• Wpisów:202
  • Średnio co: 10 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 21:52
  • Licznik odwiedzin:32 469 / 2183 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

*Żad­na wiel­ka miłość nie umiera do końca. Możemy strze­lać do niej z pis­to­letu lub za­mykać w naj­ciem­niej­szych za­kamar­kach naszych serc, ale ona jest spryt­niej­sza – wie, jak przeżyć.*
*Jonathan Carrol*

*Naomi*

- Wpuść- nalegał, a ja westchnęłam. Otworzyłam drzwi i Louis wszedł do pokoju szybkim krokiem.
- Co się dzieje?! Nie odbierasz telefonu. Od nikogo! Nie chcesz mnie nawet wpuścić do swojego pokoju. Co się stało? Nigdy się tak nie zachowywałaś.
- Nie chcę o tym rozmawiać, dobra?
- No i teraz właśnie musimy porozmawiać- oznajmił patrząc na mnie tymi swoimi oczami, a ja usilnie próbowałam nie wymięknąć.
- Nie musimy. Przysięgam, że nic się nie stało.
- Płakałaś. Widzę po twoich oczach. Po tym, jak unikasz mojego wzroku. Powtórzę jeszcze raz, i tym razem oczekuję odpowiedzi. Co się stało?
- Nic- odwróciłam się, ale złapał mnie za ręce i odwrócił w swoją stronę.
- Co jest grane? Ktoś ci coś zrobił?- pokręciłam głową, ale złapał mnie za podbródek i podniósł mają twarz tak, żebym spojrzała mu w oczy.- Chodzi o Luke'a?
- Nie.
- Chodzi o Luke'a- znowu oznajmił.- Pokłóciliście się?
- Nie...

*Louis*

Dalej się upierała, ale znam ją zbyt dobrze. Coś się stało, coś na prawdę mocnego, bo w jej oczach widziałem, że zaraz nie wytrzyma.
- Wiem, że coś ci zrobił- spojrzałem na je zaczerwieniony policzek. Dopiero wtedy do mnie dotarło, co musiało się stać.
- Uderzył cię?!!!!!!
- Co?! Nie!- broniła go, ale ona nie umie kłamać. Tym bardziej mnie.
- Wiem, że tak! Ja nie jestem głupi Nel- złapałem ją za rękę i pociągnąłem w swoją stronę. Syknęła i pomyślałem, że z bólu.
- Ty też?!
- Nie... Nelly, przepraszam cię. Nie chciałem.
Nie odpowiedziała, tylko odeszła w stronę okna. Wyglądała przez nie długo, ale w końcu do niej podszedłem i położyłem od tyłu dłonie na jej ramionach.
- Musiałam wyjść przez balkon. Inaczej byłoby po mnie.
- Zamknął cię?!!!!!!
- W salonie, ale uwierz, to było jakieś piekło.
- Uderzył cię- nie wierzyłem w to. Jak mógł jej to zrobić?! Mojej małej, słodkiej Nel...
W tamtej chwili uświadomiłem sobie, że muszę czuć do niej coś więcej. Coś więcej niż przyjaźń. Chyba ją kocham... Jasna cholera, to chyba jakieś żarty. Nie wierzę, że zakochałem się w swojej najlepszej przyjaciółce. Zawsze wiedziałem, że jest dla mnie ważna, ale nie spodziewałem się, że aż tak.
- Tak- przerwała moje myślenie.
- Ile razy już ci to zrobił?
- Wczoraj po raz pierwszy...
- Zabiję gnojka- syknąłem.- Jeszcze kiedyś?
- Nie, tylko był pewien incydent na biwaku, nic ważnego.
- Nel, to wszystko jest ważne. Chciałaś go kryć, jeszcze po tym, co ci zrobił?!
- Przepraszam- wyszeptała ze wzrokiem utkwionym gdzieś za oknem.
Przytuliłem ją, a z jej oczu popłynęły łzy. Po chwili rozkleiła się na dobre. Usiadłem na łóżku i objąłem ramieniem. Mocno ją do siebie przytuliłem. Kilka minut potem d pokoju wpadł Martin ze Stevenem.
- Co tu się dzieje?- zapytał na widok zapłakanej Nel. Ona na niego spojrzała i spokojnie powiedziała.
- Chyba powiedziałam, że nie życzę twojej obecności w moim pokoju.
- Jednakże, Scarlett woła cię na obiad- powiedział Steven i ociągając się wyszli.
- Zapomnijmy- powiedziała podchodząc do drzwi.
- Chcesz zapomnieć o tym, co zrobił ci ten gnojek? Po moim trupie!
- Jeśli tego pragniesz- wydawało mi się, albo tak właśnie mruknęła. Spojrzała na mnie, w jej oczach było mnóstwo bólu, ale i tak lekko się uśmiechała.- Lou, zapomnij o tym i zakończmy temat, dobra?
- Zerwiesz z nim?
- Co? Ja... nie wiem- wyszeptała, a ja znowu usiadłem na łóżku.
- Boże, widzisz, a nie grzmisz. Jak to nie wiesz?! Ja to bym go pozwał, albo jeszcze coś gorszego, a ty nic nie chcesz zrobić? Zwariuję przez ciebie- wymamrotałem.
- No cóż... Przykro mi Lou, ale ja, to nie ty. Różnica jest widoczna. Myślę, że zakończymy tą rozmowę, dobra?
- I tak do niej wrócimy- wstałem i podszedłem do drzwi.- Widzimy się niedługo- lekko pokiwała głową, a ja wyszedłem.
- Witaj Louis, zostaniesz na obiad?- zapytała Scarlett, kiedy przechodziłem obok kuchni.
- Nie, ale dziękuję za propozycję- uśmiechnąłem się i wyszedłem z domu.

*Jessica*

Otworzyłam oczy i przeraziłam się nie za żarty. Dlaczego leżę w łóżku w obcym pokoju?! W dodatku, dlaczego na fotelu pod oknem śpi... Zayn?! W jednej chwili wszystko sobie przypomniałam. To była zdecydowanie najgorsza noc w moim życiu. Nie wiem nawet, czy bym przeżyła. Ale jednak tu jestem. Dzięki niemu. Dzięki Zaynowi.
- Już nie śpisz?- zapytał, kiedy otworzył oczy i spojrzał na mnie.
- Nie, właśnie się obudziłam- odpowiedziałam.- Zayn... ja... chciałam ci podziękować.
- Nie masz za co. To był mój obowiązek. Myślisz, że pozwoliłbym na to co... co miało się stać? Nigdy w życiu.
- I tak dziękuję- podeszłam i zrobiłam coś, czego w życiu bym się po sobie nie spodziewała.

*Zayn*

Tak po prostu do mnie podeszła i przytuliła mnie. Sam w to nie wierzę. Ona mnie przecież nienawidziła. Też ją przytuliłem, ale po chwili ona się odsunęła.
- Przepraszam, nie wiem, co mnie napadło. Jeszcze raz dziękuję, ale wrócę już do domu. Pewnie się o mnie martwią.
- Tak, i jeszcze raz, nie masz za co- uśmiechnęła się do mnie i wyszła. Opadłem z westchnieniem na fotel.
- Wow- mruknąłem dalej zszokowany. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Zaynusiu- zagruchał Harry wchodząc do mojego pokoju i kiwając się na boki jak jakiś pijany pingwin.- Co tu się stało? Widziałem Jessicę, jak wychodziła- poruszył śmiesznie brwiami i usiadł mi na kolanach. Zrzuciłem go, a on tylko pokręcił głową leżąc na podłodze.
- Niedobry Zayn- powiedział głosem małego dziecka, a ja wzruszyłem ramionami.- No to co ona tutaj robiła?
- Nic z tych rzeczy, o których myślisz- opowiedziałem mu wszystko, a jemu opadła szczęka.
- Serio?!
- Tak.
- No ale że serio?!
- No tak!
- Jesteś tego pewien?
- Harry! Tak!!!
- O ja cię, chłopie, ty wiesz, co mogło się stać???
- Wiem, nie jestem głupi.
- Ej, chodźcie na dół. Jedziemy do studia- Li wpadł do pokoju i razem zbiegliśmy po schodach na dół.

*Jessica*

Weszłam do domu i zastałam wszystkich siedzących przy obiedzie.
- O, moja siostra marnotrawna wróciła, jak tam było u Zayna???- Steven zacmokał, ale dostał w potylicę od Nel. Posłałam jej dziękczynne spojrzenie i usiadłam obok Emily.
- To co będziecie dzisiaj robić?- zapytała Scarlett patrząc na całą naszą czwórkę.
Wzruszyliśmy ramionami, bo faktycznie, na dworze w nocy zaczął padać śnieg, a w domu co można robić przez cały dzień? Chłopaki teraz pracują nad nowa płytą, więc raczej nie narzekają na brak zajęć.
- A wy?- zapytał ich Steven.
- Idziemy do lekarza- odpowiedział Martin. Nel wysiliła uśmiech.
- Super- powiedziała.
- Jeśli dalej jesteście wściekli to...- zaczął Martin.
- Nie, jest OK-powiedzieli Nel i Steven, a oni wymienili zdziwione spojrzenia.
- Okej- Martin się zawahał, ale po skończonym obiedzie razem z Scarlett wyszli z domu.
- To co robimy?- zapytał Steven, a my na niego spojrzałyśmy.
- Nie wiem, sam coś wymyśl- rzuciła Nel wstając od stołu.
- Właśnie, masz własne zajęcia- dodała Emily i obydwie też wstałyśmy.
- To co mam robić?- usłyszałam, jak pyta sam siebie. Odwróciłam się.
- Zaproś sobie jakiegoś kumpla. O ile wiem, to już ich trochę masz.
- A może być Luke? Jego znam najlepiej.
- Jasne- rzuciłam i poszłam do swojego pokoju.

*Louis*

Po kilku męczących godzinach w studiu wróciliśmy do domu. Postanowiłem pojechać do Nel. Wiedziałem, że prędzej czy później nie wytrzymam i i tak tam pojadę. Zapukałem i zachłysnąłem się powietrzem. Otworzył mi ten, którego z trudem rano nie zabiłem.
- Po co przyszedłeś?- zapytał Luke z tym swoim przygłupowatym uśmiechem.
- Na pewno nie do ciebie- powiedziałem z trudem, żeby mu nie przyłożyć.
- Wątpię, żeby Nel chciała z tobą gadać.
- Nie twój problem- w tamtej chwili zobaczyłem ją jak schodzi po schodach. Kiedy mnie zobaczyła pokręciła szybko głową, żebym nie robił nic głupiego. Przeszedłem sztywno obok Luke'a i podszedłem do niej, złapałem za rękę i poszliśmy do jej pokoju.
- Co on tu robi?!- wrzasnąłem, kiedy Nel już zamknęła drzwi od środka na klucz.
- Nie przyszedł do mnie Lou- powiedziała spokojnie.- Ale i tak nie zamierzał odpuścić.
- Zerwałaś z nim wreszcie?- zapytałem ją z nadzieją.
- Wieeeeesz- zaczęła się wykręcać, a ja z westchnieniem opadłem na łóżko.
- Nel, miałaś z nim zerwać, pamiętasz?
- Wiem, ale myślisz, że miałam okazję?
- Siedzi u ciebie w domu, nie?!
- Niby tak...- westchnęła.- Jak na próbie?
- Błagam cię, nie zmieniaj tematu, ale dobrze. Dzięki.
- Spoko- podeszła i usiadła obok mnie i przytuliła się do mnie.- Dziękuję ci Louis, jesteś najlepszym przyjacielem, jaki mógł mi się przytrafić.
- Nawzajem- powiedziałem wtulając twarz w jej włosy i poczułem takie przyjemne ciepło przy sercu. Czuję to tylko przy niej, kiedy jest blisko mnie.

*Harry*

- Ten film był świetny, seryjnie- mówiłem w drodze do domu.
- Zgadzam się, chyba najlepszy od tego reżysera- powiedziała Veronika i złapała się mnie pod ramię. Chociaż starałem się tego nie okazywać, moje serce zabiło szybciej.

*Nie mów nic. Kocha się za nic. Nie is­tnieje żaden powód do miłości.*
*Paulo Coelho*
- Idziemy się przejść?- zapytałem wskazując głowa w stronę parku.
- Pewnie, ale chyba nie chcesz, żeby zaatakował mnie jakiś nożownik, hę?- zapytała podejrzliwie i uśmiechnęła się.
- Nie martw się, przy mnie ci nic nie grozi, uwierz- powiedziałem przytulając ją.
- Wierzę ci, wierzę. Chodźmy- współobjęci ruszyliśmy jedną z parkowych alejek. Po mimo tego, że na dworze było już ciemno usiedliśmy na jednej z ławek. Cały czas ją przytulałem.
- Veronika...- zacząłem, a ona podniosła głowę i spojrzała mi w oczy. Przybliżyłem swoją twarz do jej, ale zawahałem się, bo pamiętałem, jak zareagowała ostatnio. Jednak ona sama zaczęła pocałunek. Od razu oderwała się jak oparzona.
- Ja... Przepraszam, nie wiem, co mi się stało- zaczęła tłumaczyć nie patrząc na mnie, a ja złapałem ją za ręce i przyciągnąłem do siebie tak, że siedziała mi na kolanach. Pocałowałem ją, a ona to odwzajemniła. Długo na to czekałem, nawet bardzo, ale opłaciło się, i to jak. Bo tylko jedna rzecz sprawia, że mamy ochotę dalej żyć i próbować.

------------------------
No i co myślicie? Nudny, wiem, ale kompletnie nie miałam weny.
Pamiętamy zasadę? Czytamy= komentujemy
No to pozdrawiam, Vanessa


  • awatar One Thing ♥: Nudy..??!!- Nigdy jest Genialne..: D.!!
  • awatar ♥Blanka-Blaaanka ♥: Swietny blog :3
  • awatar Maalik.: nie podoba ci się ?! jak cię znajdę.... to normalnie nie ręczę za siebie ! aaaa Narry ! jeju ! jaka ta animacja jest boska ! okay , okay .... nadrabiam dalej ; **
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

madzia.01.12.99
 
wanka48
 
U mnie nowy , w końcu
Tak jak prosiłaś zmieniłam zdjęcie
 

wanka48
 
madzia.01.12.99
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
*Są ta­cy, którzy uciekają od cier­pienia miłości. Kocha­li, za­wied­li się i nie chcą już ni­kogo kochać, ni­komu służyć, ni­komu po­magać. Ta­ka sa­mot­ność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od sa­mego życia. Za­myka się w sobie.*

*Jan Twardowski*

*Emily*

- Liam jest typowym facetem. Ma z mózgu kleik i nic na to nie poradzimy- tłumaczyła mi Jess, kiedy wieczorem przyszła do mojego pokoju.
- No, ale...
- Jess, zabujała się, daj jej spokój- powiedziała Nel leżąc na łóżku i patrząc w sufit.
- Taa, tak jak ty- westchnęła jej siostra, a Nel poderwała się i zmierzyła ją wzrokiem.
- Wcale nie- powiedziała już dziś po raz jedenasty, kiedy razem w Jessicą próbowałyśmy coś od niej wyciągnąć.
- Przecież wiemy. Tak szczerze, to według mnie Lou byłby lepszy niż Luke- powiedziałam, a ona głośno westchnęła.
- Czegoś cie się mnie tak uczepiły?! Chyba miałyśmy rozmawiać o Emily i Liamie, tak?
- Tak, ale dziewczyny...- zaczęłam, bo chciałam im powiedzieć, że ja i Liam to tylko gra, ale nie wiedziałam, jak zareagują.
- Nom, mów- Jess sięgnęła po kawałek ciasta, a Nel po butelkę soku pomarańczowego.
- Nie jesteśmy z Liamem parą- powiedziałam szybko... i przyniosło to marne skutki. Jessica wypluła ciasto na siostrę, a Nel zakrztusiła się i wypluła cały sok na dywan.
- Że co?- zapytały razem, kiedy już odzyskały oddech.
- Jak to możliwe?- dodała Nel.- Przecież mówiliście, że...
- Wiem, co mówiliśmy- przerwałam jej. Opowiedziałam im wszystko jak to było, a one, kiedy skończyłam, patrzyły na mnie jak na idiotkę.
- Czyli, że nie jesteście razem?!
- Tłumaczę wam, że nie!
- To się porobiło- westchnęły.
- Dobra, ja idę- Nelly wstała i ruszyła w stronę drzwi jej pokoju.
- Idziesz do Lou?- zapytała Jess, a ona wkurzona się odwróciła.
- Dacie mi wreszcie z nim spokój? Czego wy jeszcze ode mnie chcecie?!
Wyszła trzaskając drzwiami.
- Ja jej nie rozumiem.
- Wiesz, ciąża Scarlett, do tego z Martinem, zazdrość Luka, a z jednej strony Louis, to wszystko jest dla niej bardzo trudne- powiedziałam i poszłam do siebie.

*Jessica*

Postanowiłam się przejść. Nie miałam ochoty dłużej siedzieć w domu. Musiałam się przewietrzyć, bo inaczej by mnie szlag trafił. Szłam chodnikiem i już było ciemno. Nie przejmowałam się tym za bardzo. W nocy świat wydaje się inny. Mroczniejszy, i to czyni go wyjątkowym.
Przeszłam obok pełnej po brzegi dyskoteki, gdzie zabawa trwała w najlepsze. W parku przyglądałam się latarniom, które kilka chwil potem zgasły. Zresztą, jak wszystkie inne światła na ulicy widocznej z parkowej alejki. Cały ten widok przypomniał scenę z tandetnego horroru ocenionego na jedynie jedną, marną gwiazdkę, ale i tak przyprawiał mnie o dreszcze na całym ciele.
Nagle...
... poczułam czyiś oddech na szyi. Prawie ugięły się pode mną kolana.
- Czekałem na ciebie- wyszeptał oślizgłym tonem, który ześlizgnął się po moim ciele jak brudne ścieki, a jego ręka z jakąś chustką wylądowała na moich ustach...

*Narracja 3-os*

Dziewczyna wiła się i próbowała krzyczeć, ale uścisk napastnika był zbyt silny. Mężczyzna popchnął ją na ziemię i rozerwał bluzę z kapturem. Ona płakała, ale po chwili jakby straciła przytomność. Jednak po kilku sekundach wróciła do świata żywych, żeby zacząć ponownie krzyczeń i prosić o pomoc. Nikt nigdy nie dowie się, jakim cudem przechodził tamtędy jeden, młody człowiek. Kiedy chłopak zobaczył, do czego zaraz dojdzie w parku natychmiast tam przybiegł. Odciągnął mężczyznę od dziewczyny i uderzył z pięści w środek twarzy. Tamten zatoczył się, ale oddał cios. Po kilku uderzeniach, napastnik padł, a chłopak uklęknął przy dziewczynie.
- Jessica- wyszeptał, a po jego policzkach zaczęły spływać łzy.- Proszę cię, nie rób mi tego. Dziewczyna lekko uniosła powieki i dotknęła mokrego policzka chłopaka.
- Zayn...

*Zayn*

*Gdy­byś kiedy we śnie poczuła, że oczy mo­je już nie pat­rzą na ciebie z miłością, wiedz, żem żyć przestał.*

*Stefan Żeromski*

- Jessica, żyjesz??? To znaczy, nic ci nie zrobił? Jak się czujesz?
- Jakby ktoś przejechał mnie czołgiem- zbladłem, a ona lekko się uśmiechnęła.- Jeszcze żyję, ale...
W tym czasie jej oczy zaszły łzami i rozkleiła się na dobre. Zabiję tego chama (milej już nie mogę) za to, co chciał jej zrobić. Nie daruję mu tego.
- Chodź, zabiorę cię do mnie. Ani Scarlett, ani Martin, Steven czy dziewczyny nie powinny cię zobaczyć w takim stanie.
Nie odpowiedziała, wziąłem ją na ręcę, a ona wtuliła się w mój tors. Wtuliłem twarz w jej włosy i ruszyłem najkrótszą (ale taką, żeby dużo osób nas nie widziało) drogą do domu mojego i chłopaków.
Wszedłem cicho do domu. Chłopaki spali na kanapie, a ja wszedłem po schodach na górę do mojego pokoju. Położyłem Jess do łóżka i okryłem kołdrą, a sam wybrałem numer do Nel i zadzwoniłem. Miałem nadzieję, że pomimo późnej pory odbierze.
- Halo?- a jednak.
- Cześć Nel. Tu Zayn.
- Hej, coś się stało?
- Nie, tylko... Jess się u nas zasiedziała i zasnęła, więc z chłopakami przetrzymaliśmy ją na noc, to żebyście się nie martwili, jakby co.
- Okej, dzięki.
- Ej, coś się stało? Masz jakiś dziwny głos.
- Nie, no coś ty- wciągnęła powietrze przez zatkany nos.
- Ej, przecież słyszę, płakałaś? Co się stało?!
- Nie, przestań, nic się nie stało- mówiła, ale ja nie byłem głupi.
- Może chciałbyś, żebym przyjechał i pogadamy w spokoju, co?
- Zayn, to na prawdę bardzo miłe, ale nic się nie stało. Muszę po prostu pobyć sama, okej?
- Dobra, to do jutra,
-Cześć- rozłączyła się.
Spojrzałem na Jess. Spała, ale nie spokojnie. Chyba, wydaję mi się, że... mam przeczucie, że czuję do niej coś o wiele, wiele więcej.

*Naomi*

- Cześć Luke- przywitałam się, a on mnie przytulił.
- Tęskniłem za tobą- powiedział z uśmiechem.
- Bo widzieliśmy się zaledwie wczoraj- zaśmiałam się, a on zrobił dziwną minę.- Coś się stało?
- Owszem.
- Coś poważnego? Bo masz taki głos, że boję się pytać.
- Jednak zapytałaś- złapał mnie za rękę i poszliśmy w stronę jego mieszkania. Weszliśmy, a on wszedł do pokoju na końcu korytarza. Ja popatrzyłam na bałagan panujący dookoła i ruszyłam do salonu. Wyglądałam przez okno.
- Mam dość twoich kłamstw- zasyczał wchodząc do salonu. Odwróciłam się gwałtownie.
- O co ci chodzi?- zapytałam, a on ruszył przez salon szybkim krokiem. Kiedy był tuż przy mnie, uderzył mnie w twarz. Nie było istotne, jak bardzo bolało, tylko, że to była najbardziej upokarzająca rzecz, jakiej w życiu doświadczyłam.
- Zwariowałeś?!
- Nie, i dobrze ci radzę, nie mów tak do mnie, okej?! Prosiłem cię, żebyś nie spotykała się już z Louisem, cz jego koleżkami, ale ty wolałaś mnie nie posłuchać- znowu mnie uderzył. Do oczu napłynęły mi łzy, ale żadna nie wypłynęła. Nie byłam taka głupia. Luke odsunął się, pogłaskał mnie po policzku i wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi na klucz.
- Świnia niedorobiona- mruknęłam i jeszcze raz wyjrzałam przez okno. Nie wahałam się ani chwili. Otworzyłam balkon i przekroczyłam barierkę. Złapałam się mocno najniższej rurki z balustrady i spuściłam się w dół. Wylądowałam na tyłku na przewróconej choince. Stękając wstałam otrzepałam się i spojrzałam w górę. Nie czekając ani chwili dłużej ruszyłam w stronę mojego domu. Było już ciemno, ale wolałam pokonywać ciemne ulice w drodze do domu, nić być w domu u tego kretyna. Co ja sobie wyobrażałam?! Idiotka- karciłam się w myślach. Akurat doszłam do mojego domu. Z ulgą i łzami w oczach (które już wypłynęły) pobiegłam do swojego pokoju i zamknęłam od środka drzwi. Zadzwonił telefon. Odebrałam i wysłuchałam Zayna.
-------------------------------
I jak jest???? Mnie się nie podoba, krótki, nudny i jakiś taki nie tego, ale czekam na Wasze opinie
Aha, i jeszcze jedno, wprowadźmy nową zasadę, okej?
Jak czytamy = komentujemy.
Chcę po prostu wiedzieć, ile osób te wypociny czyta, ok?
  • awatar Maalik.: Masz niską samoocene ! baardzo ! normalnie muszę cię znaleźć ! ugh ! jejuuu ! ,,... poczułam czyiś oddech na szyi. Prawie ugięły się pode mną kolana...'' jejuu ! to normalnie ! fgvkl;'! dobra , a ja nadal nadrabiam !
  • awatar psstt...: Taak! Dziewczyny mają rację! Nell i Lou mają być razem! Jeszcze ten idiota Luke! Jak on mógł ją uderzyć? Nie wierzę.. -.- Jejuu.. Jess! Dobrze, że Zayn był na miejscu! Przecież gdyby nie on! Aż strach pomyśleć.. ;/ No i może w końcu przekona się do Mulata! ;) Uwielbiam! I wcale nie jest nudny! jasne! <3
  • awatar Vanish♥: @♥Agolek208♥: ale ja nic przecież od ciebie nie wzięłam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

*Naomi*

- Jest 10 centymetrów śniegu i mamy jechać na biwak?- zapytała Emily, a Lou pokiwał głową.- Ale jak zachoruję, to ty będziesz mi płacił za leki.
- Jasne- uśmiechnął się.- Sam nie rozumiem tego pomysłu, ale jest dobrze.
- Yhy.

*dwa dni później*

-No dobrze dzieci, usiądźmy sobie, a teraz przydzielimy wam namioty- tata Lou już od dobrej godziny zaczął bawić się w przewodnika, a teraz, kiedy chłopaki rozstawili namioty ponawia zabawę.- Naomi z Lukiem, Emily z Liamem, Charlie i Jessica z Veroniką, Louis z Harrym, Niall z Zaynem, ja z moją żoną (zawsze ją tak nazywał, kiedy chciał jej zrobić na złość.) Pasują wam takie układy?
- Taa- mruknęliśmy pod nosem, a on westchnął.
- Ej no, ale więcej życia młodzi, jak chcecie jutro przejść 20 kilometrów?
- Ile?!- ja i Emily wyplułyśmy przed siebie wodę, którą akurat piłyśmy. Zdecydowanie najgorsze było to, że nagle, z nie wiadomo jakich powodów, zaczęło być strasznie ciepło.
- Zobaczymy, kto z was ma jaką kondycję, a teraz szykować się, za pół godziny idziemy na 8- kilometrowy marsz po górach.
- To są chyba jakieś żarty- Harry usiadł na pniu drzewa, kiedy rodzice Lou weszli do swojego namiotu.
- Niestety Harry, obawiam się, że jednak oni nie żartują- powiedziałam i wszyscy rozeszliśmy się do ,,siebie''.

*pół godziny później*

Zebraliśmy się po środku paleniska. Ojczym Louisa zebrał nas wszystkich i poszedł pierwszy w głąb lasu. Nikt z nas się nie ruszył. Spojrzałam na Louisa. Wzruszył ramionami i oboje pobiegliśmy za jego ojczymem, jak małe dzieci na letnich koloniach.

*Emily- półtorej godziny później*

- No, idziemy, nie obijamy się- wołał ze szczytu zbocza ojczym Lou. W zasadzie, jak on ma na imię? Nie wiem, nazwijmy go bezimienny.- Szybko no!
- Co nas podkusiło?- zapytał zdyszany Harry łapiąc się drzew.
- To kara za wasze winy- zaśmiały się Jessica i Nel idąc dalej. Rany, dzielne są.
Kilak minut później nawet one poległy.
- Idziemy- Lou wziął Nel na ręcę, ale potem po kilkunastu metrach, kiedy potknął się o korzeń drzewa, oboje wylądowali na mokrej ziemi między drzewami.
- Ty głąbie-westchnęła Nel wstając, a on wstał za nią. My z Liamem cały czas trzymaliśmy się za ręcę. Reszta nie kryła zdziwienia, kiedy oznajmiliśmy, że jesteśmy parą, ale z trudem nie wybuchliśmy wtedy śmiechem. No cóż, Prima Aprilis to nie jest, ale na żarty nigdy nie jest za późno.
Po tych nieszczęsnych kilometrach, usiedliśmy na jakiejś ławce, ponieważ doszliśmy do jakiegoś ośrodka. Na jednym wdechu opróżniliśmy wszyscy razem 20 butelek pół litrowych wody mineralnej, a potem puszyliśmy w drogę powrotną. Tyle..... że jeszcze gorszą drogą, a raczej mini ścieżką. Do obozowiska dotarliśmy jakoś około 190. Dalej było ciepło, ale już nie tak bardzo. To jest jakieś nienormalne, jest 10 grudnia. Co to jakieś ocieplenie klimatu?! Zebraliśmy się 0 200 przy już rozpalonym ogniskiem, nad którym pan bezimienny, Liam i Zayn męczyli się dość długo. Usiedliśmy wokół ogniska. Nel opierała się plecami o tors Luke'a, a on obejmował ją ramionami. Po wyrazie jego twarzy, widziałam, że cieszy się, że przynajmniej teraz nie musi mojej przyjaciółki dzielić z Louisem. Ja trzymałam Liama za rękę i opierałam głowę o jego ramie. Wydaje mi się, że zaczynam coś do niego chyba czuć, ale to jest niemożliwe. On i tak, kiedy nikt nas nie widzi, puszcza mnie i uśmiecha się mówiąc, że coraz bardziej podoba mu się to udawanie. Ustaliliśmy, że za jakiś czas odstawimy wielkie zerwanie i przestaną o nas gadać, ale jeśli mam być szczera, wolałabym odwlekać ten czas najdłużej jak się da.
- No więc, macie jakieś pomysły na miłe spędzenie tego wieczoru?- zapytał pan bezimienny. Dobra, głupio mi go tak nazywać, po prostu, to jest ojczym Lou. Trzeba było tak od razu.
- Sen?- podpowiedział Hazza.
- Powrót do domu?- podsunął Lou.
- Popieram- dodali Nel i Niall.
- Nieee- odpowiedział ojczym Lou.
- Opowieści o duchach- mruknął Zayn, a siedząca obok mnie Jessica wzniosła oczy ku niebu.
- Może być- westchnął Li.
- No- zgodziłyśmy się z dziewczynami, a ojczym Lou posłał nam wszystkim szczery uśmiech.
- To kto zaczyna?
- To będzie dłuuuga noc- westchnęła Charlie, a my pokiwaliśmy głowami.

*Naomi- 4 godziny później*

- Ja już padam- westchnęłam opierając głowę o ramię Luke'a.
- Chcesz już iść?- wyszeptał mi na ucho, a ja pokiwałam głową. Wszyscy już się powoli rozchodzili. Wstaliśmy i trzymając się za ręcę poszliśmy do naszego namiotu.
- A jutro 20 kilometrów- przypomniał mi Luke, kiedy kładłam się do swojego śpiworu.
- Dziękuję, to mi na prawdę poprawiło humor- zaśmialiśmy się. W tym czasie, ktoś zaszurał paznokciami w materiał, z którego były ,,zbudowane drzwi namiotu''.
- Nelly, idziesz ze mną smarować Harremu twarz pastą do zębów?- usłyszeliśmy głos Louisa, który najwidoczniej sam nie miał zamiaru iść spać i zamierzał nie dawać też innym spokojnie odpocząć. Luke spojrzał na mnie , kiwając przecząco głową.
- Jak chcesz, to chodź z nami- powiedziałam szeptem, a on westchnął.
- Nie, idź sama, tylko nie za długo, okej?
- Yhy- wyszłam z namiotu i stanęłam przed Lou.- Idziemy?
- Jasne.
***
- Brawo- skwitowałam, kiedy twarz, włosy, dłonie i stopy Harrego pokryte już były pastą do zębów.
- Wiem- przyznał Lou i wyszliśmy z namiotu.- Przejdziemy się?
- Yhym- zaczęliśmy iść w stronę linii drzew. Blisko obozowiska kiedyś, dawno temu, zostały wstawione huśtawki. Usiedliśmy na nich i w ciszy wpatrywaliśmy się księżyc.
- Pamiętasz jak przyjechaliśmy tu 12 lat temu z moimi rodzicami na biwak?
- Taa, w moje urodziny, a ja zrzuciłam cię z huśtawki, bo myślałam, że nie masz dla mnie prezentu- zaśmiał się, a ja szturchnęłam go lekko w ramię.
- Bolało- przyznał, a ja się do niego przytuliłam.- Już lepiej.
Tym razem to ja się zaśmiałam i oboje wstaliśmy.
- Dziwne, że to jeszcze widać- Louis wskazał na jedno z większych drzew. Na twardej korze, było wycięte: ,,Lou i Nel, BFF''. Nasze dzieło podczas letnich wakacji 12 lat temu.
- Wtedy wszystko było łatwiejsze- wyszeptałam, a on mocniej mnie przytulił.
- Ale chyba się nie rozpłaczesz, co?- zapytał i wiedziałam, że właśnie się uśmiecha.
- Nie- uśmiechnęłam się i spojrzałam na niego. Nasze twarze się do siebie zbliżyły.
- LOUIS, DO JASNEJ CHOLERY CO TO MA BYĆ, JAK CIĘ DORWĘ TO CI NOGI Z TEJ TWOJEJ ZAKICHANEJ DUPY POURYWAM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- Harry się obudził- westchnął Lou i gwałtownie się od siebie odsunęliśmy. Nie patrząc na niego ruszyłam w stronę, skąd dobiegały krzyki loczka.
- Co się dzieje?- zapytała Emily, kiedy wszyscy staliśmy obok namiotu Louisa i Harrego.
- Ten... ughhhttt... Louis wysmarował mnie pastą do zębów!!!!
- Wcale nie- oburzył się Tomlinson.
- Dość- przerwał znużony Liam.- Harry, majaczysz, idź spać, Lou do siebie, wszyscy idźcie już spać.
- Tak jest, Daddy Direction- wymamrotał Niall i wcisnął się do swojego namiotu, który dzielił z Zaynem.
- Do jutra- wszyscy się ze sobą pożegnali i poszli do siebie.
- Wreszcie- westchnął Luke obejmując mnie ramieniem.
- Yyhym- mruknęłam i zamknęłam oczy próbując zasnąć. Nie było mi to jednak pisane. Luke ścisnął mi ramię, że chyba nie dopływała mi już krew. Syknęłam z bólu i poderwałam się.
- Co ty robisz? Zwariowałeś?
- Ja zwariowałem?!- też się podniósł i do mnie przybliżył.- To nie ja prawie cię zdradziłem z jakimś żałosnym gwiazdorzyną do siedmiu boleści!
- Co?!- udawałam, że nie wiem, o co mu chodzi, ale wiedziałam jedno. Widział, albo raczej podglądał.
- Wszystko wiem, widzę jak na niego patrzysz, jak trzymasz się z nim za ręcę albo inne takie.
- Od samego początku, jak byliśmy ze sobą wiedziałeś, że Lou to mój przyjaciel i ja się w stosunku do siebie zachowujemy, powiedziałeś, że nie masz z tym problemu, a teraz co?!
- Nie zmieniaj tematu- warknął na mnie i przez chwilę myślałam, że mnie uderzy.
- Nie będę z tobą rozmawiać- odpyskowałam i położyłam się do niego odwrócona plecami. On jednak jak jakiś upierdliwy dzieciak przysunął się do mnie i przytulił.
- Louis mi ciebie nie zabierze- wyszeptał mi na ucho, a ja zaczęłam w tamtym czasie podejrzewać, że jest chory psychicznie.

*Charlie- dzień później*

Obudziłam się jakoś wcześniej. Jessica i Veronika jeszcze spały. Wyszłam z namiotu, żeby rozprostować kości. Czułam się w miarę wypoczęta, ale jak to ja. Na 100% za parę godzin będę na wyczerpaniu organizmu po zarwanej nocy ciągłymi rozmowami z nowymi przyjaciółkami.
- Cześć Charlie- usłyszałam wesoły głos, dobiegający zza moich pleców. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętego od ucha do ucha blondyna z rozczochranymi włosami.
- Cześć Niall, jak tam? Wyspałeś się?
- W miarę, jeśli to w ogóle możliwe przy chrapiącym hymn Zaynie to tak, jestem wypoczęty jak skowronek- zaśmialiśmy się. Niall usiadł obok mnie i zaczęliśmy rozmawiać. O różnych rzeczach, jak to ludzie. W odstępach czasu zaczęli przychodzić inni. Emily i Liam trzymając się za ręce, Zayn rozmawiający z Harrym, Jessica i Veronika, Nel z Lukiem, i na końcu Louis. Jego rodzice przyszli zaraz po nim i obwieścili, że na pół godziny wyruszamy. Wśród zebranych przebiegły ciche pomruki.
- Widać, że się cieszycie- przyznał ojczym Lou i odszedł z wrednym uśmieszkiem do namiotu.
- Ach, ten mój mąż to jak coś powiem, nie martwcie się dzieci, jeśli będzie trzeba, przywiążemy go do drzewa i zostawimy- obiecała mama Lou, żeby nam zrobić przyjemność.
- A wrócimy wtedy od razu do domu samochodem?- zapytał słodko Niall, a mama Louisa się zaśmiała.
- Oczywiście Bill- jak zwykle myląc jego imię, odpowiedziała na jego pytanie.
Po tych nieszczęsnych 30 minutach wyruszyliśmy w dwudziesto kilometrowy marsz po bardzo, bardzo, bardzo, bardzo dużej górze. Nie ma to jak wspinaczka, nie?

*po tych nieszczęsnych 20 kilometrach*

- Ja chcę pić- jęczał Niall. Sięgnęłam do plecaka i podałam mu wodę.- O, dziękuję- oddał mi pustą butelkę.
- Proszę bardzo- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
- Nie wiesz, co się stało Naomi i Louisowi?- zapytała mnie Veronika na ucho kiwając głowa w stronę owej dwójki. Faktycznie, dziwnie się zachowywali. Nie odzywali się do siebie, ani nic. Zupełnie nie przypominało to zachowania z dnia wcześniejszego.
- Nie, zapytajmy Jessici.
- Sorry, ale nie wiem, to jest dziwne, przyznaję. Mogłabym ja zapytać, ale i tak mi nic nie powie, jest zbyt uparta, może za kilka dni, bo jak widzę, to na razie nic z niej nie wyduszę.
- O czym tam plotkujecie?- zawołał Zayn z tyłu.
- O niczym- odkrzyknęła Jessica wrogim głosem. Ona go serio nie znosi.

*Harry*

- Veronika...- zacząłem, kiedy przechodziła obok mnie.
-Tak Harry?- zapytała spoglądając na mnie.
- Tak chciałem zapytać, czy jak już wrócimy do Londynu, to może jutro poszłabyś ze mną do kina?
- Ale Harry...
- Wiem, jako przyjaciele, Lou zapewne, sądząc po jego zachowaniu i minie nie będzie miał ochoty, a z tobą po prostu dobrze się bawię.
- No dobrze- uśmiechnęła się. Chwilę później usłyszeliśmy głos mamy Lou.
- KONIEC!
- TAK, WRESZCIE, JUŻ NIE MOGŁEM SIĘ DOCZEKAĆ CYWILIZACJI, WRESZCIE, MOJE KOCHANE AUTKO, DO DOMU, DO DOMU BŁAGAM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- Niall podbiegł do samochodu, który stał zaparkowany na parkingu i próbował otworzyć drzwi, ale po chwili dał za wygraną.
- Zapraszam młodzieży- ojczym Lou otworzył drzwi i po jakiś kilku minutach odjechaliśmy szczęśliwi (I ZMĘCZENI) w stronę Londynu.

*Emily*

- Kolejny dzień udawania z głowy- westchnął Liam siedząc na moim łóżku.
- Taa, udawania- westchnęłam.
- Ej Emily, coś się stało?- zapytał spoglądając na mnie brązowymi oczami.
- Nie skądże, jest dobrze.
- Pomyślałem sobie, że może poszlibyśmy gdzieś razem, tym razem nie udając, po prostu, żeby być razem- wypalił.
- Yyy, ja, jasne- uśmiechnęłam się zdziwiona.- A jak ktoś nas zobaczy?
- To dobrze, przecież nie musimy się cały czas całować, czy trzymać za ręce, nie?
- No nie- przyznałam.
- Liam zbieraj się, idziemy do domu- Louis wpadł do mojego pokoju.
- Chłopie uspokój się, przecież nic się nie stanie, jak pójdziemy za pól godziny, nie?
- Tak, chodź już.
- Zachowujesz się, jakbyś nie mógł tu wytrzymać.
- Idziesz czy nie?- zapytał już zdenerwowany, a Liam westchnął.
- Przepraszam Emily, ale muszę wracać- ,,pocałował'' mnie na pożegnanie i wyszedł na Louisem.

*Naomi*

Czy to prawda? Czy to prawda, że może kocham Louisa? Nie tak jak zawsze, jak przyjaciela, tylko jako kogoś więcej? Jak... chłopaka? Nie, niemożliwe, ale po tym, co zaszło, poprawka, co prawie zaszło w nocy na biwaku, to dziwnie się czuję w jego towarzystwie, a nawet o nim myśląc. Zaczynam czuć dziwne ciepło w okolicach serca, a puls mi przyspiesza. Już sama nie wiem.
- Nelly- Martin uchylił drzwi do mojego pokoju.- Mogę?
- Pewnie- odłożyłam laptopa na łózko i usiadłam.
- Bo wiesz...
- No...- pomagałam mu, żeby się wysłowił.
- Mam problem.
- Jaki?
- W zasadzie.... twoja ciocia ma problem, i ja też.
- Co się stało???- zapytałam trochę przerażona.
- Twoja ciocia i ja... będziemy mieli dziecko.
- Że co?!
- Nie denerwuj się, tak wyszło.
- Jak możesz mówić, że tak wyszło?! Kiedy to się stało?!
- 5 miesięcy temu- odpowiedział cicho.
- Co?! Przecież wtedy, wtedy wujek był za granicą, jak mogliście to zrobić, nic dla was nie znaczył?!
- Znaczył Nelly, proszę, tylko ty możesz nas jeszcze zrozumieć.
- Nie wierzę w to-schowałam twarz w dłoniach.
- Nelly...- dotknął mojego ramienia.
- Wujek prosił cię wtedy, żebyś mu pomógł, a ty co?
- Byłem zajęty- powtórzył mi po raz 90-ty od czasy pięciu miesięcy.
- Bzykaniem jego żony?!- zerwałam się.- Jak wy mogliście mu to zrobić?! Wiecie, co by powiedział, gdyby teraz żył?!
- Nie trudno to sobie wyobrazić- powiedziała cicho Scarlett wchodząc do pokoju.
- To jest jakieś nienormalne- powiedziałam patrząc na jej brzuch. Faktycznie, był jakby większy.
- Nelly- zaczęła, ale ja jej przerwałam.
- Nie chcę słuchać żadnych waszych tłumaczeń, czy innych, wyjdźcie stąd.
- Nie rozumiesz...
- Nie chcę rozumieć, nie chce wiedzieć, czy byliście pijani, czy trzeźwi, czy co tam jeszcze, nie! Wyjdźcie z mojego pokoju i nie przychodźcie, dobra? Mam już tego wszystkiego dość. Wy myślicie, że ja nie mam własnych problemów, żeby użerać się z waszym dzieckiem, które nigdy nie powinno było powstać???!!!! Nie!Mam mnóstwo problemów, kłopotów, ale was to nie obchodzi Wasze dziecko to tylko i wyłącznie z waszej głupoty.
Osłupieni moim wybuchem wyszli, a ja zatrzasnęłam drzwi i rzuciłam się na łóżko. Z moich oczu poleciały łzy. Tego wszystkiego jest stanowczo za dużo, najpierw spraw Luke'a i Louisa, którego chyba kocham, a teraz to. Mam już tego dość. Dość rodziny, przyjaciół, czy tego bezsensownego życia...

__________________

I co myślicie? Po tygodniu, ale jest. Do Waszej dyspozycji zostawiam, co będzie dalej, uruchomcie swoją wyobraźnie, czekam na pomysły
Pozdrawiam, Vanessa
  • awatar One Thing ♥: Jejciu.! Ciąża. . Całoś- Super..!..<3
  • awatar Maalik.: o nie ! Naomi nawet nie możesz tak myśleć ! ogarnąć się trzeba ... i wszystkie złe scenariusze przeleciały mi przez myśli ... ale dziwna ja ...
  • awatar Nika.Styles♥: Omnomnomnomnom <3 Koooocham <3 Jesteś boska :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

madzia.01.12.99
 
wanka48
 
Gdzie jest nowy rozdział ? Ja czekam ♥
U mnie 2 rozdział ; )
Przepraszam że tak póżno , ale nie miałam za dużo czasu : (
 

fuck.reality123
 
wanka48
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

fuck.reality123
 
wanka48
 
No i ja się pytam gdzie jest rozdział ?
  • awatar Nika.Styles♥: Byłoby cudnie :*
  • awatar Vanish♥: sorka, ale sama nie wiem, gdzieś na samym końcu mojego umysłu, ale włączyłam właśnie word pada i piszę, a mam już 2 strony, może dzisiaj dodam ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

directioners21996
 
wanka48
 
Zapuściłaś opowiadanie! Z resztą tak jak ja xD Ale co tam ♥ Tęsknie! ;*
 

misiadusia
 
wanka48
 

;)

U mnie nowe, komentujcie
 

 


*Harry*

Nie rozumiałem, o co jej chodziło. Czy zrobiłem coś źle? Za pewne tak, ale ja nie chciałem niczego złego no. Po prostu, kiedy jestem przy niej, czuję się inny. Lepszy? Może i tak, ale już sam nie wiem, co dalej robić. Lou, kiedy wróciliśmy od Emily i Naomi, powiedział, że powinienem z nią pogadać, i żebym do niej szedł, ale po tym, co między nami zaszło, jest już chyba zbyt poważne.
- Nie lepiej o tym zapomnieć?- zapytałem przyjaciela.
- A gdybym ja pocałował Nel, bo się w niej zakochałem, to jak myślisz, co bym zrobił?
- Przecież Nel ma chłopaka- powiedziałem zdezorientowany.
- Właśnie dlatego dałem taki przykład. Jak myślisz?
- Zostawiłbyś ją w spokoju?
- Nieeeee- powiedział, jakby to była najprostsza rzecz na świecie.- Walczyłbym o nią. Jeśli ją kochasz, to powinieneś do niej pójść, jasne?
- No w sumie, chyba masz rację- powiedziałem i wstałem z krzesła w moim pokoju.- A tak na serio- zacząłem stojąc w drzwiach.- Kochasz Nel?
- Oczywiście- spojrzałem na niego, jak na kretyna.- Ale nie tak! To jest tylko przyjaźń. Od zawsze.
- Jasne, cześć- powiedziałem i wyszedłem z domu. Skierowałem się w stronę domu Veroniki.

*Naomi*

- Tylko mi nie mów, że to tylko przyjaciel, bo nie wytrzymam- mówił Luke idąc za mną przez korytarz.
- Ale to jest na serio, tylko przyjaciel- powiedziałam, a on pokręcił tylko głową.- Luke- dotknęłam jego ramienia.- Możesz mi przecież nie wierzyć, ale przysięgam ci, że Louis to tylko i wyłącznie mój przyjaciel.
- Serio?- zapytał ze sceptyzmem. Westchnęłam.
- Tak, możemy wreszcie skończyć temat Louisa?
- Tak, ale...
- To na serio urocze, że masz obsesję na jego punkcie.
- Nie mam obsesji, tylko wkurza mnie, jak cię maca, a tobie to najwidoczniej odpowiada.
- On mnie wcale nie maca- powiedziałam pewnie.- Dajmy już spokój, dobrze?
- Skoro mnie prosisz...

*Emily*

- Dalej nie rozumiem, jak ona mogła gadać takie bzdury w tym wywiadzie- powiedział Liam, kiedy szliśmy jedną z parkowych alejek.
- Li, uspokój się, okej? Wiesz, jaka ona jest. Wiesz także, jakie są media, trochę pogadają i skończą. Nie raz już tak było, co nie?
- W sumie, masz rację, ale to było szczere, że niby ja i ty.
- Taa, masz rację, żałosne, nie?
- No- zakrztusił się śmiechem, ale od razu spoważniał.- To znaczy, nie chodzi mi o to, że jesteś zła, cz coś w tym styulu, tylko, że traktuję cię jak przyjaciółkę, a oni wymyślają takie rzeczy.
- Rozumiem, nie jestem obrażona- powiedziałam, choć w głębi duszy zabolało mnie to, że jestem tylko jego przyjaciółką, niestety, nigdy nie będę kimś więcej. Chociaż tak rozsądnie myśląc, on nie powinien mnie obchodzić. Znamy się krótki czas i mamy swoje osobne światy.
- A tak jeśli mówiąc już o parach- przerwał moje rozmyślania.- Co sądzisz o Luke'u?
- Luke jest... Czemu o niego pytasz?
- Louis mi coś tam gadał, że według niego on jest jakiś dziwny czy coś.
- Wiesz jaki jest Louis, Luke chyba kocha Nel, więc nie widzę przeciwskazań, żeby byli razem.
- Taa, ale wiesz, Lou jest jakby o nią... zazdrosny. Przynajmniej tak mi się wydaje.
- Mnie też, przecież oni się zachowują jak para. Ale to tylko dlatego, że znają się szmat czasu. Są najlepszymi przyjaciółmi, więc Lou może być o nią zazdrosny. Proste...
- Masz rację- powiedział, ale potem chytrze się uśmiechnął.- Wiesz, jeszcze kilka dni temu, powiedziałbym, że oni za chwilę będą już parą, ale proszę proszę, nieoczekiwany zwrot akcji.
- Dokładnie to samo myślałam. Serio- zaśmialiśmy się.
- Wiesz, skoro dziennikarze myślą, że jesteśmy parą, to możemy się pozgrywać i zagrać im parę stulecia.
- Fajny pomysł, a wtajemniczamy resztę?
- Nie- zaśmiał się po krótkim namyśle.- Ale jeżeli nie wytrzymasz i będziesz już musiała się wygadać Nel, to spoko.
- Postaram się wytrzymać.
Sama nie wiem, czemu się zgodziłam.

*Jessica*

O matko, co za nuda. Naomi poszła dawać korki w podstawówce, Steven szwęda się gdzieś z nowymi kumplami, a ja siedzę sama. Umówiłam się, że Emily wpadnie, ale zadzwoniła, że jednak nie może, bo jest umówiona z jakimś chłopakiem. Wszysycy mają swoje drugie połówki, tylko ja zostałam sama. W Doncaster wszyscy mieliśmy mnóstwo znajomych, a teraz? O wiele mniej. Jesteśmy tu od kilku dni, nie ma kiedy się z kimś zapoznać. Postanowiłam, że wyjdę z domu. Kiedy przechodziłam obok jakiejś kawiarni, coś mnie naszło, żeby wejść do środka. Usiadłam przy ladzie. Na blacie stał telewizor, akurat leciały wiadomości.
- Przepraszam, mogłabyś pogłosić?- spytałam dziewczynę, która stała za ladą. Wykonała moją prośbę i zaczęła oglądać razem ze mną.
- ..Jesteśmy świadkami szokującego wydarzenia. W Londynie doszło do makabrycznej zbrodni, na obrzeżach miasta znaleziono bezgłowie ciało nieznanej kobiety. Wiadome jest tylko to, że kobieta była zgwałcona. Przerażającym faktem jest, że to nie pierwsza taka sytuacja. Najgorsze jest to, że seryjny morderca zasmakował zbrodni i wydocznie na tym nie poprzestanie.''
- Straszne- powiedziała dziewczyna i wyłączyła telewizor.- A tak po za tym, to jestem Charlie- podała mi dłoń.
- Jessica, miło mi się poznać- uścisnęłam dłoń Charlie i zaczęłyśmy rozmawiać. Okazało się, że kwiarnia należy do jej rodziców, a ona tylko czasami tam pomaga. Po dwóch minutach wpadła moja siostrzyczka. Poznałam ją z Charlie i w trójkę wciągnęłyśmy się w rozmowę. Charlie wyznała nam, że wczoraj rozstała się z chłopakiem.
- Faceci są od innego Boga- powiedziała moja siostra popijając sok przez słomkę i siedząc na wysokim krześle przy barze.- To ciało bez głowy, słyszałyście?- pokiwałyśmy głowami.- Założę się, że to jakiś świr, może siedzi teraz z tą głową w kinie, albo teatrze.
- Teatrze?
- Ja bym nigdy nie poszła do teatru z obciętym męskim łbem, a wy?- zapytałam.
- Ja też nie- powiedziała Charlie.
- Ja tez nie- przyznała Nel.- Torebkę mam za małą, a z dużą do teatru wstyd.
- Fakt- przyznała nasza nowa koleżanka i wszystkie się zaśmiałyśmy. Zaprosiłyśmy Charlie do nas do domu na wieczór i wyszłyśmy.
- Możemy zaprosić chłopaków- powiedziała Naomi, a ja westchęłam.- No tak, przepraszam, zapomniałam, że ich nienawidzisz.
- Nie chodzi o to, że ich nienawidzę, nie przeszkadzają mi, ale nie przepadam za nimi.
- A szczególnie za Zaynem- dodała.
- Też.
- A wiesz, że on chyba coś do ciebie ma?
- Co?! Czasami na prawdę jesteś śmieszna, ale to wyszło poza skalę twojego rozumowania- powiedziałam, ale nie śmiałam się.
- Na serio.
- Nie mądrz się, młodsza jesteś i na świecie się nie znasz.
- Młodsza tylko o pół godziny, jasne? I chyba wiem, co się dzieje wokół mine. W przciwieństwie do ciebie. Facet ewidentnie na ciebie leci, a ty zbywasz go głupimi tekstami i innymi tego typu.
- Daj mi święt spokój- powiedziałam, kiedy wchodziłyśmy już do domu. Dopiero, kiedy siedziałam sama w pokoju, coś zrozumiałam. Kiedy szłyśmy z Nel do domu, wydawało mi się, że ktoś nas obserwował.

*Veronika*

- Harry, proszę cię, nie wracajmy do tego, dobrze?
- Ale Veronika, ja też cię proszę, chcę o tym porozmawiać, to nie odchodź tak sobie, okej?
- Harry...- westchnęłam, ale wpuściłam go do środka. Usiedliśmy w salonie.
- Veronika, błagam cię, daj mi wytłumaczyć, że ja...
- Że ty co? Harry, na serio, mam po dziurki w nosie głupich związków, czy romansów typu książki Jane Austen. Ja po prostu chcę zapomniać o tym, co się stało. Rozumiesz mnie? Chcę zapomnieć.
- A co ja mam zrobić?! Też mam zapomnieć?! Nie chcę zapominać, chciałbym...

*Harry*

Przerwałem, bo do domu wbiegł jej tata. Nawet nas nie zauważył, rzadko zauważał cokolwiej oprócz pracy. Sama Veronika jak nie Niallowi, to zwieżała się mnie. Pasowało mi to, ponieważ od dłuższego czasu czułem do niej coś więcej.
- Chyba powinieneś już iść- powiedziała cicho patrząc mi w oczy.
- Veronika, ja...
- Błagam cię, zapomnijmy.
- Dobrze, ale... chciałbym dalej się z tobą przyjaźnić- powiedziałem twardo, a nawet nie wiem, czemu się zgodziłem.
- Zgoda- powiedziaal i lekko się uśmiechnęła. Odprowadziła mnie do drzwi, a potem przytuliła. Szkoda, że nie dostanę niczego więcej. Tak bardzo mi na niej zależy.

*Louis*

Luke.... Siedzę przy oknie w pokoju i zadaję sobie to pytanie juz po raz 50-ty. Luk do niej nie pasuje, jest jakiś taki... dziwny? Ma ogólnie, dziwny sposób bycia, a moją przyjaciółke traktuję jak jakąś rzcz. No co? Może źle mówię?! Nie to, że coś, ale ostatnio jestem o Nel jakby... zazdrosny. Nie wiem, czmeu, po prostu, wkurza mnie, jak ten cały Luke się do niej przystawia. To jest wnerwiające, nie? Przerwałem rozmyślania, bo do drzwi wejściowych ktoś zadzwonił. Akurat byłem sam w domu. Liam wyszedł, bo powiedział, że poznal super dziewczynę, Harry jest pewnie u Veroniki, Zayn szwęda się po mieście z Niallem, a ja..? Niby mógłbym pójść do Nel, ale ona jest pewnie z Lukiem... Ten chłopak na serio mnie wkurza. Otworzyłem drzwi.
- Cześć Louis- przywitał się mój ojczym. Wpuściłem go do środka i poszliśmy do salonu.
- Co tam ciekawego mi powiesz?- zapytał, a ja wzrusyzłem ramionami.- Oj widzę, że nie najlepiej. Coś z dziewczyną?
- Ja nie mam dziewczyny- westchnąłem.
- Z Nelly?
- Może...
- Oj widzę, że Louis się zkochał...
- Wcale nie! Naomi to moej przyjaciółka od stu lat, jak bym się mógł w niej zakochać?
- Yyy no... Pszczółki, motylki i...
- Nie kończ blagam- uciąłem zażenowany.- Co się stało?
- A nic, pomyśleliśmy z mamą, że może ty i twoi przyjaciele pojechalibyście z nami pod namiot.
- Kiedy?
- Za dwa dni.
- Nie wiem, zapytam się, zadzwonię do ciebie i ci powiem, okej?
- Wyśmienicie, dobra młody, lecę, bo twoja mama dzwoni do mnie od godziny, że obiad stynie, ale musiałem przyjść.
- Spoko- wyszedł, a ja znów zostałem sam. Zakochany... w Nel? Dobre sobie. Jest ładna, to prawda, nawet bardzo, ma piękne oczy, uśmiech i w ogóle, ale to tylko przyjaciółka, a do tego ona widzi we mnie tylko przyjaciela. Nikogo więcej, a do tego ma swojego Luka. Ja powoli idę w odstawkę.

**********************

- Czyli, że pod namiot? - upewniał się Harry.- Z Nel, Jess, Veroniką i Emily?
- Jeszcze Nel mówiła, że one kogoś wezmą, jakąś Charlie, czy coś, ale po za tym, to tak.
- I jeszcze Luke- dodał Liam.
- Tak, jeszcze on- zazgrzytałem zębami.

------------------

Nudny i krótki, ale musiałam taki dodać sorka za literówki ale jutro poprawię
  • awatar One Thing ♥: O! Harry i Veronika . sweet.<33
  • awatar psstt...: Na początek Lou i Nell! ;D Muszą być razem. ;D A Luke.. hmm.. Niech spada i robi miejsce dla Louisa. ;D świetny. ;) Biorę się za nadrabianie. ;D
  • awatar cookie. ™: Świetny :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (19) ›
 

directioners21996
 
wanka48
 
Nowy!! ♥ Zapraszam ! + Kiedy dodasz? Już umieram normalnie!! ♥♥
  • awatar Live To Tell ♥: to czekam na ponowny napływ xd Haha ^^ ja też będę miała taki zaciesz jak dodasz !!! <3
  • awatar Vanish♥: cały czas piszę, mam mały nie dopływ weny do mózgu :| już lecę czytać Twój :D jaki zaciesz mam :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

madzia.01.12.99
 
wanka48
 
Hej miszczuniu U mnie już pierwszy rozdział
Jakoś mi się dziś udało dodać
A teraz czekam , aż ty dodasz
Proszę nie obraź się , że się u ciebie reklamuje , ale zapraszam na nowe opowiadanko u mnie

No i jeszcze przypomnie , że ja tu czekam na 3 rozdział u ciebie
  • awatar Vanish♥: @I'm a Directioner !: weszłam na gg, ty tez wejdź, bo cię nie ma :D
  • awatar Vanish♥: @I'm a Directioner !: ale spróbuję
  • awatar Vanish♥: @I'm a Directioner !: nie wiem, czy uda mi się przemycić laptopa na górę, bo mama siedzi w salonie, a szlaban mam na cały październik :D świat jest piękny :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Dobra, właśnie pozbyłam się gości, których lubię, ale teraz, kiedy poszli, mam święty spokój, i mogę zabierać się za rozdział
A jak Wam mija piątek?
  • awatar Jaram się nimi jak Lou marchewkami ;d: Hej zgadnij kto to? skomentujhttp://tylkoonedirection.pinger.pl/m/14921483/zgadnijcie-kto-to
  • awatar WakingLives: Uuuuu wolnego z takim fajnym chłopakiem :3 Hahah ja mam dyskoteke w październiku ale on nie jedzie -,- Mam nadzieje że biwak udany i rozdział będzie niedługo :3 U mnie prolog nowej historii
  • awatar I never grow up ♥: Pisz ! Pisz ! Czekam ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

misiadusia
 
wanka48
 

;)

Fajny blog! Wpadaj do mnie, nowe rozdziały! ŁAN DAJREKSZYN REAKTIWEJSZYN!
 

 
*Dobra krótka informacja Rozdziału nie będzie aż do piątku, a może dłużej, bo jadym na biwak Przynajmniej sobie ode mnie odpoczniecie, nie? *
*Pozdrawiam, Vanessa *
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Rozdział 2

,,Są ta­cy, którzy uciekają od cier­pienia miłości. Kocha­li, za­wied­li się i nie chcą już ni­kogo kochać, ni­komu służyć, ni­komu po­magać. Ta­ka sa­mot­ność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od sa­mego życia. Za­myka się w sobie. ''
Jan Twardowski

*Emily*

Nadszedł dzień wyprowadzki. Ciężko mi było pożegnać się z moją młodszą siostrzyczką Amber. Przez całą drogę nie odzywałam się. Podobnie jak Naomi, Jessica, Steven i ciocia Scarlett.
- Już jesteśmy- usłyszałam głos Martina, który prowadził auto. Zrozumiałam, że zasnęłam.
Wzięliśmy swoje rzeczy z bagażnika, które jakimś cudem się do niego zmieściły. Weszliśmy do dużego, kremowego domu i rozeszliśmy się do swoich pokoi. Mój od razu mi się spodobał. Kiedy zeszłam do salonu, po rozpakowaniu swoich rzeczy, były tam już nowe meble. Ciocia Nel, Jess i Stevena nie chciała, żeby cokolwiek przypominało jej zmarłego męża. Usiadłam na kanapie i rozejrzałam się w około.
- Rany, jaka nuda- westchnął Steven i rzucił się na miejsce obok mnie.
- Zawsze możesz pomóc mi rozpakować rzeczy i je poustawiać- powiedział Martin wchodząc do salonu.
- To ja wolę sobie poleżeć- powiedział i położył głowę na moim ramieniu.
- Fuuj, Emily, szczerze ci współczuję- powiedziała Jessica wchodząc do pomieszczenia.
- Śmieszne- żachnął się Steven. Ja wstałam, ubrałam buty i poszłam się przejść. W pewnej chwili na kogoś wpadłam. Podniosłam głowę i zobaczyłam znajomą twarz.
- Emily? Co ty tu robisz?- zapytał Liam i uśmiechnął się.
- Dzisiaj się przeprowadziliśmy- odpowiedziałam i też się uśmiechnęłam.
- Faktycznie, Louis mi mówił. Może chciałabyś się przejść?
- Pewnie- odpowiedziałam i ruszyłam z Liamem w kierunku parku.

*Veronika*

- Niall, wiesz, że nie lubię niespodzianek- powiedziałam twardo, a on spojrzał na mnie proszącym wzrokiem.
- No proszę, to już ostatni raz, plis- błagał, a ja westchnęłam. Blondyn podskoczył w miejscu i zawiązał mi na oczach kolorową chustkę. Nie wiedziałam, co kombinuje, ale przyzwyczaiłam się do jego głupich pomysłów. Po jakimś czasie, i drodze jaką przemierzyliśmy, chłopak zdjął mi chustkę z oczu. Moim oczom ukazał się park, w którym często przesiadywaliśmy długie godziny tylko we dwójkę. Na trawie był rozłożony koc, a na kocu siedział.... Harry?
- Wprosił się- wyszeptał mi Niall na ucho, a Harry wstał.
- Wcale nie, wykorzystałem moją szansę- przytulił mnie i podał paczkę.
- Co to?
- Na prawdę jesteś mało spostrzegawcza- westchnął Niall.
- O co wam chodzi, to chyba jednak wy jesteście mało spostrzegawczy. Na dworze jest 20 cm śniegu a wy sobie robicie piknik?
- Dla ciebie- burknął Harry.
- Po co?
- Niall w tym czasie wetknął mi pod nos białą kopertę. Otworzyłam ją. W środku była kartka urodzinowa. Uśmiechnęłam się i rzuciłam w objęcia dwóch chłopaków.
- Dziękuję, ale może chodźmy stąd, co?
- Pewnie, zabieramy cię na dzień atrakcji.
- A muszę?
- Samym prezentem miało być spędzenie miłego dnia z takimi dwoma ciachami jak my, ale postanowiliśmy, że dzisiaj nie możesz się nudzić.
***
Do domu chłopcy odprowadzili mnie około 200. Niall przytulił mnie i pożegnał się z nami. Chwilę ja i Harry staliśmy w milczeniu. Zawsze, dosłownie zawsze, gdy stałam blisko niego, czułam też dziwne ciepło, którego nie umiałam sobie wytłumaczyć.
- Dziękuję Harry, wspaniale się dzisiaj bawiłam- powiedziałam, żeby przerwać tę głupią ciszę.
- Ja też, nie ma za co. Cieszę się, że ci się podobało- powiedział patrząc w ziemię, ale po chwili podniósł wzrok i spojrzał mi w oczy. Dosłownie po sekundzie poczułam na swoich jego usta. Odwzajemniłam jego pocałunek, a on przycisnął mnie do drzwi łapiąc mnie w talii. Nagle coś we mnie pękło, zebrałam całą siłę na jaką było mnie stać i odepchnęłam szatyna od siebie. Spojrzał na mnie zdziwiony, a ja wbiegłam do swojego domu zatrzaskując za sobą drzwi.

*Emily*

Wróciłam do domu i skierowałam się do pokoju swojej przyjaciółki. Otworzyłam drzwi. Louis, Steven i Luke siedzieli na dywanie w pokoju Nel i grali w karty, a ona i Jess siedziały na jej łóżku z podkulonymi nogami i obejmowały je rękami przyglądając się grze. W duchu wyraziłam swoje zbulwersowanie z obecności, chłopak (niestety) mojej przyjaciółki.
- Cześć, już jestem- przywitałam się i usiadłam obok dziewczyn. Po chwili drzwi się otworzyły i zobaczyłyśmy Harrego, Zayna i Liama. Jessica westchnęła i wyszła z pokoju, a Zayn wodził za nią smutnym wzrokiem. Jak nic mu się podobała. Harry też wydawał się jakiś taki dziwny, jakby zgaszony, ale na jego twarzy gościł uśmiech.
- Dostałem cynk, że uprawia się tu hazard- oznajmił i z chłopakami przysiadł na dywanie. Przywitali się z Lukiem i rozdali na nowo karty.
- Kto was w ogóle wpuścił?- zapytałam.
- Otwarte było- zdziwiłam się, bo przecież po wejściu zamykałam drzwi na klucz, a cioci Scarlett miało nie być do rana. Martin chyba dalej leży w swoim pokoju i nic nie robi, bo niby gdzie miałby wychodzić?
Kilkanaście minut później:
- Wygrałem!- po pokoju rozniósł się radosny śmiech Stevena.
- Znowu- mruknął Luke.
- Ja nie wiem, jak on to robi- westchnął Harry. Steven posłał mi i Naomi radosny uśmiech.
- Ej nie ma, one mu podpowiadały- krzyknął Liam i razem z Zaynem obrócili się, żeby na nas spojrzeć.
- Nie...- zaczęła Nel.
- No wcale- burknął Lou i zgromił ją wzrokiem.
- Ogarnijcie- powiedziała Jess wchodząc do pokoju.
- Co znowu?- zapytał Steven.
Dziewczyna włączyła laptopa Nel, który leżał na stole i puściła jakiś filmik z internetu. Była na nim Eleonor i Danielle. Tylko po co nam to? Na internecie jest mnóstwo filmików z nimi, bo przecież to dziewczyny tych naszych znanych kolegów ;D
- A po co nam to?- nie no na serio, Li czyta mi w myślach.
- Cicho- syknęła.- Słuchajcie.
- Więc- zaczął mężczyzna, który prowadził z nimi wywiad. Dopiero wtedy zorientowaliśmy się, że to leci na żywo na stronie MTV.- Eleonor, jak radzisz sobie z tym, że zerwał z tobą Louis?
- Co do...- siedzący na krześle Lou przerwał, bo Nel szturchnęła go, żeby był cicho. On pociągnął ją w talii i posadził na swoich kolanach. Objęła go jedną ręką na szyję, a on objął ją ramionami. Luke patrzył na to wszystko z szeroko otwartymi oczami. Jednakże, dla Nel i Lou to było zupełnie naturalne zachowanie.
- Louis był najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Kiedy ze mną zerwał, wszystko się rozpadło.
- Co ona gada?!- Lou był wściekły, że Nel prawie mu z kolan spadła, ale w czas ją złapał.
- Uspokój się- powiedziała wpatrzona w ekran, że prawie włożyła mu palec do oczu.
- Czyli to przez Louisa wasz związek się rozpadł?- pokiwała głową.- Danielle, a co w tobą i Liamem?
- Zdradził mnie- tylko tyle zdołała wykrztusić między potokami łez.
- CO?!!!!!!!!- Li się wściekł.
- Jak to?- zapytał mężczyzna.
- Normalnie- wyszeptała, a on pokiwał głową.
- Czy to ta dziewczyna?- zapytał, a na ekranie w studiu pojawiło się zdjęcie... moje i Liama?! To było kilka tygodni temu, kiedy przyjechał z Lou do Doncaster, ale przecież my byliśmy tylko w parku. Nawet nie trzymaliśmy się za ręce, ani nic. Li zatrzasnął laptopa, po tym, jak zakończył się program, a wszyscy popatrzyli na naszą dwójkę.
- Czy my o czymś nie wiemy?- zapytał Zayn.
- Nie- odpowiedział Liam, a wtedy do pokoju wpadł zgrzany Niall. Co, kolejny do kompletu?
- Ej, widzieliście program?!
- Tak- odpowiedzieliśmy chórem, a on pokiwał głową.
- To są chyba jakieś żarty- Lou wtulił twarz w włosy Nel, które swobodnie opadały na ramiona i plecy. Luke chyba zaczął zgrzytać zębami.- Przecież to ona ze mną zerwała- pokręcił głową.
- Danielle jest niereformowalna, przecież na zerwanie zgodziliśmy się oboje- westchnął Li i oparł się plecami o moje kolana.
--------------------------------
Wydaje mi się, że coś długo nie dodawałam, ale nie wiem Co o tym myślicie???


  • awatar Dusia1D <33: Fajne! E, ludzi wbijajcie do mnie, uważam, że moje opowiadanie jest niczego sobie i powinno Was zaciekawić... http://misiadusia.pinger.pl/
  • awatar Maalik.: hym , co ja moge o tym myśleć ? jest genialny jak zwykle ! o taaak ! Eleanor , znowu wrednota jedna ! ugh ! Veronika i Harry *____* ale dlaczego taka reakcja ? czekam na kolejny ! Lou i Nell *__*
  • awatar Vanish♥: @psstt...: no bo one mają być złe ;) nie na serio, tylko w opowiadaniu :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 

*Naomi*

- Gotowa?- zapytał szatyn chwytając mnie za rękę. Mruknęłam tylko coś pod nosem.- Może zadałem niewłaściwe pytanie- westchnął i wysiedliśmy z auta. Ledwo zaczęła się msza, a ja już płakałam. Zresztą jak każdy. I nie ma najmniejszego znaczenia, czy czasami był denerwujący, czy wspaniałomyślny. Nie... A do tego, nie wypada mówić źle o zmarłym. Zwłaszcza, kiedy leży w zamkniętej trumnie kilka metrów od ciebie. Wujek był wspaniałym człowiekiem, ale jak każdy człowiek, miał swoje słabostki. Szybka jazda, jeden kieliszek od czasu do czasu i nie trudno o masakrę. Jak na złość padło akurat na niego. Czy tak? Dokładnie... Msza się skończyła i trzeba było pójść na cmentarz. Żona wujka, Scarlett, złapała mnie pod ramię i wypłakiwała się w chusteczkę. Zdecydowanie najgorsze w pogrzebach jest to całe gadanie w stylu: ,,Tak mi przykro...''
- Idziemy?- zapytał Lou mocniej ściskając moją rękę.
- Taa- pokiwałam lekko głową i spojrzałam na niego. Objął mnie i poprowadził w kierunku jego auta.

*na następny dzień*

Obudziłam się i wyszłam z pokoju. Na korytarzu minęłam Stevena, który próbował zaciągnąć psa na spacer i zbiegłam po schodach. Przy stole w kuchni siedział Martin.
- Ciężka noc?- zapytał podsuwając mi kubek z herbatą. Zawsze tak robił. Zawsze był jak rodzina.
- Może.
- Mała, wiem, że jest ci ciężko, ale musisz to przetrwać.
- Wiem- westchnęłam i wbiłam wzrok w paznokcie.
- Cześć- wyszeptała Jessica wchodząc do kuchni. Kiedyś, kiedy dopiero wprowadziłam się do wujka, ona mieszkała z ojcem. Potem, tydzień później się zbuntowała i wysłali ją tutaj razem z naszym młodszym bratem, Stevenem, który w tym czasie był w Domu dziecka, ale wujek ze Scarlett wiedział jak jesteśmy go niego przywiązane, więc go zaadoptowali. Za to zawsze będę im wdzięczna. Jednakże mam jedno zastrzeżenie do decyzji Scarlett.
- Nie chcę się przeprowadzać- powiedziała cicho Jess grzebiąc widelcem w talerzu.
- Ja też nie, ale i tak Scarlett już postanowiła- prawda była taka, że po śmierci wujka ona się załamała. Postanowiła, że nie powinniśmy mieszkać w Doncaster i poprosiła nas (zmusiła), żebyśmy przeprowadzili się do Londynu. Masakra. Żadne z nas tego nie chce, ale oczywiście Louis zawsze musi widzieć w tym dobre strony, ale on ma swój świat. ;D
Zadzwonił telefon. Martin poszedł odebrać.
- Nelly, dzwoniła pani Simpson, Jake ma problemy z matmą i prosi, żebym za godzinę przyszła.
Westchnęłam.
- Dobra, będę.
Jake to syn naszej sąsiadki, często daje mu korki, bo biedaczysko nie uczy się najlepiej. 50 minut później wyszłam z domu i skierowałam się w stronę domu sąsiadki.
- Cześć Nel- usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się i zobaczyłam zgrzanego szatyna biegnącego w moim kierunku.
- Cześć, mogłeś iść normalnie- powiedziałam i przytuliłam go.
- Nieee- powiedział tym swoim durnowatym głosem małego dziecka i ruszył ze mną do sąsiadów.
- Gdzie idziesz?- zapytał.
- Do Jake'a.
- Może lepiej by było, jakbyś dzisiaj została w domu?- zasugerował ostrożnie, żeby mi nie podpaść. Ostatnio coraz częściej na niego wybuchałam, ale nie moja wina.
- Nie Lou, zrozum, ja nie mogę siedzieć w domu, bo i tak jeszcze bardziej się zdołuję.
- Czaję, ale...
- Louis, czego ty nie rozumiesz?!
- Dlaczego się drzesz?! Nie rozumiem cię, zachowujesz się jakbyś była...- spojrzał na mnie jakby doznał oświecenia.- Zabujałaś się.
- Co?!
- No tak, widzę przecież. Tylko... czemu mi nie powiedziałaś?! Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi!
- Jesteśmy, tylko nic się nie stało. Masz głupi umysł, głupie pomysłu i głupie myśli, od zawsze.
- Jasne- powiedział przeciągając końcówkę.- Przecież widzę, no to który to. Ten blondyn ze skate-parku, czy ten brunet, którego oczy są jak rozległy ocean, w którym ty i Emily mogłybyście utonąć?????- powiedział to tak słodko mrugając oczętami, że prawie się nie skapnęłam skąd to wziął.
- Za to cię zabiję- powiedziałam i zaczęłam go gonić po ulicy.- Kto ci pozwolił?!
- To nie moja wina. Bo ten pamiętnik... On tak sobie leżał na twoim łóżku i kusił: ,,Louisku, chodź poczytaj, będziesz mógł się pośmiać''- w tym czasie zaniósł się śmiechem.- Musiałem sprawdzić, czy nie piszesz tam jakiś tekstów typu, że jestem przystojny i w ogóle.
- Nienawidzę cię. I ja tak nie pisałam!
- Wiem- uśmiechnął się.- Ale wiem, że tak myślisz.
- To, że kilka dziewczyn tak myśli, bo spojrzałeś na nie z ekranu telewizora, to nie oznacza, że ja też będę piszczała na twój widok.
- Kilka? Teraz to zraniłaś moją męską dumę.
- To nie było miłe, ale szczere. Co ci przyszło do tego zarośniętego, pustego łba, żeby to czytać?!
- Praca- odparł z dumą.
- Praca?- zapytałam z kpiną.- Niby jaka?
- Twojego przyjaciela złotko- złapał mnie w pasie.
- To cię zwalniam.
- Nie masz takiego prawa, żeby złamać świętą przysięgę krwi.
- Mieliśmy po pięć lat, a do tego potem obydwoje zakażenie.
- Ale nie mów, że nie podobało ci się, jak Scarlett i moja mama położyły nas u ciebie w pokoju i razem się tam kisiliśmy bo mieliśmy gorączkę.
- Taa.
- No to który ci się tak podoba? Ten brunet?
- Nie.
- Serio?
- Tak, to było dawno.
- To który teraz?
- Nie powiem ci!- powiedziałam to niemal takim głosem, jaki często stosuje moja siostra.
- Aaaale ja się i tak dowiem. Mów albo do niego pójdę.
- Żal mi cię dziecko.
- Sama jesteś dzieckiem dziecko- oburzył się.
- Skończ- urwałam.
- No dobra, a kiedy się przeprowadzasz?
- Pod koniec tego tygodnia- westchnęłam.
- Ej, nie martw się, ja tam będę cały czas, więc nie musisz się martwić.
- Ale mi się polepszyło...
- Ja mówię serio, tak to przyjeżdżałem kiedy mogłem, żeby się z tobą zobaczyć, a teraz będzie lepiej, bo będę cię częściej widywał. Ale wiem dlaczego nie chcesz jechać.
- Oświeć mnie.
- Bo jesteś zabujana z brunecie z kościoła.
- CO?!
- No wiesz, tego ministranta.
- Ogarnij się i wtedy pogadamy.
- Oj tam, oj tam.
- Ja idę, pa- powiedziałam, kiedy stanęliśmy przed drzwiami domu mojej sąsiadki.
- To do zobaczenia w Londynie, dzisiaj muszę wracać, zadzwoń jak wrócisz do domu, to jeszcze porozmawiamy.
- Dobra.
Pocałował mnie w policzek, odwrócił się i odszedł. Zapukałam do drzwi i otworzył mi Jake.
- Cześć Jake, to jak, ułamki?- spojrzał na mnie z miną cierpiętnika.
- Dam ci pięć dych, jak powiesz rodzicom, że jestem nauczony.
- A wiesz ile ja biorę za twoje korepetycję? Nie, to mi się nie opłaci.
- Cztery dychy to nie wcale tak dużo, więc mogła być mi pójść na rękę.
- Ale jak nie będzie nauczony, to twoi rodzice już mnie nie zatrudnią i pójdziesz na korki do kobiety z brodą w twojej szkole, jak ty to ją nazywasz.
- Dobra.

*kilka godzin później*

Wróciłam do domu i zmęczona padłam na łóżko, chociaż była dopiero 160. Spojrzałam pod łóżko i wyjęłam notes, który robił mi za pamiętnik itp. Przejrzałam go i zatrzymałam się na ostatniej stronie, gdzie był ostatni wpis. Napisałam go 8 miesięcy wcześniej. Napisałam o Luke'u. Wtedy marzenie każdej dziewczyny, a ja napisałam o nim, bo przegrałam zakład i musiałam. Kilkanaście tygodni później skończyliśmy szkołę i wyjechał. Jedyne dobre wspomnienie, w jakim uczestniczył, to pamiętam tylko jedno. W piątej klasie całowaliśmy się na boisku do kosza, ale to było dawno i potem już się nienawidziliśmy. Każda dziewczyna go nienawidziła, ale się w nim kochała, bo niby był cudowny, ale czy na serio? Nie... chociaż? Jakby się tak zastanowić.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Nikogo oprócz mnie nie było w domu, więc westchnęłam i zeszłam po schodach na dół. Otworzyłam drzwi.
- Luke?!

*Jessica*

Pojechałam w odwiedziny do starej koleżanki. Zwykle się nie lubiłyśmy, ale zadzwoniła, a i tak nie miałam nic lepszego do roboty. Nie chciało mi się jechać taki kawał drogi, ale cóż. Londyn po mimo pory świecił pustkami. Dziwne... Szłam chodnikiem obok jakiś sklepów i nagle stało się coś bardzo dziwnego. Drzwi przede mną szybko się otworzyły......... a ja dostałam w twarz.
- Jessica?! O mój Boże, przepraszam cię, ja nie chciałem- Mulat zaczął się tłumaczyć, a mnie to wkurzało. Nigdy go nie lubiłam. To, że moja siostra zadaje się z jednym z jego kumpli, to nie znaczyło, że ja też muszę być taka... nie obrażając Nel, głupia?!
- Odsuń się- powiedziałam, kiedy pomagał mi wstać.
- Dalej jesteś dla mnie taka ostra? Jess, przestań.
- Co przestań. Zapamiętaj raz na zawsze, nie lubię cię i nie chcę się z tobą kolegować, czy przyjaźnić.
- Ale dlaczego? Co ja źle zrobiłem? Od samego początku, kiedy przyjechałem z Lou do Doncaster do Naomi, jesteś na mnie cięta. W ogóle na nas wszystkich. Za co? Nie lubisz naszej muzyki, czy jak.
- Nie przeszkadzacie mi, serio, ale nie muszę spędzać z wami czasu czy jakoś inaczej, dobra? Jeśli pozwolisz, pójdę już.
Ominęłam go i poszłam dalej przed siebie. Kiedy Susan otworzyła mi drzwi powiedziała tylko:
- A tobie co się stało?- wskazała na podajże moją twarz.

*Emily*

Umówiłam się z Nel, że do niej wpadnę. Kiedy przechodziłam przez furtkę dostrzegłam bardzo dziwną scenkę. Dwie rzeczy, które mnie cholernie zdziwiły:
1) Co Luke tutaj robi?
2) Dlaczego on całuje się z Nel?!

- Yhym, cześć- chrząknęłam, a oni oderwali się od siebie.
- Hej Emi- przywitał się Luke i z uśmiechem zszedł z ganku, przeszedł przez furtkę, pomachał nam i zniknął.
- Co to miało być?- zapytałam moją przyjaciółkę, kiedy siedziałyśmy u niej w pokoju.- Ty i Luke? Przecież wy się nienawidziliście.
Wzruszyła ramionami. Westchnęłam. a razie jej odpuszczę... Ale ta rozmowa jej nie ominie!!!
- Kiedy wyjazd?- zapytałam.
- W przyszłą sobotę. Dziękuję, że jedziesz ze mną. To dla mnie bardzo ważne.
- Nie ma sprawy. Wreszcie się stąd wyrwę. A do tego jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Nie puszczę cię samej do Londynu.
Zaśmiała się.
- A co tam u Louisa?- zapytałam z grzeczności, bo nie byłam pewna, czy mnie to ciekawiło. Lubiłam go, ale wielką miłością, czy przyjaźnią do niego nie pałałam. Jeszcze wczoraj powiedziałabym, że to tylko kwestia czasu, kiedy będą z Nel razem, ale teraz...? Kiedy do akcji wkroczył Luke. No chyba, że ja coś sobie wcześniej ubzdurałam. Nie, niemożliwe ;D
- Raczej dobrze.
- To znaczy?
- Wczoraj rano, żalił mi się, że El z nim zerwała, a teraz jak słyszy jej imię to lekceważąco prycha, a potem mówi mi głupie teksty z jej życia wzięte.
- Standard- skwitowałam.
- Niestety tak- westchnęła. Po pół godzinie poszłam do swojego domu i zaczęłam się pakować. Miałam jeszcze tydzień, ale wolałam nie robić tego na ostatnią chwilę.

----------------------------

Chyba zwariowałam, ale udało mi się napisać wreszcie ten rozdział. Trudno było, ale jest A wy co myślicie? To dopiero pierwszy, więc jakby się nie spodobał, to kasowanie długo mi nie zajmie.
Pozdrawiam, Vanessa
  • awatar One Thing ♥: Oh . Lou..!: D
  • awatar Dusia1D <33: fajny, wpadaj do mnie http://misiadusia.pinger.pl/
  • awatar Maalik.: oj Lou , nieładnie ... czytać pamiętnik ! i to kogoś ! hym , ale tb bym wybaczyła ;D Ps.: wreszcie nadrabiam . tak mam czas , bo leżę w łóżku chora...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 



Ja nie mogę normalnie Kocham to

To też mi się podoba:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Prolog

Z lotniska odebrał mnie stary przyjaciel rodziców. Wokół lotniska nie brakowało okazałych domów z ogródkami. W rzeczywistości wyjechaliśmy z miasta (lądowaliśmy bowiem w Londynie) i skierowaliśmy się w stronę, gdzie nigdy nie byłam, płaskiej gęstym lasem okolicy. Nim się zorientowałam kierowca skręcił w lewo i jechaliśmy nieoznakowaną leśną drogą. Do tej pory nie przyjrzałam się zaroślom, które może i latem wyglądają dobrze, ale nie jestem pewna, czy teraz, w ziemie, mają do zaoferowania coś lepszego niż ciągnące się bez końca tereny lasu w kolorze popiołu. Samochód podskakiwał na wszystkie strony. Jedynym stworzeniem był przejechany skunks. Odruchowo pogłaskałam główkę Frediego, która wystawała z kieszeni mojej kurtki, która nawiasem mówiąc, była trochę za duża. Ciotka zawsze powtarza, że nie powinnam tego ,,obrzydliwego szczura'' trzymać w domu, a jeśli już to w klatce, a nie pozwalać mu chodzić po domu na samowolkę. Ja jej wtedy tłumaczę, że to nie szczur, tylko szynszyl, ale ona nie chce mnie słuchać. Powtarza tylko, że powinnam się w ogóle cieszyć, że pozwala mu być w domu. Mówi też, że moja mama była też nieodpowiedzialna i że jestem z głupoty do niej podobna. Ciotka była jej siostrą. Ostatnio bardzo się zdenerwowała i powiedziała, że nie mogę już u niej mieszkać. Wysyła mnie do mojego wujka, a jej byłego męża. W zasadzie, nie wiem, czemu byli razem. Ona nienawidzi dzieci i zwierząt, a on wręcz przeciwnie (to od niego dostałam Frediego).

Tak wygląda moje krótkie 5-letnie życie. Cały czas się mnie przenosi. Zawsze byłam niechciana i niekochana. No może oprócz mamy. Była wspaniałą kobietą. Kochała wszystko, co żywe i w ogóle. Opowiadała mi bajki, bawiła się ze mną i dużo razem rozmawiałyśmy. Zmarła rok temu na jakąś nieuleczalną chorobę, a tata wtedy znalazł sobie inną kobietę. Nigdy mnie nie lubiła, więc powiedziała tacie, że ma się mnie pozbyć. Jednak moją siostrę, Jessicę, zawsze uwielbiała, bo była ode mnie podobno o wiele ładniejsza, choć według mamy, nie różniłyśmy się aż tak bardzo, jesteśmy bliźniaczkami, ale dwujajowymi, czy jak to się tam nazywa. Wtedy tata z nową żoną wysłali mnie do ciotki Maryli, siostry mamy. Przyjęła mnie, ale nigdy nie chciała. Teraz nie wytrzymała i oddała mnie. Wujek jest fajny, lubię go. Zawsze chciał się ze mną bawić i w ogóle.

Wreszcie dotarliśmy do zamkniętej bramy. Jakiś mężczyzna ją otworzył i wjechaliśmy na plac. Cztery budynki gospodarcze i ogromny dom.
- Jesteśmy na przedmieściach Doncaster- wyjaśnił mi Martin, kiedy pomagał mi wysiąść z auta. Martin to właśnie kierowca. Jest bardzo miły, jak niewiele osób w moim otoczeniu.
- Martinie, nie wygłupiaj się- żachnęła się ciotka.- To tylko głupie, małe, bezmyślne dziecko, nic nie rozumie.
Nie zwracałam na to uwagi, ale muszę przyznać, że mnie zabolało. Przyglądałam się, jak z domu po schodach zbiega wujek.
- Witaj Nelly- przytulił mnie i położył rękę na ramieniu.- Jak Fredi?
- Dobrze, nauczył się kilku nowych sztuczek, chcesz zobaczyć?- zapytałam wyjmując wystraszonego zwierzaka z kieszeni.
- Pewnie, idź na razie do domu, zaraz przyjdziemy- powiedział, a na dwór wyszła jego nowa żona. Ona też była super.
- Do widzenia- pożegnałam się grzecznie z ciotką i weszłam po schodach. Martin poszedł za mną, żeby wnieść moje rzeczy. W zasadzie, nie było ich chyba tak dużo, tylko dwie nie bardzo duże torby. Martin poprowadził mnie do mojego pokoju, który był o niebo wspanialszy i przytulniejszy od tego w domu ciotki. Kiedy wujek i jego żona przyszli, ona pomogła mi się rozpakować i ustawić klatkę Frediego w dobrym miejscu. Po kolacji poszłam położyli mnie wspólnie spać. Przed tym opowiedzieli mi wspólnie bajkę. Cieszę się, że tutaj jestem.

Rano padał deszcz. Wygramoliłam się z pod niebieskiej kołdry i włożyłam swoje papucie. Zeszłam z Fredim do kuchni, gdzie siedział Martin. Wujek go lubił i dlatego miał w domu swój własny pokój.
- Cześć Nel- przywitał się wesoło i podał mi kubek z herbatą.
- Cześć Martin- odpowiedziałam i podałam szynszyla Martinowi. Właściwie, sama nie wiem, jak nazywać go w myślach. Ma około 25 lat, więc nie wiem, czy mówić mężczyzna, pan czy chłopak. Na chłopaka już za stary, a na mężczyznę, nie jest aż tak znowu stary, nie? Nie ma dziewczyny, ani nic z tych rzeczy. Chyba na zawsze pozostanie po prostu, Martinem.
- Przepraszam mała, ale muszę już iść. Twój wujek jedzie na jakieś spotkanie.
- Spoko, to do zobaczenia- powiedziałam i kiedy cała trójka wyszła, podeszłam do okna. Odjechali, a ja zostałam sama. Nie wrócą przez kilka godzin. Szkoda.
- Jest zimno, więc zostaniesz w domu- powiedziałam, włożyłam Frediego do klatki i przebrałam się. Włożyłam kurtkę itp. i wyszłam z domu. Doszłam do jakiś huśtawek. Usiadłam na jednej z nich, ale siedziałam bez ruchu. Ktoś usiadł koło mnie. Był może dwa lata ode mnie starszy, tak na moje oko licząc. Miał brązowe włosy z grzywką, zielono- niebieskie oczy, które świeciły pełnią życia, jakiej ja nigdy nie zaznałam.
- Hejka- przywitał się i podał mi rękę.- Jestem Louis.
- Cześć- uścisnęłam jego rękę.- Naomi, miło mi cię poznać.
- Czemu siedzisz tutaj sama?
Tak zaczęła się nasza przyjaźń....


----------------
Nie wierzę, właśnie przeżywam żałobę po tamtym opowiadaniu i już dodaje nowe? Sama się sobie dziwię A wy co myślicie? Prolog ja prolog, krótki i trochę nieskładny, ale myślę, że może Wam się spodobać?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 
Naomi:

Jest wysoką szatynką o brązowych oczach. Ma 19 lat. Od 14 lat razem z siostrą bliźniaczką mieszka w Doncaster, gdzie przeprowadziła się z Włoch. Lubi czytać, pływać. W wolnym czasie daje korepetycje dzieciom z podstawówki i innych szkół. Ma młodszego brata, 17-letniego Stevena i siostrę bliźniaczkę, Jessicę. Jej najlepszą przyjaciółką jest Emily, z którą nie rozstaje się na krok. Ma psa, owczarka niemieckiego, którego przygarnęła razem z bratem. W przyszłości chce zostać nauczycielką albo pediatrą.

Veronika:

18- letnia fanka One direction, zabójczo zakochana w jednym z jego członków, Harrym Stylesie. Szatynka o niebieskich oczach. Kocha jeździć konno, tańczy każdy taniec, śpiewa, gra na gitarze, rysuje. Lubi dużo jeść, tak samo, tak jak jej najlepszy przyjaciel, Niall Horan.

Jessica:

Ma 19 lat, blond włosy, niebieskie oczy. Jest średniego wzrostu. Lubi śpiewać i grać w piłkę nożną, siatkówkę. Chodzi na lekcje judo. Siostra Naomi i Stevena. Denerwują ją wzmianki o zespole One direction i jakimkolwiek członku tego zespołu, a już najbardziej o Zaynie.

Charlie:

Zielonooka 18-latka. Ma lekko falowane, jasno brązowe włosy. Chodzi luźnych bluzkach, bluzach z kapturami, rurkach i trampkach. Zwykle jest miła, ale czasami wredna, bezczelna, sarkastyczna z ogromnym poczuciem humoru. Zawsze służy pomocą i radą przyjaciół. Jest trochę rozpieszczoną jedynaczką. Uwielbia fotografię, piłkę nożną, swoją ojczyznę, Hiszpanię, jak również obecny kraj Anglię i Irlandię. Mieszka razem ze swoją mamą Kate, tatą Robertem i dziadkiem Eljaszem. Ma tchórzofretkę o imieniu Jimmy, którą kocha nad życie.

Emily:

Wysoka 19-latka o brązowych włosach i zielonych oczach. Kocha śpiewać, rysować. Mogłaby godzinami bawić się ze swoim kotkiem, Szimim. Jest miła, towarzyska, ale częściej bardzo nieśmiała. Chciałaby być artystką we wszystkich możliwych kierunkach, co teraz już jej dobrze wychodzi. Razem z młodszą siostrą Amber i rodzicami mieszkają w Doncaster. Od lat przyjaźni się z Naomi.

Liam:

19-letni chłopak, który razem ze swoimi przyjaciółmi rozpoczął karierę muzyczną, jako zespół One direction.

Niall:

19- letni blondynek uwielbiający jedzenie Najlepszy przyjaciel Liama.

Zayn:

Utalentowany chłopak, mający już trochę dość sławy, jaką przynosi mu boysband, którego jest członkiem od dobrych dwóch lat.

Harry:

18-letni kawalarz uwielbiający zabawy, jak i dziewczyny. Najmłodszy członek zespołu One direction i najlepszy przyjaciel Louisa Tomlinsona.

Louis:

Najstarszy członek zespołu, do którego został zaciągnięty wraz z kolegami. 21-latek, uwielbiający wygłupy ze swoim najlepszym przyjacielem z zespołu, Harrym.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›