej za rękę. Ja nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam. Po jaką cholerę, on się w ogóle z nią chciał żenić, jeśli teraz odmówił?! Chłopak zszedł z ołatarza i wyszedł, a wszyscy pozostali stali tylko bez ruchu.
- Ymm, no więc tam, wygląda na to, że ceremonia jednak się nie odbędzie- przyznał ksiądz. On też wyszedł, ale wszyscy goście nadal siedzieli i stali zszokowani na swoich miejscach.
- No i co tak siedzicie?- zapytał nagle strasznym głosem ojciec Eleonor.- Jak na pogrzebie? Wódka jest! Zaraz wyciągniemy Coca-colę i gra muzykę. No już! Bawić się, pić, zapraszam na salę- krzyknął i razem ze zdziwioną rodziną Eleonor wyszli z kościoła. Rodzina Louisa i my staliśmy jak słupy. Zapłakana matka Louisa pokiwała do nas głową i wszyscy wstali z miejsc. Tylko my zostaliśmy. Ojczym Lou odwrócił się w progu kościoła.
- Dzieci?
- Zaraz przyjdziemy- odpowiedział mu Harry i wszyscy wymusiliśmy uśmiech.
- No dobrze, ale na razie dajcie mu spokój. Niech sobie wszystko przemyśli- i wyszedł zostawiając nas samych. Usiedliśmy na krzesłach na środku kościoła, na których wcześniej siedziały druhny itp. Po chwili wszyscy zaczęli się śmiać.
- To mamy dzisiaj co oblewać. Nasz kochany Lou wreszcie się opamiętał- zaśmiał się Zayn.
- Albo wytrzeźwiał- wymamrotał Harry, co wywołało ponowny atak śmiechu.
- Dobra, chodźcie już. Nie ma sensu siedzieć tu, bo Louis i tak za pewne nie przyjdzie- westchnął Niall biorąc Katy za rękę. Ostatnio zrobił się bardzo opiekuńczy. Wszyscy to zauważyli. To dobrze, pasuje do Katy jak ulał. To coś, jak się wyraził Liam, przeznaczenie. Kto jak kto, ale on coś o tym wie. Jego byłe przeznaczenie siedzi teraz obok mnie i opiera się o swojego chłopaka. Wszystko porobiło się jakieś dziwne.
*Katy*
Pojechaliśmy na salę, na której miało odbyć się wesele. W kościele zeszło na, naprawdę długo. Msza ciągnęła się nieubłaganie. Była już 173. Nie wiedziałam dlaczego w ogóle tam jedziemy, ale chłopaki upierali się, że mamy co świętować i fajnie będzie trochę się zabawić. My już w ogóle nie dyskutowałyśmy. Weszłam na salę trzymając swojego chłopaka pod rękę. Było może około 70 osób, ale po godzinie została zaledwie połowa. Ogólnie, z tego co mówiła Eleonor, było zaproszone grubo ponad 200 osób. Zjedliśmy z niemałym wysiłkiem obiad, który został podany na samym początku. Najlepsze było zdecydowanie to, kiedy obsługa wjechała z szampanem i tortem, a była tylko Eleonor. Nikt nie odważył się ruszyć, a Hazza, Niall i Zayn podeszli do wózka i sami się obsłużyli. Razem z dziewczynami, Liamem, Anselem i Daxem zaczęliśmy się śmiać. Za przykładem poszedł brat El i jakiś staruszek, chyba jej dziadek, miał około osiemdziesięciu lat, ale dobrze się trzymał. Potem przez jakieś 3 godziny siedzieliśmy na miejscach, bo i tak ludzie nie wiedzieli, czy puścić muzykę, czy nie. Potem brat Eleonor się wkurzył podszedł do kapeli, nalał im po kieliszku i powiedział, że jak już to wypiją to mają zabrać się do roboty. Oni posłusznie wypili i zaczęli coś grać. Nikt się nie ruszył. Jednak po sekundzie brat El wyciągnął swoją dziewczynę na parkiet, a potem jej dziadek. On to się w ogóle nie przejmował
Niall spojrzał na mnie proszącym wzrokiem.
- Nie.
- Oj no weź, będziesz tak siedzieć?
- Tak- westchnął i złapał mnie za rękę. Tańczyliśmy jakieś paręnaście minut, ale zeszliśmy, bo zobaczyliśmy Louisa. Wszedł i przeszedł wolnym krokiem na drugi koniec sali, gdzie siedziała nasza paczka. Poszliśmy za jego przykładem.
Usiadł obok Liama i oparł się głową o stół.
- Masz- Harry podał mu kieliszek.- Napij się. Na pewno ci się polepszy.
Chłopak opróżnił naczynie i westchnął.
- Jestem trupem- powiedział patrząc na ojca Eleonor, który szedł w jego stronę z... siekierą????? Aha...?
- O cholera- Tomlinson zerwał się i wpadł pod stół. Ja i Topaz go kopnęłyśmy, żeby tam siedział, a on, żeby się tam nie przewrócić, trzymał się naszych kolan. Ojciec El chyba się nie skapnął, bo jak obok nas stanął, to po sekundzie poszedł. Lou wyszedł z pod stołu i usiadł obok nas. Znowu rąbnął głową o stół i siedział tak przez jakieś 15 minut. Podszedł do nas jakiś mały chłopiec. Miał może z 5 latek.
- Dzień dobry- przywitał się patrząc na Amy.
- Cześć, jak masz na imię- spytała razem z Connie.
- Victor- odpowiedział z nieśmiałym uśmiechem.
- Coś się stało?- zapytał go Li, bo zupełnie nie wiedzieliśmy, czego to dziecko u nas szuka.
- Zatańczy pani ze mną?- wyciągnął rączkę w stronę Amy, a chłopaki parsknęli śmiechem.
- Jasne- Amy była zdziwiona, ale złapała go za rękę i poszli.
- Taa, to będzie widowisko- skwitował Zayn.
- Zamknij się, ty na pewno lepiej od niego nie zatańczysz- Li wskazał na 5-latka.
- Założymy się?- zapytał i pociągnął Con na parkiet. Ona westchnęła i poszła za nim. Ansel wyciągnął Topaz. Hazza poszedł do łazienki, to Nialler zabrał Sel, ja poszłam z Daxem. W sumie, to jest całkiem spoko. Na krzesłach zostali tylko Li i Lou. Po piosence Topaz z Anselem wrócili na miejsca. Potem my, Amy z nowym ,,kolegą'' i pozostali. Było około 220. Ciekawe, jak to szybko zleciało. Chłopaki wyszli na dwór, bo Zayn usiał zapalić, a my zostałyśmy.
- Zaraz mi nogi odpadną- westchnęły Sel i Con.
- Ja już nie tańczę- oznajmiła Topaz, ale w tym momencie podszedł do nas dziadek El. Bardzo uprzejmy staruszek.
- Witam, może śliczna panienka zatańczy?- zapytał Topaz.
- O Boże, schlebia mi pan- powiedziała i wstała.
- Ona już nie tańczy- powiedziałam i zaczęłyśmy się śmiać. Po chwili wrócili chłopcy. Kiedy Topaz z dziadkiem El wrócili, to poprosił mnie, to poszłam
*Amy*
- Tańczy lepiej ode mnie?- zapytał Dax Topaz.
- No pewnie- powiedziała i zaczęłyśmy się śmiać.
- Jasne, zaraz się przekonamy- i poszli. Wszyscy się gdzieś rozeszli. Zostałam tylko ja z Liamem.
- Nie cierpię wesel- mruknął popijając drinka. Normalnie, to bym mu powiedziała, żeby to zostawił, bo przecież powinien uważać. Teraz jednak jego życie osobiste mnie nie obchodzi.
- Oburza cię widok zakochanych?- zapytałam z kpiną.
- Tak- odpowiedział cichym, zachrypniętym głosem.
- Są znośniejsze po paru Martini- westchnęłam i spojrzałam na niego. Przysunął się do mnie.
- Amy, ja cię przepraszam, ale na prawdę, nigdy nie chciałem cię zranić, ani nic z tych rzeczy. Nie chciałem wtedy całować Danielle. Ona sama się na mnie rzuciła. Ja chciałem jej tylko powiedzieć, żeby zostawiła nas w spokoju. Proszę cię Amy, uwierz mi.
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Pokiwałam tylko lekko głową.
- Rozumiem, ale Liam, ja... Ansel, on...
- Amy, wiem, chciałem tylko żebyś wiedziała.
Chwilę siedzieliśmy w ciszy.
- Zatańczymy?- zapytał.
-Jasne- powiedziałam i ruszyliśmy w stronę parkietu.
Niestety, wszystko mi się wymknęło spod kontroli. Zanim się obejrzałam, zaczęliśmy się całować. Ja tego chciałam, chyba...
- Zawsze cię kochałem- wyszeptał mi do ucha Li. Mocno się do niego przytuliłam.
---------------------
Ufff, i co? Może być? Mam nadzieję... Ten bardzo krótki, ale postaram się, żeby następny był dłuższy
W napisaniu tego rozdziału pomagały mi te 4 piosenki:
*To jest nie związane z rozdziałem, ale mi się podoba *
*Moja dzisiejsza ulubiona piosenka*
  • awatar Charlie!.♥: @PanTupecik: @Lucy17: @Mój mózg zamienił si: Powiem jedno jak ci się nie podoba to nie czytaj. jak nie lubisz 1D to nie wchiodź na takie blogi -_-
  • awatar Back For You ;*: rozdział boski! ♥ hahaha :D Viktor i Amy ♥ i ten dziadek El. ;d i tata El z tą siekierką xd i Amy i Liam ♥ jeszcze tylko Louis i Topaz. Jak ona mu teraz nie wybaczy to ją zabiję! :D bosko! ♥
  • awatar Back For You ;*: @♥♥ Dreams Come True ♥♥: hahaha ;d chciałam napisać dokładnie to samo o.O weź...jakiś idiota pomyślał, że nie zorientujemy się, że jako jedyny pisał trzy komentarze naraz. ;/ jak można być takim idiotom i zadzierać z Directionerkami?! pewnie pisał/a jako anonim, bo się boi... ;/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (23) ›